PiSkorz pisze:W PiS-ie trafiają się ludzie o niejasnej przeszłości ale są to wyjątki . Natomiast w tzw. opozycji totalnej jest to regułą . Nie bez powodu Platforma , Nowoczesna , Kodziarze i PSL z taką zawziętością bronią ubeckich emerytur .


Poproszę o 10 przykładów. Nie powinieneś mieć z tym problemów skoro to reguła.

Ciekawe wywiady

Znane i mniej znane tytuły gazet i periodyków. Felietoniści i znane postacie. Wszystko o pisaniu...

Moderatorzy: Lolek00, Bilu1939, Marchewa, Worek, Moderator, Administrator, Super Moderator

Awatar użytkownika
Clint Eastwood
Minister
Minister
Posty: 3332
Rejestracja: 04 grudnia 2008, 12:36
Lokalizacja: k.

Ciekawe wywiady

Postautor: Clint Eastwood » 24 grudnia 2011, 13:02

proponuję zbiorczy temat, w którym będziemy wrzucać i rozmawiać na temat ciekawych wywiadów znalezionych w sieci. na pierwszy ogień wywiad z rysiem w temacie nieaktualności podziału na prawo i lewo we współczesnej polskiej polityce, ekonomicznej tożsamości lewicy i takich tam bzdur:

Lewica społeczna nie istnieje - wyw. z Ryszardem Bugajem w Nowym Obywatelu

dr hab. Ryszard Bugaj
(ur. 1944) – doktor habilitowany nauk ekonomicznych, polityk socjaldemokratyczny, publicysta. Jako student brał udział w działalności opozycyjnej wobec władz komunistycznych (m.in. protestach Marca ’68), co przypłacił relegowaniem z uczelni. Związany z KoR oraz „Solidarnością” od ich powstania, był m.in. przedstawicielem Krajowej Komisji Porozumiewawczej w rządowej Komisji ds. Reformy Gospodarczej. Po 13 grudnia 1981 r. zaangażowany w działalność podziemną. Od 1982 r. do dziś pracuje w Instytucie Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. W latach 1988-1990 działał w Komitecie Obywatelskim przy Lechu Wałęsie; uczestnik obrad Okrągłego Stołu w zespole ds. gospodarki i polityki społecznej, współprzewodniczący grupy roboczej ds. samorządu i form własności; poseł na Sejm kontraktowy. W wolnej Polsce zaangażowany w budowę lewicy skoncentrowanej na interesach pracowników najemnych i odcinającej się od PRL. Był posłem na Sejm I kadencji (z listy Solidarności Pracy, której był współzałożycielem) i II kadencji (z listy Unii Pracy, którą współtworzył w 1992 r. i której przewodniczył w latach 1993-1997). W 1998 r. odszedł z Unii Pracy, w proteście przeciwko polityce nowych władz partii, które dążyły do współpracy z postkomunistami. Był doradcą społecznym Prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. ekonomicznych. Odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.


[ edit ]

Lewica społeczna nie istnieje

Na scenie politycznej obserwujemy w ostatnich miesiącach wiele rzeczywistych lub PR-owych gwałtownych ruchów po lewej stronie. O lewicy, jej sednie i sensie oraz o bieżących wydarzeniach w tym obozie w Polsce rozmawiamy z dr. hab. Ryszardem Bugajem, prospołecznym politykiem, publicystą i ekonomistą.

Czy w Polsce mamy jeszcze lewicę?

R.B.: Jeśli pytanie dotyczy opcji tradycyjnie rozumianej pod tą nazwą, prosocjalnej, to odpowiedź jest negatywna. Natomiast jeśli zdefiniujemy to w inny sposób, np. kładąc główny nacisk na kwestie obyczajowe, a sprawy społeczno-ustrojowe albo się całkiem oddali, albo sprowadzi do jakichś szczególnych aspektów, jak na przykład ostatnio ochrona lokatorów, to wtedy tak pojęta lewica oczywiście istnieje, choć pojawia się pytanie o jej wiarygodność – ale to już osobna sprawa.

Wychodząc z tej ostatniej definicji, lewicą nazywa się Ruch Palikota, który m.in. ostatnio trochę poruszył sprawę lokatorów, ale generalnie ich pomysły i projekty należałoby raczej nazwać liberalnymi w tradycyjnym znaczeniu. Czy należy w ogóle przejmować się zmianą znaczenia etykietek „prawica”, „lewica”, „liberalizm”, „centrum” itp.?

R.B.: Nie mam na to dobrej odpowiedzi. W Polsce ciągle pojęcie „lewica” kojarzy się z ugrupowaniami, które miały PPS-owski charakter, albo z socjaldemokracją na Zachodzie po wojnie i jej dokonaniami.

Myślę natomiast, że w świecie politycznym rodzi się „zjednoczony” obóz liberalny, w którym są tradycyjnie rozumiani liberałowie, ale także część chadecji oraz ci, którzy dotychczas, a nawet dzisiaj nazywali czy nazywają siebie lewicą, ale właśnie lewicą w sensie liberalnym. Charakterystyczne, że nie odwołują się do państwa jako aktywnego aktora, ani do państwa jako suwerennego bytu, przejawiają natomiast ogromne skłonności do zajmowania się wszelkimi problemami mniejszości, przy pomijaniu problemów większości, co jest kuriozalne. Najbogatsi ludzie nie są przecież większością, są oczywistą mniejszością, ale niebywale wpływową.

Myślę, że po drugiej stronie, powoli i w bólach będzie się kształtował obóz, który określiłbym jako plebejski, tzn. taki, który przyjmuje kontynuację tradycji lewicowej w sensie sympatii socjalnych i który, jak mi się wydaje, powinien być przywiązany do idei państwa narodowego, przy jednoczesnym zachowaniu powściągliwości w sprawach obyczajowych. Póki co jego elektorat przejęły partie określające się jako konserwatywne, które dość słabo podejmują kwestie socjalne, natomiast ostro akcentują wątki obyczajowe. Coś takiego obserwujemy coraz częściej na świecie, a w Polsce przykładem jest PiS, zwłaszcza po faktycznym porzuceniu idei solidarności.

Czy w Polsce w ogóle mamy jeszcze miejsce na tradycyjną socjaldemokrację, która podejmowałaby wątki socjalne zamiast obyczajowych? Czy taki twór miałby rację bytu?

R.B.: Sądzę, że istnieje spora skala oczekiwań związanych z pojawieniem się takiej lewicy, że jest bardzo dużo ludzi, którzy by taką ofertę przyjęli jako własną. Natomiast brutalnie na scenę polityczną wdarł się wspomniany Palikot. Dokonał tego dzięki sile swoich skandali i wielkich pieniędzy. To dość dobrze pokazuje, jak bardzo scena polityczna jest zablokowana. Warunkiem wstępu jest skandal i pieniądze. To w dużym stopniu „zasługa” liberalnych mediów, które takiego rzecznika jak Palikot poszukiwały od lat 90.

Czy istnieją środowiska polityczne lub intelektualne, mogące stanowić punkt wyjścia dla projektu socjalno-lewicowego?

R.B.: Jako zorganizowane nie istnieją. Pewne postulaty socjalne są w ostatnim okresie formułowane np. przez środowisko „Krytyki Politycznej”, ale zwykle podawane w zestawie z bardzo skrajnymi pomysłami w sferze obyczajowej, z niechęcią do silnego suwerennego państwa itp. Nie pokładam w nich nadziei na odrodzenie lewicy socjalno-demokratycznej. Wasze pismo, jakkolwiek bardzo ciekawe, to niestety głos niszowy, słabo słyszalny. Wśród innych niewielkich środowisk mamy Młodych Socjalistów, wśród których również pojawiają się pryncypialne propozycje socjalne, ale jednocześnie toną oni w bataliach obyczajowych.

W pewnych nurtach ideowych znaleźć można „skłonności” warte uwagi z perspektywy tradycyjnej lewicy, np. w republikanizmie, mimo że jest on tradycyjnie postrzegany jako nurt prawicowy. Pewnych inspiracji można szukać w komunitarianizmie, ale przede wszystkim w krytycznej przebudowie doktryny socjaldemokratycznej, która w okresie powojennym odniosła ogromny sukces. Być może coś takiego dopiero będzie się kształtować, ale przejawów choćby kiełkowania takiego ruchu jak dotąd w Polsce nie widzę. Droga do ponownych narodzin lewicy społecznej wydaje się dziś szczególnie trudna i najeżona różnymi pułapkami.

Niedawno nastąpił rozłam w PiS, z którym część środowisk prospołecznych łączyła nadzieje. Obserwujemy też tonięcie SLD, na który wcześniej głosowali nie tylko nostalgicy PRL-u, ale także część elektoratu „naturalnie” lewicowego. Wspomniany Ruch Palikota po wyborach sięgnął mocniej po hasła prospołeczne. Czy w dłuższej perspektywie z tych pęknięć i przetasowań może wyniknąć jakaś szansa na uformowanie się lewicy społecznej?

R.B.: Niestety nie dostrzegam takiej możliwości. Jeśli chodzi o środowisko Palikota, to uważam, że to polityczne szambo. Uprawianie polityki ponad ideami, poza sprawami dotyczącymi konkretnych grup ludzi, nie może być nawet minimalnie wiarygodne. Jeżeli ktoś jest przez ileś lat politykiem, który uchodzi za skrajnie liberalnego nawet w Platformie Obywatelskiej, a potem nagle podnosi sztandar lewicy społecznej, w międzyczasie posługując się świńskim łbem, i prowadzi interesy w rajach podatkowych, jednocześnie robiąc gwiazdą swojej partii wydawcę „Faktów i Mitów”, a na liście wyborczej mając zastępcę redaktora naczelnego tygodnika „NIE”, to mnie jego „wrażliwość społeczna” nie interesuje, bo nie wierzę w jej istnienie. To była i jest zwykła gra polityczna, więc nie wiążę z tym człowiekiem i jego partią żadnych nadziei.

W Polsce sprawą kluczową na dziś jest otwarta i niezależna od aktualnych głównych graczy scena polityczna, by mogły na nią wejść nowe ugrupowania. Tymczasem jest to niemożliwe, m.in. wskutek zmasowanego finansowania partii politycznych z budżetu państwa. Dziś wdarcie się na scenę polityczną jest bardzo trudne. Nie wykluczam, że aby do tego doszło, najpierw zaistnieją jakieś „kryteria uliczne” – to może się okazać nieuchronne, aby obecność nowych idei i ugrupowań stała się realnie możliwa.

Być może postulaty socjalne ponownie sformułuje PiS, ale zarówno po okresie „rządowym”, jak i po okresie „opozycyjnym”, gdy porzucono jakikolwiek program społeczny, będzie to bardzo mało wiarygodne. To samo dotyczy ich ostatniego odprysku w postaci Solidarnej Polski. Jaka jest ich wiarygodność w kwestiach socjalnych? Żadna! Moim zdaniem Solidarna Polska wykazuje zainteresowania sprawami socjalnymi na pokaz. Jedyne, z czego jest znany Jacek Kurski, to skandalizujące wypowiedzi, nieraz bardzo skuteczne politycznie. Również Zbigniew Ziobro nie przejawiał nigdy zainteresowania tym obszarem. Jedyny, który rzeczywiście wykazuje takie zainteresowania, to Tadeusz Cymański, ale nie sądzę, aby jego osoba wpłynęła na generalną orientację Solidarnej Polski. Ta nazwa jest zwykłym chwytem marketingowym.

Reasumując, w perspektywie najbliższych lat jestem pesymistą, jeśli chodzi o powstanie znaczącego ugrupowania socjaldemokratycznego w Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Konrad Malec, 9 grudnia 2011 r.

Współpraca Magda Wrzesień
Ostatnio zmieniony 24 grudnia 2011, 13:12 przez Clint Eastwood, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Worek
Administrator
Administrator
Posty: 17056
Rejestracja: 17 grudnia 2009, 09:37
Lokalizacja: Tannenberg

Postautor: Worek » 24 grudnia 2011, 13:08

Proponuję wklejać cały wywiad a nie tylko linka.
"Poskrobcie z wierzchu konserwatystę a znajdziecie kogoś, kto przedkłada przeszłość nad jakąkolwiek przyszłość." - Frank Herbert

Westwood
Poseł
Poseł
Posty: 1534
Rejestracja: 14 czerwca 2011, 17:05
Lokalizacja: Polska

Postautor: Westwood » 25 grudnia 2011, 12:16

.: Niestety nie dostrzegam takiej możliwości. Jeśli chodzi o środowisko Palikota, to uważam, że to polityczne szambo. Uprawianie polityki ponad ideami, poza sprawami dotyczącymi konkretnych grup ludzi, nie może być nawet minimalnie wiarygodne. Jeżeli ktoś jest przez ileś lat politykiem, który uchodzi za skrajnie liberalnego nawet w Platformie Obywatelskiej, a potem nagle podnosi sztandar lewicy społecznej, w międzyczasie posługując się świńskim łbem, i prowadzi interesy w rajach podatkowych, jednocześnie robiąc gwiazdą swojej partii wydawcę „Faktów i Mitów”, a na liście wyborczej mając zastępcę redaktora naczelnego tygodnika „NIE”, to mnie jego „wrażliwość społeczna” nie interesuje, bo nie wierzę w jej istnienie. To była i jest zwykła gra polityczna, więc nie wiążę z tym człowiekiem i jego partią żadnych nadziei.



Taki z Bugaja lewicowiec, jak z Macierewicza marksista. Nazywać politycznym szambem niemal półtora miliona wyborców, dlatego że nie głosowali po myśli niedorajdy i bankruta politycznego, to świadczy o braku kultury politycznej dr hab. Ryszarda Bugaja. Sam śmierdzisz szambem nienawiści, doktorze habilitowany Bugaj. A powiedzieć, że szambo jest perfumerią po prostu nie wypada, jak mawiał inny doktor, co prawda niehabilitowany, z Torunia.

Uprawiać politykę ideową i bardzo wiarygodną potrafił syn pewnego celnika z Braunau. Polityka ta była tak nacechowana ideami, że kosztowała życie kilkudziesięciu milionów ludzi.

W czym według pana, doktorze od partyjnych idei, lepszy jest wydawca "Gazety Polskiej" od wydawcy "Faktów i mitów"? Jaka jest różnica między zastępcą redaktora naczelnego "Naszego dziennika" a zastępcą redaktora naczelnego tygodnika NIE?

Nie dziwię się, że pan - doradca śp. Lecha Kaczyńskiego - nie wiąże żadnych nadziei z Palikotem i jego partią. To tak, jakby indyk wiązał jakieś nadzieje ze Świętem Dziękczynienia. :mrgreen:
Poza tym uważam, że należy ujawnić treść ostatniej rozmowy telefonicznej braci K.

Awatar użytkownika
Nazgul
Moderator
Moderator
Posty: 26422
Rejestracja: 15 stycznia 2006, 15:39
Lokalizacja: Wrocław :)

Postautor: Nazgul » 25 grudnia 2011, 14:07

a ja się podpiszę pod cytatem z Bugaja.
A po za ty uważam, że trzeba zakazać cyfr arabskich. ;)
"Rząd próbuje przekonać Wysoką Izbę, że konstytucja nie obowiązuje, posługując się sprostytuowanymi prawnikami" JKaczyński 2003 r.

Awatar użytkownika
Clint Eastwood
Minister
Minister
Posty: 3332
Rejestracja: 04 grudnia 2008, 12:36
Lokalizacja: k.

Postautor: Clint Eastwood » 25 grudnia 2011, 15:33

lubię, jak ludzie cisną po kimś, że brak mu kultury politycznej w poście tak podszytym wulgarnością i nienawiścią, że aż oczy szczypią :lol: i jeszcze odniesienia do hitlera bardzo na miejscu.
Nazgul pisze:a ja się podpiszę pod cytatem z Bugaja.
i ja.

Awatar użytkownika
kaminiak33
Minister
Minister
Posty: 3929
Rejestracja: 20 maja 2011, 14:04
Lokalizacja: Chotomów

Postautor: kaminiak33 » 25 grudnia 2011, 15:48

Na mnie też możecie liczyć !!!!



Tym bardziej , że zapowiadał przed wyborami , że nie będzie głosował (nie ma na kogo , to też mój pogląd)
http://www.forum.polityka.org.pl/viewtopic.php?t=5249
tak jak w Media Markt - nie dla idiotów

Westwood
Poseł
Poseł
Posty: 1534
Rejestracja: 14 czerwca 2011, 17:05
Lokalizacja: Polska

Postautor: Westwood » 25 grudnia 2011, 17:23

Clint Eastwood pisze:lubię, jak ludzie cisną po kimś, że brak mu kultury politycznej w poście tak podszytym wulgarnością i nienawiścią, że aż oczy szczypią :lol: i jeszcze odniesienia do hitlera bardzo na miejscu.


Jeśli za wulgarność uznać fakt użycia słowa "szambo"wobec pana Bugaja, który tego epitetu użył pod adresem środowiska związanego z trzecią siłą polityczną w ostatnich wyborach parlamentarnych - zatem również do elektoratu tej partii - to mój post jest i owszem podszyty wulgaryzmem pana Bugaja, nie moim.
Ja na przykład nie darzę szczególną sympatią PiS-u, ale do głowy nie przyszłoby mi nazywać środowisko tej partii politycznym szambem. Wśród polityków i wyborców PiS-u jest wielu mądrych, wartościowych i kulturalnych ludzi.

Co do nienawiści w moim poście, kolego Eastwood, ona jest. Ale nie jako podszewka, tylko bije z każdego niemal słowa cytowanego fragmentu wywiadu z dr hab. Bugajem. Nienawiść do każdego, kto kwestionuje wszechwładzy KK w Polsce, a więc m. in. do Romana Kotlińskiego i Andrzeja Rozenka.

Porównanie z kanclerzem AH dotyczyło nadmiaru ideowości w niektórych partiach wzorowanych na NSDAP, nie dotyczyło Ryszarda Bugaja.

A Bugajowi do kultury politycznej - powtórzę znowu - daleko jak stąd do Sydney..

Jeśli szczypią Cie oczy, mam receptę mojej babci:

Gdy oczy szczypią i łzawią, możemy skorzystać z recept naszych babć, czyli kompresy z ziół, naparu z kopru włoskiego albo kompres z utartego ziemniaka lub ogórka.

Szczypiące oczy


Podpisywać się pod czyimiś słowami - to Wasze święte (za przeproszeniem) prawo, szanowni koledzy Clint Eastwood, Nazgul, Kaminiak33.

Pozdrawiam serdecznie i życzę wesołego dalszego ciągu Świąt!
Poza tym uważam, że należy ujawnić treść ostatniej rozmowy telefonicznej braci K.

Awatar użytkownika
mrdataPL
Starosta
Starosta
Posty: 743
Rejestracja: 20 listopada 2011, 07:09
Lokalizacja: Galaktyka Kurvix

Postautor: mrdataPL » 25 grudnia 2011, 18:22

Ja też się podpiszę pod tym co powiedział Bugaj. Środowisko Palikota to polityczne szambo a ich wódz to populista i cyniczny karierowicz. Tyle w temacie.
Chociaż na nosie szkła miał grube,ale miał dziadek oczko bystre, którym, znad biurka swego w UB, wytropić umiał wnet faszystę.Wnuczek ma nos nie od parady,taką w Gazecie ma robotę,że, wiernie dążąc w dziadka ślady,raz po raz zwęszy patriotę.

Awatar użytkownika
Anioł
Poseł
Poseł
Posty: 1620
Rejestracja: 11 maja 2010, 16:10
Lokalizacja: Neusalz an der Oder

Postautor: Anioł » 25 grudnia 2011, 18:58

Środowisko Palikota to polityczne szambo a ich wódz to populista i cyniczny karierowicz

A znasz jakiegoś polityka który nie jest populistą i nie dąży do rozwinięcia swojej kariery?

Westwood
Poseł
Poseł
Posty: 1534
Rejestracja: 14 czerwca 2011, 17:05
Lokalizacja: Polska

Postautor: Westwood » 25 grudnia 2011, 21:00

Niemal wszyscy panowie w tym wątku wielbią dr Bugaja, a nie darzą zbytnią sympatią (dosyć oględnie mówiąc -pana Palikota i jego środowiska. Nie przytaczają żadnych argumentów na to dlaczego środowisko to - a zatem również moją skromną osobę - zaliczają do politycznego szamba. Cóż, nie muszą się tłumaczyć, można przecież w kółko powtarzać:"Picie kawy z cukrem powoduje bezpłodność u mężczyzn" albo "Nie lubię ciemnego piwa". Dlaczego? Bo nie!

Żyjemy podobno w wolnym i demokratycznym kraju, wypowiadamy się na wolnym forum.
Szambo to nie perfumeria, jak powiedział pewien wybitny Polak przy okazji omawiania poglądów pewnej wybitnej śp. Polki. Nazwał tę panią na dodatek jeszcze czarownicą. Gdybym to ja powiedział na przykład o Annie Fotydze, na pewno chodziłbym do dzisiaj po sądach.

Ale ja nie jestem wybitnym Polakiem.
Poza tym uważam, że należy ujawnić treść ostatniej rozmowy telefonicznej braci K.

Awatar użytkownika
Clint Eastwood
Minister
Minister
Posty: 3332
Rejestracja: 04 grudnia 2008, 12:36
Lokalizacja: k.

Postautor: Clint Eastwood » 26 grudnia 2011, 00:24

Westwood pisze:Ale nie jako podszewka, tylko bije z każdego niemal słowa cytowanego fragmentu wywiadu z dr hab. Bugajem. Nienawiść do każdego, kto kwestionuje wszechwładzy KK w Polsce, a więc m. in. do Romana Kotlińskiego i Andrzeja Rozenka.
gdzie ty w tym wywiadzie wyczytałeś cokolwiek o kościele katolickim? wspomina z lekkim zażenowaniem o obecności antyklerykałów z "faktów i mitów" w środowisku palikota, ale on raczej nie z tych, co stoją murem za klerem. ruch krytykuje zupełnie za co innego i wyraża to expressis verbis: [1] prawianie polityki ponad ideami, [2] poza sprawami dotyczącymi konkretnych grup ludzi, [3] brak wiarygodności. [4] instrumentalne traktowanie lewicowości przez ex-członka prawicowej partii.

Westwood pisze:Niemal wszyscy panowie w tym wątku wielbią dr Bugaja
nie wiem jak koledzy, ale ja bugaja wręcz trochę nie lubię ;)
moją niechęć do ruchu palikota argumentowałem w innym temacie, nie widzę sensu powtarzać, zwłaszcza, że bugaj wspomniał o nim tylko w kontekście jego "lewicowości", trochę na marginesie. jeżeli masz coś do powiedzenia na ten temat, to chętnie posłucham.

ps. przeczytałem jeszcze raz rzeczony akapit i nie widzę ani słowa o wyborcach palikota. z kontekstu jasno wynika, że chodzi mu o jego otoczenie, czyli polityków w jego partii.










[ Dodano: Sro 28 Gru, 2011 ]

wywiad sprzed dwóch lat, ale chyba nadal aktualny.
Prof. Frydman dla Money.pl: Kryzys to wina ekonomistów

Roman Frydman - profesor Uniwersytetu Nowojorskiego, bliski współpracownik prof. Edmunda Phelpsa, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii z 2006 roku. Od prawie 30 lat zajmuje się ekonomią niedoskonałej wiedzy, w której kwestionuje modele służące perfekcyjnemu przewidywaniu zmian gospodarczych. Na rynku ukazało się właśnie polskie tłumaczenie napisanej przez niego wspólnie z Michaelem Goldbergiem książki Ekonomia wiedzy niedoskonałej. W przedmowie do niej Edmund Phelps pisze, że książka jest znakiem tego, że ekonomia wraca na właściwe tory.


Jeden z najwybitniejszych polskich ekonomistów, który od kilkudziesięciu lat w swoich badaniach kwestionuje modele służące przewidywaniu zmian gospodarczych, w rozmowie z Money.pl porównuje współczesnych ekonomistów do planistów w gospodarkach socjalistycznych. Stwierdza też, że Polska nie powinna bać się przekroczenia 55-procentowego progu zadłużenia pod warunkiem, że pójdą za tym gruntowne reformy finansów publicznych.

Money.pl: Podobno nie lubi Pan pytań o przyszłość gospodarki i prognozy dla rynków. Dlaczego?

Prof. Roman Frydman z Uniwersytetu Nowojorskiego, jeden z najwybitniejszych polskich ekonomistów, bliski współpracownik prof. Edmunda Phelpsa, laureata ekonomicznej Nagrody Nobla w 2006 roku.: Bo gdy ktoś jest ekspertem w jakiejś dziedzinie i zaczyna prognozować, to jego wypowiedzi nabierają wagi obiektywnej, zaczynają być traktowane jak prawdy objawione. A nie taka jest rola ekonomisty. Oczywiście mam swoje prywatne opinie na temat przyszłości gospodarki i rynków, ale moja rola polega na dostarczeniu elementów do prognoz, a nie dawaniu gotowych recept.

Zwłaszcza w okresie kryzysu takie podejście wielu osobom może się wydać bezużyteczne. Wszyscy oczekują przecież od ekonomistów, że wyraźnie powiedzą im, co się stanie i kiedy kryzys się skończy.

Na tym właśnie polega cały problem współczesnej ekonomii. Teoria udaje, że rzeczy można dokładnie przewidzieć. A to absurd. Ekonomistom przydałoby się trochę skromności.

To co w takim razie zwykły kredytobiorca czy drobny inwestor ma z Pana pracy?

Mój przekaz jest bardzo jasny: nikt nie powinien przyjmować prawd ekonomistów jako prawd objawionych. Jeżeli klient udaje się do eksperta po radę, to powinien zapytać, przy jakich założeniach jego prognozy okażą się prawdą. Potem powinien zapytać, co się stanie, gdy zmienimy założenia. Jeżeli eksperta takie pytanie zdziwi, to należy jak najszybciej go zmienić.

Na pewno zna Pan powiedzenie, że analityk to osoba, która potrafi mocno uargumentować swoją prognozę, a na drugi dzień równie przekonująco wytłumaczyć, dlaczego się pomylił.

Ale to nie jest dobry analityk. Dobry analityk powinien przyznać, że nie potrafi przewidzieć tego co się stanie, bo nikt tego nie potrafi. Powinien dokładnie informować, na jakich założeniach opiera swoje prognozy.

Podam panu przykład. Przed kryzysem agencje ratingowe wychwalały kupowanie instrumentów finansowych opartych o rynek kredytów hipotecznych. Ich prognozy były oparte o założenia, które nigdy nie zostały jasno wyartykułowane. A zakładały, że ceny nieruchomości będą rosły w nieskończoność, chociaż to absurd i już wówczas ceny były na górce. Gdyby zmienić założenia, to by się okazało, że te instrumenty są złe i wiele osób zastanowiłoby dwa razy przed ich kupnem. Wówczas być może kryzys nie miałby takiej skali.

Zatem kto jest najbardziej winny kryzysowi?

Ekonomiści, którzy stworzyli mechaniczne teorie dotyczące zachowania rynków. Dali bowiem legitymację naukową do działań finansistów. Niczym planiści w gospodarce socjalistycznej uznali, że wszystko można zaprogramować i udawać, że komputery mogą wszystko wyliczyć. Ich odkrycia zostały przedstawione jako prawdy objawione, czy odkrycia natury technicznej.

Zapomnieli, że ekonomia to nie matematyka?

Można używać matematyki w ekonomii. Ale, jak Pan wie, nawet w matematyce są wnioski, których nie można udowodnić. Koncepcja, że można dokładnie wyliczyć, jak będą się zachowywać rynki, jakie będzie ryzyko, to absurd. A jak się okazało, starcie takich koncepcji z rzeczywistością, bywa mało przyjemne.

Najważniejszy problem, czyli kwestia zapobiegania depresjom, został rozwiązany - to wypowiedź ekonomisty Roberta Lucasa z Uniwersytetu Chicago z 2003 roku. Ekonomistów zgubiła też zbyt duża pewność siebie?

Pogubili się, bo wszystkie teorie zakładają, że naturalnym stanem gospodarki kapitalistycznej jest stan stabilności. A naturalnym stanem jest fluktuacja. To oznacza, że problem recesji nigdy nie może zostać rozwiązany. Co więcej, być może wcale nie należy go rozwiązywać.

Czyli trzeba zostawić rynki samym sobie?

Do pewnego stopnia. Fluktuacja odgrywa ogromną rolę chociażby w selekcji dobrych i złych projektów biznesowych. Dobre firmy przetrwają, złe upadną. Nie znamy instytucji, która robiłaby tę selekcję lepiej niż sam rynek. Z gospodarki planowej wiemy, że państwo nie zrobi tego lepiej. Ale jednocześnie nie można jednak wyciągać z tego wniosku, że rynek jest idealny. Dlatego rolą państwa powinno być ograniczanie skrajnych wahań rynku.

ZOBACZ TAKŻE:
Walka z kryzysem pochłonęła już 10,8 bln dolarów.
Często mówi się, że do kryzysu doprowadził Alan Greenspan swoją polityką niskich stóp procentowych w USA. Pan podziela tę opinię?

To skomplikowane pytanie. Bo sama obniżka stóp wcale nie musi prowadzić do kryzysu. Gdyby na przykład jednocześnie banki podniosły wymagania dotyczące zdolności kredytowej klientów, wówczas sam pozytywny wpływ niskich stóp procentowych by pozostał. I jednocześnie nie doprowadziłby do skrajności, że hipoteki brali wszyscy, nawet ci, których nie było na to stać. Winą Greenspana jest to, że zbyt mocno był przywiązany do wiary, iż to, co się dzieje na rynku, to wola boża i w odpowiednim czasie nie interweniował.

A wierzy Pan w to, że kryzys nauczy finansistów, by ograniczyli swoją żądzę zysków, aby kryzys finansowy się nie powtórzył?

Pytanie, czy my wszyscy nauczymy się, że to państwo powinno ograniczać finansistów, gdy ich działalność zaczyna osiągać skrajność. Liczenie na to, że oni sami z siebie się ograniczą, nie wróży nadziei. Jest złudna.

Po upadku niby planowanych gospodarek nastąpiła era triumfu teorii, że rynki są idealne, więc państwo nie powinno wtrącać się do gospodarki. Druga konkluzja była taka, że rynki są idealne. Tymczasem właściwa konkluzja, której powinniśmy się nauczyć, jest taka: rynki są przeważnie zawsze lepsze niż państwo, ale nie są idealne. Przesadna ingerencja państwa jest niewłaściwa, ale nie znaczy to, że żadna nie jest potrzebna. Nie wyobrażam sobie na przykład, by amerykański rząd mógł pozwolić upaść instytucjom finansowym, bo przecież finanse to motor całej gospodarki. Dopuszczenie do bankructw byłoby zbyt ryzykowne, chociaż można dyskutować, czy sposób, w jaki to zrobiono, był właściwy.

Czy zatem w USA widać już zmianę tego podejścia i zwiększanie nadzoru nad rynkiem?

Jest dużo dyskusji, ale ciągle brakuje decyzji. Ale to nie jest jedyny problem. Większe niebezpieczeństwo wiąże się z tym, na jakich podstawach teoretycznych zostaną oparte nowe regulacje. Nie można ponownie opierać się na tych samych założeniach, które doprowadziły do kryzysu. A mianowicie takich, że rynki są stabilne i przewidywalne.

Zatem jakie znaczenia mają dla Pana pojawiające się prognozy o zbliżającym się końcu kryzysu? Jeżeli zawierzyć twierdzeniu, że giełdy wyprzedzają realną gospodarkę o dwa, trzy kwartały, to koniec kryzysu tuż tuż.

Rynki są jedynym instrumentem na wycenianie tego, co się wydarzy w przyszłości. Ale bardzo niedokładnym. To oznacza, że liczenie na tej podstawie, iż gospodarka już niedługo pójdzie w górę, jest bardzo ryzykowne.

Coraz więcej osób jednak zaczyna w to wierzyć.

Tak. Pokazują to chociażby dane o rosnącej sprzedaży detalicznej. Świadczą one o większym optymizmie wśród konsumentów. Jednak z tego wynika kolejny problem, bo konsumpcja w USA i tak jest za wysoka. Gospodarstwa domowe są przecież potężnie zadłużone. A to oznacza, że ten optymizm jest na wyrost, na kredyt.

Do tego polityka gospodarcza amerykańskiego rządu utrzymuje na sztucznie, zawyżonym poziomie, sektor bankowy i budowniczy. Dopóki taki stan będzie trwał, to kryzys się nie skończy.

Ale sam Pan powiedział, że bankom nie należało pozwolić upaść.

Chodzi mi o sposób wydawania pieniędzy przez rząd. Można było położyć większy nacisk na przekwalifikowanie ludzi, by mogli pracować w innych sektorach gospodarki.

Pojawia się wiele obaw, że do kolejnego krachu doprowadzą Chiny, które co chwila straszą Amerykanów pozbywaniem się dolara ze swoich rezerw, czy ograniczeniami w handlu. To realna obawa?

Myślę, że Chiny i Ameryka cały czas mają zbyt dużą wspólnotę interesów. Chińczycy zapewne będą coraz częściej kupować akcje w USA, inwestować na przykład w sektor motoryzacyjny. Więc jakiekolwiek zamieszanie nie jest w ich interesie. Dlatego skończy się pewnie na strachu i niewielkim wzroście cen za towary importowane.

Więc wieszczenie końca dolara jest mocno przesadzone?

Od takiej opinii jestem bardzo daleki. Dolar nie powinien już bardzo spadać. Zaznaczam jednak, że to tylko moje nieobiektywne przewidywanie.

Jaką naukę z amerykańskiego krachu może wyciągnąć dla siebie Polska?

Nauka jest prosta. Powinno się zwrócić uwagę na właściwe regulacje rynku finansowego. Polska ma to szczęście, że nie ma rozwiniętego rynku finansowego. Jednak bank centralny i nadzór finansowy powinny pilnować i ograniczać skrajne wahania rynków.

A jeżeli chodzi o finanse publiczne?

Nie rozumiem, po co ograniczać maksymalną relację długu do PKB do sztywnego poziomu 55 procent. Próg rzekomo ma zapewnić to, że państwo nie będzie się nadmiernie zadłużać.

To źle?

Zadłużanie samo w sobie nie jest złe pod warunkiem, że pójdą za nim reformy. Tymczasem sam próg pozbawia rząd elastyczności i nijako zwalnia z odpowiedzialności za realizowanie reform.

Ale są przecież obawy o to, że próg zniknie, a to wcale nie pchnie nas do przodu.

Ja nie mówię o tym, żeby zrujnować polską gospodarkę nadmiernym zadłużeniem, tylko o tym, by pozostawić elastyczność przy jednoczesnych reformach. Oczywiście samo zniesienie tego progu bez reform byłoby równie nierozsądne jak sztywne trzymanie się go.

Jak będzie wyglądał świat po kryzysie?

Na tak postawione pytanie nie mogę odpowiedzieć. Wszystko zależy od tego, jakim rezultatem zakończy się walka o to, która koncepcja myślenia o rynkach i kapitalizmie wygra. Czy zwycięży teoria Lucasa, o którym pan wspomniał, czyli myślenie, że rynki są idealne. Czy raczej myślenie, że rynki fluktuują, ale nie są idealne.

Zgubna Pana zdaniem będzie ta pierwsza teoria?

Przez jakiś czas za pewno będzie dobra. A potem przy okazji kolejnego krachu znów będzie zdziwienie. Zupełnie, jak co roku, gdy w Nowym Jorku wszyscy się dziwią, że pada śnieg. Tymczasem krachy biorą się stąd, że wszyscy boją się przyznać, że niewidzialna ręka rynku nie zawsze sobie dobrze radzi i czasem państwo powinno jej pomóc.


Bo gdy ktoś jest ekspertem w jakiejś dziedzinie i zaczyna prognozować, to jego wypowiedzi nabierają wagi obiektywnej, zaczynają być traktowane jak prawdy objawione. A nie taka jest rola ekonomisty. Oczywiście mam swoje prywatne opinie na temat przyszłości gospodarki i rynków, ale moja rola polega na dostarczeniu elementów do prognoz, a nie dawaniu gotowych recept (...) Na tym właśnie polega cały problem współczesnej ekonomii. Teoria udaje, że rzeczy można dokładnie przewidzieć. A to absurd. Ekonomistom przydałoby się trochę skromności. - prof. Frydman

uwierzycie, że książkę tego faceta wydała dwa lata temu "krytyka polityczna"? to co mówi kojarzy mi się z trochę innym, znienawidzonym przez to środowisko panem, mianowicie:

Ekonomista nie może twierdzić że posiada specjalną wiedzę, która kwalifikuje go do koordynowania wysiłkami innych specjalistów. Co może twierdzić to jedynie to, że jego zawodowe borykanie się z wszechobecnymi sprzecznościami interesów uczyniło go bardziej wrażliwym niż kogokolwiek innego na fakt, że żaden umysł nie jest w stanie posiąść całej wiedzy, która kieruje działaniami społecznymi, oraz o wynikającej stąd potrzebie pewnego bezosobowego mechanizmu, niezależnego od ludzkich sądów, koordynującego indywidualnymi wysiłkami ludzkimi. - A.F. Hayek

kiedy indziej:

Osobliwym zadaniem ekonomii jest pokazanie ludziom jak mało w istocie wiedzą o tym, co w ich mniemaniu da się zaprojektować. A.F. Hayek

Awatar użytkownika
Nazgul
Moderator
Moderator
Posty: 26422
Rejestracja: 15 stycznia 2006, 15:39
Lokalizacja: Wrocław :)

Postautor: Nazgul » 31 stycznia 2014, 18:19

Zawsze jadę po prawicowych dziennikarzach - a teraz dla równowagi, wywiad prof. nauczającego dziennikarstwa - to miał być chyba przykład jak wywiadów nie robić. ale i tak wypadło to zbyt żenująco nawet dla takiego celu...

http://www.tokfm.pl/Tokfm/10,115170,153 ... oxWiad2img
A po za ty uważam, że trzeba zakazać cyfr arabskich. ;)
"Rząd próbuje przekonać Wysoką Izbę, że konstytucja nie obowiązuje, posługując się sprostytuowanymi prawnikami" JKaczyński 2003 r.

Awatar użytkownika
Marchewa
Administrator
Administrator
Posty: 12200
Rejestracja: 14 września 2004, 13:11
Lokalizacja: Toruń
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Marchewa » 01 lutego 2014, 13:07

Ostatni wywiad Żakowskiego w "Polityce" jest specyficzny bo prowadzący mówi w nim więcej od przepytywanego Prezesa IPNu. Ale widać taka szkoła Żakowskiego.
Spory polityczne trwają najdłużej gdy obie strony nie maja racji.
Gonzalez Suarez

Awatar użytkownika
Clint Eastwood
Minister
Minister
Posty: 3332
Rejestracja: 04 grudnia 2008, 12:36
Lokalizacja: k.

Postautor: Clint Eastwood » 06 lipca 2014, 14:50

Sachs: Lepiej się nie dało

Pierwszy krok musi być zawsze taki sam: wymienialna waluta i wolne ceny. Dopiero potem można sobie wybierać między Szwecją a USA – mówi Jeffrey Sachs.

Sławomir Sierakowski: Apeluje pan o sprawiedliwość społeczną, ale pańskie nazwisko kojarzy się raczej z „terapią szokową”. W 10. rocznicę przemian „Wyborcza” tak relacjonowała rozmowy decydentów z „Solidarności”: „Jedynym, który poparł Sachsa bez zastrzeżeń, był Jacek Kuroń – nieekonomista, jak wiadomo. Powiedział, że program stopniowego wychodzenia z kryzysu to dalsze brnięcie w tym, co jest. Ludziom brak nadziei. Dać ją może jedynie radykalny program”.

Jeffrey Sachs: Zjawiłem się 5 kwietnia, w dniu podpisania porozumień Okrągłego Stołu; nie chciałem przyjeżdżać na wcześniejsze zaproszenie komunistycznego rządu, bo „Solidarność” nie była jeszcze zalegalizowana. Od razu zacząłem pracę z politycznymi doradcami „Solidarności”.

Jak zapamiętał pan te pierwsze spotkania?

Opowiem, jak poznałem Jacka Kuronia. Grzegorz Lindenberg [pracował wtedy w „Wyborczej”] zabrał mnie do mieszkania Jacka. Weszliśmy do zarzuconego książkami pokoju, w którym niemal nie dało się oddychać. Siedział przy biurku z butelką whisky i paczką papierosów, które odpalał jeden od drugiego. „Czego chcesz?”. Zacząłem ostrożnie przedstawiać tę łamigłówkę: macie niestabilne finanse, nadchodzi hiperinflacja, kraj jest na granicy bankructwa. Żaden rząd nie stał dotąd przed groźbą takiego kryzysu. Opowiadam o swoim pomyśle, a Jacek przerywa raz po raz, pokrzykując: „Tak! Rozumiem! Mów dalej!”. Mówiłem tak godzinę, dwie, w końcu o północy Jacek stwierdza: „A teraz chcę notatkę o tym, jak wprowadzić gospodarkę rynkową w Polsce. To, co musimy zrobić, to wrócić do Europy. Ty napisz jak”. „Oczywiście. Jutro wyjeżdżam, będę w domu za kilka dni, za tydzień usiądę do tego. Jak skończę, wyślę faksem” – odpowiadam. A Kuroń wali ręką w stół: „Potrzebuję tego jutro rano!”.

Lindenberg mówi, że możemy pójść do „Wyborczej”, tam jest komputer. Zamknęliśmy się w żłobku, w którym mieściła się redakcja, usiedliśmy obok zlewu, przy którym stał IBM pierwszej generacji, i przez noc napisaliśmy to, o co prosił Jacek. Mając jego błogosławieństwo, mogliśmy rozmawiać z innymi przywódcami. Polecieliśmy do Wałęsy. Lot w obie strony kosztował trzy dolary. To pokazuje, w jakim stanie była gospodarka.

Polsce potrzebny był ktoś, kto pomógłby wyprowadzić kraj na drogę prosperity, jak Ludwig Erhard, architekt niemieckiego cudu gospodarczego w 1947 roku. W tej części Europy nie brakowało oszustów, tymczasem u was do rządu weszło ponadprzeciętnie wielu uczciwych ludzi. To jeden z powodów, dla których Polska poradziła sobie tak dobrze. Mimo że w Niemczech i w USA, gdzie przez rok lobbowałem na rzecz Polski, ciągle słyszałem: „Transformacja nie może się udać”.

całość.

dejpanspokój
Marszałek województwa
Marszałek województwa
Posty: 1492
Rejestracja: 26 lipca 2013, 12:03
Lokalizacja: KNT

Postautor: dejpanspokój » 11 października 2014, 07:48

Były naczelny FAZ (Frankfurter Allgemeine Zeitung) ogłosił, że mas media są kontrolowane i opłacane przez wywiad. Taki news dla lemingów.

cytat pisze:Naczelny FAZ potwierdza: masmedia są kontrolowane

Udo Ulfkotte

German Editor Confirms Mass Media is Controlled
http://henrymakow.com/2014/10/German-Ed ... olled.html
8.10.2014

Udo Ulfkotte, po lewej, były naczelny Frankfurter Allgemeine Zeitung (jednego z największych i najbardziej szanowanych niemieckich dzienników) potwierdził, że on i jego koledzy-dziennikarze są przekupieni i kontrolowani przez agencje wywiadu.

Wiemy o tym, że agencje takie jak CIA, BND, MI-6 i Mosad są częścią żydowskiego, masońsko-iluminackiego kartelu bankowego. Ulfkotte mówi, że upublicznia to, gdyż iluminaci przygotowują się do wojny z Rosją.

Wywiad z Udo Ulfkotte, transkrypcja Eric Zeusse z jego komentarzem.
Skrót: henrymakow.com

Byłem dziennikarzem przez około 25 lat, nauczonym kłamać i zdradzać, a nie mówić prawdy … Niemieckie i amerykańskie media starają się doprowadzić europejskie kraje do wojny, wywołać wojnę z Rosją. Tego nie da się odwrócić; zamierzam wstać i powiedzieć … nie jest dobre to, co robiłem w przeszłości, manipulowałem ludźmi, głosiłem propagandę przeciwko Rosji; i nie jest dobre to, co moi koledzy robią i robili w przeszłości, bo są przekupieni by zdradzać ludzi nie tylko w Niemczech, lecz w całej Europie. …

Bardzo boję się nowej wojny w Europie i nie chciałbym by sytuacja się powtórzyła, gdyż wojna nigdy nie przychodzi sama, zawsze są ludzie którzy popychają do wojny, i to nie tylko politycy, ale dziennikarze też. … Zdradziliśmy naszych czytelników, po to by podżegać do wojny. … Nie chcę już tego robić, mam dość tej propagandy. Żyjemy w republice bananowej, a nie w państwie demokratycznym, gdzie mamy wolność prasy. …
Niemieckie media, zwłaszcza, moi koledzy …, codziennie piszą przeciwko Rosjanom, [ci dziennikarze] są w organizacjach transatlantyckich i są wpierani przez Stany Zjednoczone (CIA) by to robić. …

Jestem ‚honorowym obywatelem stanu Oklahoma’… Dlaczego? Bo piszę pro-amerykańskie artykuły. Miałem wsparcie od CIA. Dlaczego? Bo jestem pro-amerykański. Mam tego dosyć, nie chcę już tego robić i dlatego napisałem książkę, nie po to by zarobić, nie, ona przysporzy mi kłopotów. [Napisałem ją] by pokazać ludziom w tym kraju, w Niemczech, w Europie i na całym świecie… to co się dzieje za zamkniętymi drzwiami…

Liczni dziennikarze których widzisz za granicą… europejscy albo amerykańscy…, jak ja w przeszłości, są tzw. nieoficjalnymi przykrywkami… Co oznacza nieoficjalny? Pracujesz dla agencji wywiadu… ale… kiedy oni [opinia publiczna] dowiedzą się, że nie jesteś tylko dziennikarzem a także szpiegiem, oni [CIA] nigdy nie powiedzą iż to był jeden z naszych… Więc pomogłem im w kilku sytuacjach i za to się wstydzę… Wstydzę się że ja… zostałem przekupiony przez miliarderów, przez Amerykanów, nie po to by pisać całą prawdę… Kiedy jechałem autem na ten wywiad, wyobrażałem sobie, próbowałem tylko wyobrazić sobie w myślach, co stałoby się, gdybym napisał prorosyjski artykuł w FAZ. Cóż… wszystkich nas nauczono być proeuropejskimi, proamerykańskimi, ale nie prorosyjskimi… Ale ja nie tak rozumiem demokrację, wolność prasy, przykro mi z tego powodu…

[6:30] Niemcy są nadal rodzajem amerykańskiej kolonii, to widać w różnych sprawach, jak np. to, że większość Niemców nie chce mieć w naszym kraju broni nuklearnej, ale dalej mamy amerykańską broń nuklearną; dlatego nadal jesteśmy rodzajem amerykańskiej kolonii, a w kolonii bardzo łatwo jest zdobyć młodych dziennikarzy poprzez (i co jest tu bardzo ważne) organizacje transatlantyckie. Wszyscy dziennikarze z szanowanych niemieckich dzienników, czasopism, stacji radiowych, wszyscy są członkami lub gośćmi tych wielkich organizacji transatlantyckich, i w nich jesteś proszony by stać się proamerykańskim, i… one zapraszają cię na zwiedzanie Ameryki, płacą za to, ponoszą wszelkie koszty i płacą za wszystko. Zostajesz przekupiony, stajesz się coraz bardziej skorumpowany, bo oni nawiązują z tobą dobry kontakt… Więc zaprzyjaźniasz się, myslisz że oni są twoimi przyjaciółmi i współpracujesz z nimi. Proszą cię‚ zrób mi przysługę’, ‚zrób mi przysługę’, i twój mózg staje się coraz bardziej wyprany przez tych facetów…

Czy to dotyczy tylko niemieckich dziennikarzy? Nie, uważam, że tak jest szczególnie z brytyjskimi dziennikarzami, bo oni mają dużo bliższe relacje. Szczególnie jest tak z izraelskimi dziennikarzami. Oczywiście z francuskimi… Tak jest z australijskimi, [z] dziennikarzami z Nowej Zelandii, Tajwanu, cóż, to dotyczy wielu krajów… jak Jordania na przykład…

[9:17] Czasem agencje wywiadu przychodzą do twojego biura i chcą byś napisał artykuł… Pamiętam [np.] że niemiecka agencja wywiadu zagranicznego Bundesnachrichtendienst – siostrzana organizacja CIA, zorganizowana przez amerykańską agencję wywiadu – … przyszli do mojgo biura i chcieli żebym napisał artykuł o Libii i płk. Muammarze Kadafim… Dali mi wszystkie tajne informacje i chcieli bym artykuł podpisał moim nazwiskiem. Zrobiłem to. Opublikował go FAZ, … był o tym że Kadafi próbował potajemnie zbudować fabrykę gazu trującego, … był to artykuł, który po kilku dniach opublikowano na całym świecie, ale nie wiedziałem o tym [że napisała to CIA].

[11:25] Bardzo dobry przykład [co stanie się] kiedy [CIA] powiesz nie… więc [odnośnie pewnego pracownika który powiedział nie], co się stało – stracił pracę.

[12:40] Sześć razy przeszukano mój dom… miałem 3 ataki na dom, [ale] nie mam dzieci, więc… to najgorsza prawda [dla innych dziennikarzy, których rodzinom grożono, nie tylko im].

Eric Zeusse: Ulfkotte stał się zdrajcą. Wcześniej był konserwatywnym niemieckim chrześcijaninem, który był przeciwny obecności muzułmanów w Niemczech. Później miał tak straszne poczucie winy jako Niemiec – kiedy odkrył rolę czołowej firmy niemieckiej w udzieleniu pomocy Saddamowi Husejnowi w gazowaniu Kurdów [korzystał z niemieckiejo gazu trującego], ale jego dziennik nigdy o tym nie napisał – że na krótko przeszedł na islam. Może w ten sposób radził sobie ze wstydem jaki czuł o nie sprzeciwieniu się kierownictwu dziennika poprzez zignorowanie ich i ujawnienie opinii publicznej swoich informacji, pozwolił je ukryć.

Ale później był współzałożycielem chrześcijańskiego ruchu pokojowego przeciwko pojawiającemu się w Niemczech muzułmańskiemu ekstremizmowi. Teraz wydał książkę, w której twierdzi, że Ameryka jest faktycznie największym ze wszystkich zagrożeń dla pokoju. Książkę można nabyć tylko po niemiecku, jej tytuł „Kupieni dziennikarze” – Gekaufte Journalisten.

Teraz, kiedy porzucił nie tylko antyislamskie, ale i antyrosyjskie elementy tradycyjnej kultury niemieckiej, już nie jest mile widziany wśród konserwatywnych Niemców, którzy przez dziesiątki lat pomagali mu zrobić karierę „dziennikarza”, a co teraz nazywa „propagandysty”.

Ponadto, niemieckie badanie opinii publicznej w listopadzie 2013 wykazało rosnący brak zaufania do amerykańskiego rządu. Ponieważ Niemcy są główne w zachodnim sojuszu – a zwłaszcza dla kontroli przez amerykańską arystokrację UE, MFW, Banku Światowego i NATO – taki obrót przeciwko amerykańskiemu rządowi zagraża dominacji amerykańskich arystokratów (którzy kontrolują nasz rząd). Rozłam w ‚sojuszu’ z Ameryką może mieć miejsce, jeśli Niemcy będą sprzeciwiać się temu, że są tylko najbogatszą „republiką bananową” Ameryki.

Więcej: http://henrymakow.com
Tłumaczenie: Ola Gordon
Żeby Polska...


Wróć do „Prasa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość