PiSkorz pisze:W PiS-ie trafiają się ludzie o niejasnej przeszłości ale są to wyjątki . Natomiast w tzw. opozycji totalnej jest to regułą . Nie bez powodu Platforma , Nowoczesna , Kodziarze i PSL z taką zawziętością bronią ubeckich emerytur .


Poproszę o 10 przykładów. Nie powinieneś mieć z tym problemów skoro to reguła.

Polityka globalna i kryzys mocarstwowości

Wszystko, co dotyczy rynku i pieniędzy, wielkich właścicieli i ich obrotów na Świecie. Po prostu gospodarka i ekonomia...

Moderatorzy: Lolek00, Bilu1939, Marchewa, Worek, Moderator, Administrator, Super Moderator

Awatar użytkownika
aspagnito
Poseł
Poseł
Posty: 1553
Rejestracja: 16 lutego 2007, 15:13
Lokalizacja: Królestwo Polski

Polityka globalna i kryzys mocarstwowości

Postautor: aspagnito » 19 lutego 2017, 10:10

Witam,
Temat to polityka globalna, w której trzeba się jakoś odnieść do tego kto tak naprawdę rządzi na tym świecie i jak mogą wyglądać mechanizmy utrzymania, utraty, czy zdobywania tej władzy.
Niezaprzeczalnym dla mnie faktem jest to, że to właśnie USA wciąż jest na tym świecie jedynym imperium, podczas gdy takie kraje jak Chiny, czy Rosja są mocarstwami. Wiele osób chciałoby przewidzieć przyszłość i na przykład już dziś tworzy się analizy, że gdyby USA miało prowadzić globalny konflikt z Rosją, czy Chinami, to dziś by go wygrało, ale za jakieś 15 lat to już nie byłoby takie pewne.
USA to imperium dominujące nad resztą świata. Aby dany kraj był takim imperium, musi spełniać co najmniej trzy najważniejsze warunki…

1) mieć taki swoisty „bufor zmiany” na poziomie 15-35% swojego potencjału i to stale. Co to oznacza? Oznacza to, że taki kraj jest w stanie cały czas być zdolnym do całkowitego przemodelowania części swojego kraju, a dokładnie 15-35% i postawienia takiej części od nowa na całkiem innych, nowych warunkach. Jest to konieczne do tego, aby imperium podążało za duchem przemian. Tak naprawdę jest to warunek najważniejszy i USA ma taki „bufor zmiany” na poziomie jakichś 15-20%. Za Trumpa będzie to jednak jakieś 5-7%.

2) Imperium musi mieć jakieś 60% swojego potencjału zbudowane na fakcie dominacji jako imperium nad resztą świata. W USA trochę to słabnie i osłabnie zwłaszcza za Trumpa, który zamyka USA na porozumienia zagraniczne i Trump chce odbudować „potęgę” USA na bazie kapitału rodzimego. W USA za Trumpa będzie to jakieś 15%.

3) Imperium jest zbudowane na strukturze, która jest najnowocześniejsza na świecie. Choć USA ma wiele rzeczy, które już dziś wiadomo jak warto by było przemodelować, to jednak całościowo struktura tego państwa jest najnowocześniejsza na świecie i już dziś wiadomo, że za Trumpa ulegnie ona znacznej archaizacji.

Jeśli jednak Chiny i Rosja są mocarstwami, to pomimo iż nie mają żadnej z tych cech imperium, dążą do takiego statusu i skutecznie do tego aspirują. W chwili, gdy mocarstwo jest potężniejsze od imperium, imperium totalnie upada, a mocarstwo się rozpada ze względu na konflikty interesów i fakt, że mocarstwo nie może funkcjonować bez imperium z którym konkurowało i na której to konkurencji zbudowało swoją wielkość. Można więc przypuszczać, że Trump został prezydentem USA po to, aby skatalizować ten proces i nie doprowadzić do długiej agonii, która z pewnością skończyłaby się dużym kryzysem zbrojnym. USA w perspektywie najbliższych 8-15 lat straci tą cechę bycia imperium, przestanie nim być, a Rosja i Chiny podzielą się na większą liczbę państw. Schedę po imperium nigdy nie przejmują mocarstwa, których życie kończy się wraz z wygraniem z imperium. Imperium tworzy się w nowym miejscu, które było w takim jakby zawieszeniu, częściowo będąc zależnym. W tym wypadku czeka nas zjednoczenie połowy Europy wraz z częścią Azji i stworzenie nowego imperium, bo gdy USA upadnie, a Rosja i Chiny się rozpadną, tylko Europa będzie na tyle silna, aby przejąć schedę. Rolę jednak lidera przejmie ten, u kogo dokona się potrzebna rewolucja. Unia Europejska niestety w dzisiejszym kształcie już za 12 lat nie będzie miała sensu.
Już dziś Polska jest takim krajem, który jest najbardziej zawieszony w takim "wiecznym stanie przejściowym", co jest najbardziej rewolucjogenne. Już dziś też ze wszystkich krajów na świecie prowadzimy jako państwo politykę najbardziej otwartą na Afrykę, bo choć Polska to kraj, który nie dopuszcza imigrantów, to jako struktura państwowa wiążemy się coraz bardziej ekonomicznie w krajami Afryki, aby być jak najdalej od Rosji. W niedalekiej przyszłości 2025-2035 ze względu na fakt, że liczba ludzkości rośnie w zastraszającym tempie logarytmicznym i w 2050 czekałby nas całkowity kryzys surowcowy, który skończyłby się końcem ludzkości, będziemy zmuszeni syntetyzować żywność, na przykład na podstawie kultur zmutowanych jednokomórkowych organizmów, które tworząc kolonie takich organizmów zastąpią nam podstawowe produkty żywnościowe. Jest to konieczność, bo inaczej ludzkość w 2050 roku upadnie, a niedobitki umrą z powodu nowych bardzo groźnych chorób, na które brak będzie lekarstw.
Jeśli jednak będziemy syntetyzować żywność, to Afryka okaże się bardzo atrakcyjnym miejscem. Wtedy też poparci wcześniejszymi doświadczeniami będziemy po rewolucji u siebie w stanie dokonać otwarcia na ten kontynent i na tym zyskiwać. Stąd będziemy liderem w Europie, który po upadku Unii Europejskiej będzie zrzeszał coraz więcej krajów od Francji, przez Ukrainę, Białoruś, Czeczenię, Gruzję, część Skandynawii, sporą część Azji i wszystko co pobliskie. Oceniana dziś polityka, którą bardzo negatywnie ocenia się jako "pułapkę średniego wzrostu" jest konieczna dla momentu przebicia się w kierunku wielkiego imperium pod nowym szyldem. Z pewnością problemem są paliwa i konieczność odcięcia się od ropy, ale rozwiązaniem nie jest prąd elektryczny, bo ten jest tylko drogim przeniesieniem problemu dalej, w bardziej zaszytą i bardziej problematyczną sferę, ale etanol (zwłaszcza z ziemniaków)+oleje roślinne(etnl. + olj. =estry)+cukry+saletra amonowa. Rewolucja jest też konieczna na poziomie religijnym, gdyż nie da się doprowadzić do zjednoczenia (które urośnie na pewnym uwstecznieniu cywilizacyjnym) części Europy i części Azji bez zjednoczenia religijnego.
Można by powiedzieć dobrze, ale Chiny i tak już wszystko zajęły i również Afryka jest w ich rękach?
Otóż cesarstwo rzymskie padło przez chrześcijaństwo, mongołowie podbili pół Azj i pół Europy. Muzułmanie, którzy przez wiele lat byli religią dwudziestu ludzi najpierw podbili Afrykę i zachodnią Europę, a potem zostali najliczniejszą religią na świecie. Jakiś czas temu hindusi też podbili zachodnią Azję i część Europy, ale przeszkodziła im Centralna Europa, gdzie świnie między drzewami straszyły na śmierć ich słonie. Zygmunt August też podbił Haiti (w 2010 roku był dowód, gdyż Polacy pomagali przy użyciu samolotu prezydenckiego, tuż przed katastrofą smoleńską w waczeniu ze skutkami trzęsienia Ziemi na Haiti i okazało się, że 7 na 8 nazwisk na Haiti jest polskie) i napełnił skarbce, a potem szlachta rozkradła tą Polskę. Każde rozwiązanie ma swój potencjał i jak widzi się jakieś potężne i gigantycznie optymistyczne rozwiązanie, to czasem warto z niego zrezygnować, gdyż tylko by nas spowalniało. Jeśli drzewo ma średnie korzenie, a urośnie ponad swą miarę, upada i ginie i trzeba myśleć wtedy o sumie utraconych korzyści. Gigantyczna szansa po prostu potencjalnie za bardzo aktywizuje i skorzystanie z niej to jak jazda na sterydach i szybki koniec. Prawo rzymskie ma swoje źródło w Chinach, filozofia grecka ma swoje źródło w Indiach, a nauka europejska ma swoje źródło w krajach arabskich. Nawet polskie słowo Bóg pochodzi od słowa staroirańskiego. Na tym polega koło historii, gdzie akomodacja władzy w rozumieniu klasycznym nigdy nie bywa celem, ale środkiem. Innymi słowy ne można osiągnąć pełni władzy w klasycznym rozumieniu przez jej akomodację, a tylko przez rozwarstwienie, czyli na przykład podział decyzyjności według kompetencji wygrywa z totalitaryzmem. Jeśli jest kilka wyborów i jeden z nich wydaje się absolutnie słuszny, na pewno jest on też nieprawdziwy. Rozwiązania dobre nie są rozwiązaniami najlepszymi, bo rozwiązania najlepsze są tylko poprawne, a rozwiązania poprawne nie są rozwiązaniami prawidłowymi i dobrymi. Żady wygrać nie można po prostu lecieć na tym co poprawne, a trzeba znaleźć rozwiązania prawidłowe uderzające w sedno. Stąd można oczekiwać, że kiedy Chiny i Rosja rozpadną się na wiele mniejszych państw, bo będą wtedy w wewnętrznym konflikcie interesów, ich znaczenie spadnie, a rolę dominanta spełniać będzie ten, kto wcześniej funkcjonował w stanie przejściowym samemu rezygnując z wielu gigantycznych szans, które w dłuższej perspektywie byłyby dla niego zgubne. Wypisz wymaluj Polska, bo przez nie korzystanie z gigantycznych szans na rzecz szans bardzo drobnych staliśmy się krajem o wielkim potencjale i małych możliwościach, a tylko taki kraj jest w stanie przejąć rolę imperium.
Sam tytan pod Suwałkami jest wart 5 trylionów dolarów. Gdybyśmy wydobywali miedź 2,5 raza głębiej w kraju, niż teraz, wystarczyłoby odzielić cały świat. Gazy łupkowe, wody termalne, gigantyczne pokłady bursztynu w lubelskim to tylko nieliczne przykłady. W Polsce w 2020 połowa Polaków będzie miała wyższe wykształcenie. Jest i Polska Ekranowa, czyli największa liczba regulacji na świecie, co uniemożliwia zrobienie jakiegokolwiek błędu i Polska nie wygląda jak USA, gdzie wystarczy kupić działkę, aby nawet bez pozwolenia budować sobie centrum handlowe i to, że części tych metropolii jako tako wyglądają nie wynika z urbanizacji, jak w Polsce, ale ze zmowy producentów. Kiedy więc będziemy musieli mieć u siebie boom gospodarczy, bo wymusi to tąpnięcie, pokonanie USA przez Chiny i Rosję i upadek USA oraz rozpad Chin i Rosji, drzewo naszego sukcesu będzie mogło rosnąć strasznie wysoko, bo mamy potężne korzenie. Przypomnę, że mamy te potężne korzenie, bo mamy gigantyczny potencjał, a małe możliwości.

Jest taka stara rzymska zasada, która jest prawdziwa dla każdego typu rządów na Ziemi. „Rządź i dziel” oznacza po prostu, że obniżając standard życia obywateli, łatwiej, lepiej i skuteczniej się nimi rządzi. Wszystko, co ponadto to idealizm, który dobrze brzmi tylko jako kiełbasa wyborcza, natomiast w praktyce taki idealizm jest zgubny. Jeśli teraz na arenie światowej jest wiele państw, które nawet jeśli są dyktaturami, to władza we wszystkich państwach jest reprezentacją obywateli na szerszym polu. Ze względu na fakt globalizacji, do której ogromu przyczynił się zwłaszcza Internet logicznym byłoby, że zostanie stworzony rząd globalny, ale tylko z tego względu, że nie może on być częścią większej całości, w której nas reprezentuje, zasada „rządź i dziel” nie może być prawdziwa, a jednak władza ta miałaby wciąż te same cechy, jak każda inna dotychczas. To oczywiście prowadzi do technokracji, gdzie władzę nad całym światem rzeczywiście ma wąska elita, ale jej rządy nie są oficjalne. Rządy, które nie są oficjalne są gorsze od tyranii, bo można z nami zrobić wszystko, a nikt nie będzie w stanie rozpoznać wroga i winowajcy, którym jest tajna władza, której zadaniem w tym wypadku jest tylko i wyłącznie obniżanie standardu życia ludzi na świecie. Po prostu ze względu na tajność władzy ma ona nieograniczone zakusy na robienie nam źle i nie musi spowiadać się nam z błędnych decyzji. Ten więc twór jest taką formą najwyższej formy marksizmu w postaci technokracji i swoistą psychozą polityki globalnej, gdzie rzeczy nie mają sobie właściwej miary, a są tylko pewnym tłem do utrzymywania status quo. Bardziej coś się z nami dzieje, niż coś robimy jako ludzkość.
Jak Wam się wydaje? Jak może wyglądać wyjście z tego patosu?
Obrazek
We've always believed we'd have something better

Wróć do „Gospodarka światowa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość