PiSkorz pisze:W PiS-ie trafiają się ludzie o niejasnej przeszłości ale są to wyjątki . Natomiast w tzw. opozycji totalnej jest to regułą . Nie bez powodu Platforma , Nowoczesna , Kodziarze i PSL z taką zawziętością bronią ubeckich emerytur .


Poproszę o 10 przykładów. Nie powinieneś mieć z tym problemów skoro to reguła.

Mieszko I

Kto był wielki ? Kim są osoby, które do dziś wbudzają kontrowersje i dyskusje ? Politycy na Świecie. Wybitni Polacy. Jednostki...

Moderatorzy: Lolek00, Bilu1939, Marchewa, Worek, Moderator, Administrator, Super Moderator

zły
Wójt
Wójt
Posty: 518
Rejestracja: 26 lutego 2005, 04:13
Lokalizacja: Olsztyn

Mieszko I

Postautor: zły » 14 kwietnia 2005, 14:33

Żył ok. 935 - 992
Pierwszy historyczny władca Polski. Kościół Go lubi, bo ochrzcił się i kraj przy okazji.
Ale nie mówi się iż chrzest Polski był decyzją polityczną, a nie moralną i podejmując tę decyzje nie liczył raczej na zbawienie duszy, ale konkretne korzyści polityczne, które wzmocniły Jego władzę (wg chrześcjaństwa wszelka władza pochodzi od Boga) i państwo (gdybyśmy trwali przy swoim pgaństwie, moglibyśmy ulec wynarodowieniu i wyginąć jak słowianie połabscy).
Chrzest wyrwał z rąk Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiegto ideologiczny oręż, którym wszyscy katolicy usprawiedliwiali swe podboje i bestialstwa, których dopuszczali się na poganach (vide Henryk Lew, Albrecht Niedźwiedź).

Za czasów Mieszka I kraj Polan (Polski w dzisiejszym rozumieniu jeszcze nie było) stał się umiarkowanie ważną figurą w polityce europejskiej, zaistniał i od tej pory kraj nasz jest obecny na arenie międzynarodowej- czy to sie komuś podoba (podobało?) czy nie.

I tak każdy mu cosik zawdzięcza- kościół wiadomo. komuchy też Go luniły , bo sanckjonował władzę Polski Ludowej na Ziemiach Odzyskanych, i ja Go lubie bo sprawił, ż stalismy się podmiotem prawa międzynarodowego.
Ostatnio zmieniony 23 lipca 2005, 17:44 przez zły, łącznie zmieniany 1 raz.
"Nie podcina się gałęzi na której się siedzi... chyba , że zamierzaj ą Cię na niej powiesić"

Stanisław J. Lec

Obywatel
Senator
Senator
Posty: 2257
Rejestracja: 17 września 2004, 19:59

Postautor: Obywatel » 09 maja 2005, 23:20

Ochrzcil Polske ze wzgledow politycznych a nie z obawy ze beda najazdy na pogan.
Ta gonitwa za "poganami" rozpoczela sie 300 lat pozniej.

Mozesz okreslic co rozumiesz pod pojeciem "arena miedzynarodowa" ? bo o ile sobie przypominam z punktu widzenia Polski (owczesnej) ta arena dotyczyla jedynie Niemiec i Czech.

"gdybyśmy trwali przy swoim pgaństwie, moglibyśmy ulec wynarodowieniu" - moim zdaniem to bzdurne zalozenie, co ma jedno do drugiego?
Wierzysz w to ze po chrzcie tereny Polski nagle staly sie chrzescijanskie?!
Wiele set lat pozniej jeszcze kulty slowianskie utrzymywaly sie na terenie Polski.
To wlasnei wiara w rodzime bostwa jest tym co nas charakteryzuje a nie import obcego de facto wyznania narzuconego politycznie.
Gdyby przyjac bezposrednio twoje zalozenie bylibysmy Niemcami a nie Polakami, bo stamtad chrzescijanstwo wlasnie przywedrowalo lacznie z biskupami.

zły
Wójt
Wójt
Posty: 518
Rejestracja: 26 lutego 2005, 04:13
Lokalizacja: Olsztyn

Postautor: zły » 10 maja 2005, 02:36

Po pierwsze pogaństwo nam nie zagrażało tak jak katolickie Niemcy. Chrzest był decyzja polityczną, i dzięku niemu cesarstwo niemiaszków nie mogło posługiwać się orężem ideologicznym ( choć próbowało i tak np Thietmar).

Po druge chrzest przyjelismy nie od niemiaszków a od Pepików.

Arena międzynarodowa to coś więcej niż pepiki i niemiaszki. Papiestwo, Węgry, Ruś Kijowska (za nią w tle Bizancjum), Tatarzy

Tak kulty trzymały sie kilkaset lat- ale nie dotrzymały do dzisiaj- poza niektórymi zwyczajami- topienie marzanny, czy żegnanie się przy rozpaleniu ognia.
"Nie podcina się gałęzi na której się siedzi... chyba , że zamierzaj ą Cię na niej powiesić"



Stanisław J. Lec

Obywatel
Senator
Senator
Posty: 2257
Rejestracja: 17 września 2004, 19:59

Postautor: Obywatel » 10 maja 2005, 12:45

Niemcy nam nie zagrazaly w stopniu ekspansywnym, dostawali lupnia rownego za kazdym razem i doskonale wiedzieli ze nie ma sie co pchac w glab.
Tego cudu wiedzy doswiadczyli pozniej Krzyzacy w Prusiech ,kiedy to niewielu wrocilo (doslownie) z pierwszej oficjalnej wyprawy antypoganskiej.

Chrzest przyjelismy tylko dlatego od Czechow (i prosze tu nie uzywac obrazliwej nazwy "pepik" !!) iz Mieszko chcial sie formalnie zabezpieczyc przed mozliwym wplywem z tytulu nadania od Niemcow,Czesi byli slabi i wazne w duzej mierze podlegli Polsce.

O jakiej ty arenie mowisz? jakie papistwo,Wegry,Rusie....w TAMTYCH czasach? i jeszcze Bizancjum? CO to wszystko mialo z Polska wspolnego?
Wiesz ktory to byl rok?
A tatarzy i polityka miedzynarodowa... 8)

A w ogole to cale pisanie to takie samo jak z Chrobrym.
Male,ogledne,parozdaniowe...
W dodatku jesli nazwa monarchy jest tytulem tych drobiazgow to przyjacielu obrazasz w ten sposb nasza historie, bo i tu (jak i w tym drugim temacie) przypomne tobie iz ci ludzie historii Polski zasluguja zdecydowanie na cos wiecej niz te pare zdan zdecydowanie WIECEJ niz skromnych.
I jeszcze sie dziwie ze nie wpadl tu jakis Wszechpolak i cie slownie nei rozerwal...moze jeszcze nie zdazyl :D

zły
Wójt
Wójt
Posty: 518
Rejestracja: 26 lutego 2005, 04:13
Lokalizacja: Olsztyn

Postautor: zły » 11 maja 2005, 15:55

O Rusi Kijowskiej (sąsiad Polski poniekąd jak mniemam) nie można mówic bez pewnych odniesień do Bizancjum. Arena międzynarodowa w dziesiejszym tego słowa znaczeniu nie funkcjonowała, ale Europa była wtedy wystarczająca zróżnicowana by obecnośc nowego państwa w polityce miedzynarodaowej było sprawą ważną.

Pisze krótkie posty o co poniektórych Piastach, a nie monografie- miej to na uwadze.
"Nie podcina się gałęzi na której się siedzi... chyba , że zamierzaj ą Cię na niej powiesić"



Stanisław J. Lec

Obywatel
Senator
Senator
Posty: 2257
Rejestracja: 17 września 2004, 19:59

Postautor: Obywatel » 11 maja 2005, 16:02

Mam to na uwadze.
Tylko ze to co piszesz to sa nic nie znaczace zdania umieszczone w "przelocie".
To nie sa "krotkie posty" to sa zwyczajne "bąkniecia o jakimś gosciu co kiedys sobie zyl".
Tyle to mozna napisac o bohaterze klanu streszczajac jakiejs babci wydarzenie z poprzedniego odcinka.

Ale...zeby nie bylo ze sie czepiam, to moze ktos tu jeszcze wyrazi swoja opinie w temacie ?

zły
Wójt
Wójt
Posty: 518
Rejestracja: 26 lutego 2005, 04:13
Lokalizacja: Olsztyn

Postautor: zły » 11 maja 2005, 16:07

ok., więc sam pisz.

Skoro wiesz lepiej.
"Nie podcina się gałęzi na której się siedzi... chyba , że zamierzaj ą Cię na niej powiesić"



Stanisław J. Lec

regni1star
Radny powiatowy
Radny powiatowy
Posty: 167
Rejestracja: 20 kwietnia 2005, 22:28
Lokalizacja: Eisenhuettenstadt:))

Postautor: regni1star » 14 maja 2005, 20:15

Ta kapitulacja nie ma sensu! :) .
"Jan Sobieski miał trzy pieski: czerwony, zielony, niebieski", "Bolesław Krzywousty narobił z Niemców kapusty", "Chcesz cukierka, idź do Gierka, Gierek ma, to ci da", "Tadeusz Kościuszko wlazł babce pod łózko"...
Można li Naród ostawić z tą błoga samowiedzą? :D

Obywatel
Senator
Senator
Posty: 2257
Rejestracja: 17 września 2004, 19:59

Postautor: Obywatel » 15 maja 2005, 01:48

regni1star

To na co czekasz? 8)

regni1star
Radny powiatowy
Radny powiatowy
Posty: 167
Rejestracja: 20 kwietnia 2005, 22:28
Lokalizacja: Eisenhuettenstadt:))

Postautor: regni1star » 16 maja 2005, 21:52

Obywatel pisze:Ochrzcil Polske ze wzgledow politycznych a nie z obawy ze beda najazdy na pogan.
Ta gonitwa za "poganami" rozpoczela sie 300 lat pozniej.


Więc prosze bardzo:
Pierwsze zdanie zdumiewa...(to co to są wg Ciebie te względy polityczne?)
...
Drugie to ewidentna bzdura.

(c.d. może nastąpić
:) )

Obywatel
Senator
Senator
Posty: 2257
Rejestracja: 17 września 2004, 19:59

Postautor: Obywatel » 16 maja 2005, 22:11

I to ma byc dyskusja?
Rzucenie "polslowkiem" i "bzdura"?
:lol:
Az szkoda tego tematu na ta komedie.
Kura na obejsciu wiecej z siebie wyda tresci niz wasze historyczne "wiesci".

regni1star
Radny powiatowy
Radny powiatowy
Posty: 167
Rejestracja: 20 kwietnia 2005, 22:28
Lokalizacja: Eisenhuettenstadt:))

Postautor: regni1star » 16 maja 2005, 22:37

...bowiem "gra półsłówek" to troche wiecej niz ćwierćinteligenckie gdakanie, Obywatel (a i ...kurolog, heh).
Zniosłeś duże jajo! :D

Obywatel
Senator
Senator
Posty: 2257
Rejestracja: 17 września 2004, 19:59

Postautor: Obywatel » 16 maja 2005, 23:39

Zaprawdę finta warta szermierza,jeno waś tym muche li tylko ubijesz niż zwierza.
Aleśmy zeszli na manowce.
Kto tematowi chetny niech pisze do rzeczy,a reszta niech polezie paść owce.
8)

Obywatel
Senator
Senator
Posty: 2257
Rejestracja: 17 września 2004, 19:59

Postautor: Obywatel » 01 lipca 2005, 18:29

Fragmenty z książki (esej archeologiczny) Pawła Jasienicy „Słowiański rodowód”, zawierający opis wykopalisk zarówno przedwojennych jak i z lat 50 i 60 z interpretacjami znalezisk-zdarzeń.
Sama książka wydana po 1965 roku (lub w tym właśnie roku)

„…Niczym do chleba powszedniego przywykliśmy do sądów, ze przyjęcie chrztu jest początkiem nowej ery, progiem, który Mieszko I świadomie przestąpił, aby wprowadzić kraj na zupełnie nowe szlaki. Chrzest otwierał świeży rozdział od dawna trwającej naszej historii, to niewątpliwa prawda.
Ale wolno chyba zaryzykować twierdzenie, że dla samego Mieszka przyjęcie chrześcijaństwa ważne było przede wszystkim jako zakończenie, ukoronowanie dzieła tworzenia monarchii, nie zaś jako desperackie niemal wyrwanie się ze starego w nowe.
W Kulturze Stefana Czarnowskiego czytamy o innych krajach: "Przyjęcie chrześcijaństwa przedstawia się przeto jako akt nie pierwiastkowy, ale końcowy procesu upodabniania strukturalnego i funkcjonalnego społeczeństw barbarzyńskich do zróżnicowanych, zindywidualizowanych i opartych na podstawie grupy lokalnej, nie zaś plemiennej, społeczeństw dawnych prowincji imperium."
Stefan Czamowski miał na myśli Imperium Rzymskie, które jednoczyło kiedyś kraje najbardziej kulturalne. Upadło ono pod ciosami ludów barbarzyńskich. Stopniowe przyjmowanie chrześcijaństwa przez nie oznaczało postępujący "proces upodabniania" do dawnych prowincji imperium, zaawansowanych w rozwoju. Daleka Polska, która nigdy w skład tego imperium nie wchodziła, też pracowała nad "upodobnieniem się." I d1a niej chrzest oznaczał koronację wielowiekowej pracy. Tajemnica polega na tym, że Polska już w dobie pogańskiej o własnych siłach dorosła do mniej więcej tego samego poziomu, który posiadały bliskie jej granicom kraje chrześcijańskiego zachodu.
Decyzja przyjęcia chrztu była dla naszej historii wielkim dobrodziejstwem. Zyskaliśmy na każdym polu. Nigdy nie zdołamy wyslowić wartości dóbr kulturalnych, które wskutek tej decyzji stanęły dla nas otworem.
Mieszko I okazał się politykiem naprawdę przewidującym. Został chrześcijaninem, zanim przyszło mu skrzyżować miecz z Niemcami. Należy tylko wystrzegać się poglądu, że zmiana wiary uczyniła z Polski jakiś kraj wyjątkowy albo że odbyła się w warunkach niezwykłych, nieomal cudownych. Przeciwnie - szliśmy zwyczajną drogą tych narodów, które umiały sprawnie sobie radzić.
Mieszko I władał państwem obszernym i zagospodarowanym wcale dobrze. Co się tyczy techniki przemysłowej - Polska wcale nie wlokła się w ogonie ówczesnego świata. W dziedzinie techniki obronnej - inni mogliby się u niej wielu rzeczy nauczyć. Warto już nareszcie dać sobie spokój z wyobrażeniami o Prapolakach jako o dzikoludach, którzy jeżeli im handlarz niemiecki odrobiny żelastwa nie przywiózł, skazani byli na używanie kamiennych narzędzi.
Według profesora Zygmunta Wojciechowskiego, w 963 roku państwo Mieszka obejmowało 192924 kilometry kwadratowe. (Czechy ówczesne wraz ze Śląskiem i ziemią krakowską - 151 936 kilometrów kwadratowych; przy okazji trzeba przypomnieć, że Kazimierz Wielki zaczynał rządy od 106300 kilometrów kwadratowych.) W skład ówczesnej Polski wchodziły: Wielkopolska, Pomorze W schodnie, Mazowsze, ziemia sandomierska, Grody Czerwienskie i ziemia przemyska. Przyjmując chrzest szykował się Mieszko do lwiego skoku. W przeciągu dwudziestu trzech lat następnych zdobył Pomorze Zachodnie wraz ze Szczecinem, całą Małopolskę z Krakowem, cały Śląsk z Wrocławiem, a strącił tylko Grady Czerwieńskie na rzecz Rusi.
Pogląd wyżej wyrażony podzielają niemal wszyscy nasi historycy. Wyjątek stanowi profesor Jan Natanson-Leski. Głosi on, ze Mieszko wcale nie zdobywał Małopolski. i Śląska, gdyż odziedziczył je po przodkach. Wojnę w 990 roku - w której uczestniczył jako sojusznik Polski graf Zygfryd, ojciec kronikarza Thietmara, zajadłego wroga Polski - toczył z Czechami o Łużyce i zdobył je. Wcześniej przyłączył Pomorze Zachodnie.
Jak widzimy, rewizja poglądów odbywa się w kierunku dla Mieszka pomyślnym. Jakże to pogodzić z tradycyjnym wyobrażeniem o władcy, który pogrążony w rodzimej dziczy doszedł prawic do granic rozpaczy i pragnął uratować się od ostatecznej klęski - porzucił wiarę ojców?
Można przypuszczać, ze było odwrotnie. Państwo Mieszka osiągnęło ten stopień rozwoju, że dawna, plemienne czasy pamiętająca wiara pogańska nie tylko przestała wystarczać, ale musiała już działać jak kula u nogi. Niewątpliwie pętała przecież księcia licznymi więzami starych obyczajów, stawiała go poniekąd na równi z ludem, który on właśnie starał się mocno wziąć w karby. Po zdobyciu Szczecina Mieszko-poganin musiałby kłaniać się tam Trzygławowi, szanować jego kapłanów, którzy by stanowili najbardziej naturalny ośrodek opozycji, wyposażony ponadto w znaczny zakres niezalżności.
Mieszko stał więc poniekąd wobec dziejowej konieczności zmiany wiary. Musiał postarać się o nową więź ideologiczną, taką, która by odpowiadała rzeczywistym stosunkom w jego państwie. Przyjęcie chrześcijaństwa znakomicie się zgadzało z ogólnym kierunkiem rozwoju wczesnopiastowskiej Polski.
W jakiś czas później Wlodzimierz Wielki zaczął w Kijowie rozmyślać nad tym samym zagadnieniem, które Mieszko już rozwiązał. Ruski książe przeprowadził szeroki wywiad, zbierał wiadomości o rozmaitych wiarach i obrządkach. Wiemy o tym, bo kronikarze zapisali. Z tego, ze u nas piśmiennego świadka zabrakło, nie wolno wysnuwać fałszywych wniosków. Mieszko też na pewno dobrze się namyślał i badał. . .
Nie mam zamiaru obciążać profesora Zygmunta Wojciechowskiego odpowiedzialnością za powyższe wywody. Chcę tylko przypomnieć jego znakomite studium: Qniezno-Poznań-Krak6w na tle kształtowania się państwa Piastów. Uczony zastanawiał się nad powodami, które skłoniły Mieszka do zbudowania w Poznaniu bardzo silnej twierdzy i do przeniesienia tam stolicy (inni badacze sądzą, że Poznań nie był stolicą wysunął się tylko na jedno z czołowych miejsc w państwie). Dochodzi do wniosku, ze przyjęcie chrztu oznaczało nieunikniony konflikt z Wieletami. Dlatego Mieszko umocnił się
aż tak silnie w Poznaniu oraz w innych grodach zwróconych frontem ku Odrze. Profesor Wojciechowski nie traci jednak z oczu i tego niespornego faktu, że wprowadzenie chrześcijaństwa oznaczało pewne ryzyko w stosunkach wewnętrznych. W zakończeniu swego studium pisze mianowicie tak:
"Z drugiej strony powstaje nowa sytuacja wewnętrzna. Elementy wrogie nowej wierze z natury rzeczy musiały czuć łączność z plemiennie i religijnie bliskimi sobie Wieletami; krótsza była droga od bóstw polańskich do wieleckiego Swarożyca niż od tychże bóstw do Boga chrześcijańskiego. Przemożenie elementów opozycyjnych w stosunku do nowej wiary stało się równocześnie momentem ostatecznego przeobrażenia przez księcia jego sytuacji w odniesieniu do społeczeństwa. Widomym wyrazem tego przemożenia, a zarazem widomym dowodem związku tego faktu z przyjęciem chrztu jest gród poznański wzniesiony przez Mieszka I w drugiej połowie X wieku. Tym samym zaś przyjęcie chrztu okazuje się momentem zupełnie zwrotnym w historii ziem polskich: jest zdecydowaną cezurą pomiędzy dziejami plemiennymi a państwowymi."
Zdaje się więc, ze wolno podtrzymywać poprzednią tezę. Dla Mieszka I przyjęcie chrztu równało się zakończeniu, ukoronowaniu procesu tworzenia monarchii, który to proces rozpoczął się dawno, w epoce plemiennej.
Ale - jak zachowało się społeczeństwo? Ludzie musieli przecież pojmować, że nowa wiara będzie utrwalać i jeszcze bardziej pogłębiać istniejący porządek, podział społeczny i władzę monarchy. Opozycjoniści sympatyzowali z Wieletami.
Zapatrywania tradycyjne sprawiają takie wrażenie, jakby ich ojcem duchowym był biskup Thietmar, który już za Chrobrego napisał o czynie Mieszka:
"I natychmiast w ślad za głową i swoim umiłowanym wladcą poszły ułomne dotąd członki spośród ludu i w szatę godową przywdziane w poczet synów Chrystusowych zostały zaliczone..." Mie1i więc Polacy zachować się potulnie i grzecznie. Posłuchali księcia, dali się przekonać i przyjęli nową wiarę. Trochę tam sobie po śmierci Mieszka II pohałasowali - przede wszystkim na barbarzyńskim Mazowszu - i dali spokój.
A w połowie XIII wieku legat papieski rozkazał, aby w kościołach wykładano Skład Apostolski po polsku, ponieważ nikt z ludu nie umiał mu wyjaśnić, w co właściwie wierzy.
Archeologia zaprzecza sielankowym wyobrażeniom. Ziemia zdradza dowody zdecydowanego konserwatyzmu religijnego u naszych przodków. Nie brakowało wśród nich takich, którzy z uporem trzymali się starej wiary…. „

„…Na upartego twierdzić można , że ostatnia ofiara pogańska na ziemiach polskich złożona została w roku 1937 – badacz niemiecki Fritz Geschwendt widział wtedy naczynie z gotowanymi kartoflami ustawione u stóp pogańskiej jeszcze rzeźby kultowej (niesłusznie zwanej „mnichem” ) w okolicach Ślęży.
W 1951 roku siedemdziesięcioletnia Ślązaczka Maria Cebula , mieszkanka wsi Strzegomiany , dobrze sobie przypominała te i im podobne obyczaje.
Arcybiskup wrocławski dopiero około roku 1928 zakazał odprawiania tradycyjnych sobótek na Ślęży.”

„…Żadne współczesne źródła nie mówią nam, jak naprawdę przebiegała stopniowa chrystianizacja ludu polskiego. Wolno tylko przypuszczać, że przez bardzo długi czas istniały obok siebie dwie kultury, dwa systemy wierzeń i pojęć moralnych. Chrześcijaństwo polskie miało już własną historię, męczenników i ascetów, a lud wiejski nadal hołdował zwyczajom wiodącym się wprost z pogaństwa. Dopiero w XIII wieku nastąpiło prawdziwe przenikanie w dół. Słynne Kazania Świętokrzyskie, spisane po polsku, mieściły się w niewielkiej książeczce. Właścicielem jej mógł być mnich z żebraczego zakonu,
franciszkanin czy dominikanin. Działał wśród ludu, głosił wiarę w jego języku, potrzebował książki, którą by mógł stale mieć przy sobie.
Nie mając świadectw bezpośrednich, możemy jednak wnioskować, posługując się wiadomościami zaczerpniętymi z dziejów innych, a bliskich nam narodów. Około roku 1587 pisał biskup żmudzki Melchior Giedroyć:
"W bardzo wielkiej części mojego biskupstwa nie ma nikogo, kto by się raz w życiu spowiadał, kto by się raz w życiu komunikował; nikogo, kto by umiał pacierz lub znak krzyża świętego; nikogo, kto by miał jakąkolwiek wiadomość o tajemnicach wiary. Zadowalają się jednym: «My nie lutrzy, w piątki mięsa nie jadamy.» Powszechnie ofiarują gromom, czczą węże, szanują dęby i lipy jako święte, ofiarują im kury, miody, sery w razie choroby czy nieszczęścia; dusze zmarłych raczą ucztami i wiele podobnych dziwów za grzechy nie liczą."
Tak się działo w sto siedemdziesiąt cztery lata po oficjalnym chrzcie Żmudzi. Wiek XVI – możliwości i oddziaływania na lud znacznie większe niż w X czy XI. Można przypuszczać, ze w Polsce konserwatyzm pogański był słabszy, bo żadni Krzyżacy nie obmierzli tak chrześcijaństwa, jak to miało miejsce na Żmudzi. Ale też niepodobna naiwnie mniemać, ze stara, zakorzeniała wiara dała się od jednego zamachu zetrzeć.
Konserwatyzm pogański to sprawa ciekawa, po trosze zalatująca nawet sensacją. Trzeba ją badać, bo wnioski z niej płynące niweczą mity, i to wszelkie - zarówno mesjanistyczne, jak te o "papudze narodów". Okazuje
Się po prostu, ze i w tej kwestii wszystko u nas dopasowywało się do przeciętnej. Ciekawe rzeczy, godne badania, drogie - bo rodzime. Lecz nie ma powodów ani do wstydu, ani do wynoszenia się nad innych. …”

Obywatel
Senator
Senator
Posty: 2257
Rejestracja: 17 września 2004, 19:59

Postautor: Obywatel » 01 lipca 2005, 23:53

Faktem jest ze chrzest Polski przyjmowany jest jako :

1.Przyjecie w poczet cywilizacji (chrzescijanskiej-nadrzednej-wlasciwej-slusznej-blogoslawionej-ect ect)

2.Ochrona przed Niemcami i ich agrsja oparta na wlace z poganstwem

Jednak tak chaba nie bylo, Niemcow nie musielismy sie wcale obawiac...
Mieszko mogl sie jedynie obawiac sil wewnetrznych.
Fakty : od czasow Karola Wielkiego (rok 789) az do wypraw Fryderyka Barbarossy (rok 1157) odbyło się 175 wypraw germańskich przeciw Słowianom.
1/3 przyniosła sukces, 20 zakończyło się klęską...zatem pozostałe to "pat".
Co ważniejsze nie było ani jednego przypadku na przestrzeni tych lat i tylu wypraw zdobycia chocby JEDNEJ znaczacej warowni polskiej.
Jak widac z ilosci wypraw i dat chrzest nie zakończył prób podboju ziem polskich ze strony Germanów, nawet sławny protektorat Ottona III tak zawsze nagłaśniany dał oddech na...30 lat.
Chrzest zatem był tylko aktem politycznym i symbolem,niczym wiecej, owszem cos dawal znaczacego,ale na pewno nie gwarancje pokoju w imie chrzescijanstwa i przyjecia w poczet "cywilizacji" europejskiej-lacinskiej.
Mysle że Mieszko I nie tyle chciał "chrztu" co praktycznie nie mial wyboru.
I zdaje sie że to nie ekspansywnośc Kościoła budowała na miejscach dawnych kultów świątynie chrześcijańskie,a odbyło się to na wyraźny rozkaz Mieszka.
Tym sposobem znosił władze kapłanów związaną z tymi miejscami ,a jednocześnie nie ingerował wcale w dotychczasowe wierzenia poddanych.
Zabieg i wyjście polityczne, tłumaczące następne 1000-letnie trwanie starej wiary na ziemiach polskich mimo "chrztu".


Wróć do „Postacie z minonych epok”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość