PiSkorz pisze:W PiS-ie trafiają się ludzie o niejasnej przeszłości ale są to wyjątki . Natomiast w tzw. opozycji totalnej jest to regułą . Nie bez powodu Platforma , Nowoczesna , Kodziarze i PSL z taką zawziętością bronią ubeckich emerytur .


Poproszę o 10 przykładów. Nie powinieneś mieć z tym problemów skoro to reguła.

Spotkanie dwóch światów: wyborczej z propisowskim (o Rosji)

Znane i mniej znane tytuły gazet i periodyków. Felietoniści i znane postacie. Wszystko o pisaniu...

Moderatorzy: Lolek00, Bilu1939, Marchewa, Worek, Moderator, Administrator, Super Moderator

Lew_Myszkin
Stażysta
Stażysta
Posty: 2
Rejestracja: 05 grudnia 2014, 11:33
Lokalizacja: Gdańsk

Spotkanie dwóch światów: wyborczej z propisowskim (o Rosji)

Postautor: Lew_Myszkin » 05 grudnia 2014, 12:02

Dzień dobry

Jestem pod dużym wrażeniem wywiadu przeprowadzonego przez Dominikę Wielowieyską z Andrzejem Nowakiem (29-30 listopada 2014, Gazeta Wyborcza, Magazyn Świąteczny).

Przyznam otwarcie, że nie sympatyzuje z PIS, mimo to wywiad z propisowskim Andrzejem Nowakiem pozytywnie mnie zaskoczył! W wielu miejscach celnie punktował np. politykę zagraniczną R. Sikorskiego
    "Przypomnę artykuł Radosława Sikorskiego w ''Gazecie Wyborczej'' z 29 sierpnia 2009 r. To najbardziej haniebny tekst, jaki wydrukował polski minister spraw zagranicznych. Nie tylko dlatego, że pan minister opluł tam całą tradycję II Rzeczypospolitej, to jest kwestia historyczna, ale dlatego, że stwierdził, że Rosja nigdy nie była tak demokratyczna, tak szanująca prawa człowieka jak wtedy, pod rządami Putina.
    W tej samej "Wyborczej" gdzieś na stronie 17 była informacja, że profesor z Archangielska został właśnie zamknięty w więzieniu za to, że opublikował pracę na temat łagrów w latach 40. W tym samym momencie w jednym z więzień moskiewskich dogorywał Siergiej Magnicki - bo odważył się wskazać korupcję organów władzy. W tym samym momencie Rosja ćwiczyła taktyczny atak nuklearny na Warszawę w obecności polskich obserwatorów na manewrach "Zapad"."


- tak sobie myślę, że Polska też miała klapki na oczach i lekceważyła zagrożenia, wprowadzając niepotrzebny "reset z Rosja" na wzór Obamowskiego "resetu". I to po nalotach na sprowokowaną Gruzję. Pamiętam, jak wtedy śp. Lech Kaczyński próbując poruszyć tę kwestię na radzie europejskiej - był lekceważony. Gruzji poświęcono chyba 5 minut i to w czasie gdy nie było Lecha Kaczyńskiego na obradach. Tusk w prawdzie wywalczył cofnięcie rosyjskie embarga na mięso z polski ale to było okupionymi wyższymi cenami za gaz (o czym prof. A. Nowak wspomina w wywiadzie) a ja dodam, że dodatkowo wprowadzaliśmy ten "reset" który nie tylko nam ale i też Zachodowi mydlił oczy, że Putin to gość z którym można się układać. Sądzę, że już wtedy trzeba było bić na alarm (jak to robił L. Kaczyński) bez obawy, że znów będzie nam się doklejać łatkę "rusofoba". Bez obawy, bo nasze słowa później miałyby potwierdzenia w faktach dokonanych. Np. słowa L. Kaczyńskiego: "Najpierw Gruzja potem Ukraina potem kraje Bałtyckie" - zaczynają okazywać się częściowo prorocze. On dobrze czuł co to rosyjski imperializm.

Co o tym wywiadzie myślicie?
Abstrahując już od treści, dodam jeszcze, że mnie się podobało to, że mimo tak wielu różnic udało się tym światom spotkać i porozmawiać kulturalnie na argumenty - rzadkie to zjawisko w tak dzisiaj mocno podzielonej Polsce.


ps. Jestem bardzo ciekaw, co mu R. Kuźniar odpowie - polemika ukarze się już jutro.

Cały wywiad:

Kod: Zaznacz cały

Prof. Andrzej Nowak - pracownik Instytutu Historii PAN, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktor naczelny prawicowego pisma "Arcana", w środowisku PiS wymieniany jeszcze niedawno jako potencjalny kandydat prawicy na prezydenta.

DOMINIKA WIELOWIEYSKA: Do czego dąży Władimir Putin?

ANDRZEJ NOWAK: Do tego, żebyśmy nie stali się taką samą częścią Europy Zachodniej, za jaką rosyjska elita polityczna uznaje Niemcy, Francję, Włochy czy Hiszpanię. Rosja może stopniowo przejmować kontrolę nad ważnymi dziedzinami naszego życia ekonomicznego i przez to mieć olbrzymi wpływ na nasze życie polityczne. Z tego punktu widzenia wielką porażką jest to, że do tej pory nie udało się nam zbudować gazoportu ani przez dwadzieścia parę lat zawrzeć takiego kontraktu na dostawę surowców lub zorganizować takiego ich pozyskiwania, by uniezależnić się od Rosji.

Na szczęście odparte zostały wcześniejsze próby przejęcia gdańskiego Naftoportu w 2002 r. Nie pozwolono jak dotąd na przejęcie tarnowskich Azotów przez firmę Acron pana Kantora. Wskazane tutaj cele podejmowanych przez zależne od Kremla firmy prób przejmowania strategicznych firm to tylko przykłady ze znacznie dłuższej listy obrazującej możliwość szantażu ekonomicznego wobec Polski.

Czy Putin wciąż zakłada, że możemy być w sferze jego wpływów? Przecież jesteśmy w NATO i Unii Europejskiej. Inicjując wojnę na Ukrainie, ryzykuje tym, że Unia w sprawie gazu się zjednoczy i serio zacznie szukać innych źródeł zaopatrzenia.

- Co do postrzegania Polski przez Putina, ważne są dwa elementy. Po pierwsze, świadomość historyczna, jaką on podziela z dużą częścią społeczeństwa rosyjskiego: Polska była w obozie socjalistycznym i w ich odczuciu ten obszar nie powinien należeć do Zachodu. To jest perspektywa nawet dłuższa niż ten okres po II wojnie, to ostatnie 200-300 lat, perspektywa strefy dominacji Imperium Rosyjskiego w tej części Europy: "Nam się to należy!". Przecież Zachód uznawał tę strefę przez wiek XVIII i XIX, uznawał po Jałcie, więc dlaczego nie miałby zaakceptować jej znowu, skoro Rosja odzyskała siły i ambicje?

Niektórzy odwołują się do rzekomych porozumień na Malcie George'a Busha i Michaiła Gorbaczowa z 1990 r. - że tutaj nie miało być strefy wpływów NATO, nie miało być Unii. To zresztą przedmiot bardzo ciekawego artykułu w ostatnim numerze "Foreign Affairs", którego autorka [Mary Elise Sarotte, ''A Broken Promise? What the West Really Told Moscow about NATO Expansion''] udowadnia, że nie było takich obietnic ani spisanych porozumień, które by USA zawarły ponad naszymi głowami.

Po drugie, wiele osób lekceważy to, że Putin był niegdyś w KGB. Niesłusznie, bo tu nie chodzi o samego Putina, tylko o niemal całą elitę polityczną dzisiejszej Rosji. Tworzą ją w 40-70 proc. oficerowie, pracownicy GRU, KGB, FSB albo SWR. Nie ma drugiej elity w żadnym kraju na świecie złożonej z pracowników służb specjalnych, czyli ludzi wytrenowanych nie tyle w zwykłym kłamstwie, typowym dla polityków, ile w kłamstwie najbardziej wytrawnym, zuchwałym i bezczelnym, w manipulacji, w zastraszaniu i ostatecznie w eliminowaniu fizycznym przeciwnika. Do tego są przecież szkoleni pracownicy służb specjalnych, zwłaszcza totalitarnych, do jakich KGB i GRU się zaliczają. Świat postrzegają jako składający się z wrogów, których można albo zmanipulować, albo zastraszyć, a jeśli się nie da, to zniszczyć.

Tak więc jeden punkt widzenia jest określony przez imperialną tradycję, niestety głęboko zakorzenioną w społeczeństwie rosyjskim i wzmocnioną przez państwową propagandę historyczną ostatnich kilkunastu lat. Drugi zaś to punkt widzenia postsowieckich służb specjalnych, który traktuje politykę światową jak grę o sumie zerowej. To znaczy: Polska jest po naszej stronie albo po wrogiej.

Rozmowa z Mashą Gessen: Rosja jest urażonym imperium


Jednak relacje gospodarcze z Rosją są także źródłem naszych dochodów. A i tak, wbrew temu, co głosi PiS o naszej uległości wobec Rosji, jesteśmy najbardziej antyrosyjscy w regionie. Czechy, Słowacja, Węgry wcale nie chcą być z nami w jednym szeregu, robią interesy z Rosjanami i tylko to się dla nich liczy.

- Inna jest odpowiedzialność największego kraju w regionie, który liczy 38 mln obywateli, a inna krajów, które mają ich 5 czy 10 mln. Czechy, Słowacja czy Węgry nie dziedziczą tego, co można nazwać spuścizną Rzeczypospolitej. A my tworzymy to dziedzictwo razem z Litwą, Białorusią, Ukrainą - i to różni nas trochę od krajów dziedzictwa habsburskiego (no, może w Krakowie są tacy i tacy).

Na czym polega fenomen tak dużego poparcia Putina w społeczeństwie, mimo że wywołał wojnę? Adam Michnik zawsze przestrzegał, by niechęci do władz Rosji nie przekładać na niechęć do samych Rosjan. Ale Putin wyraża aspiracje większości Rosjan.

- Tu wyjątkowo spróbuję stanąć bliżej redaktora Michnika. Tak, sondaże przeprowadzane nie tylko przez ośrodki proputinowskie, ale i te, które chronią resztkę niezależności, wskazują, że w Rosji 80-85 proc. ludzi zainteresowanych polityką popiera Putina. Ale niezależnie od siły tradycji imperialno-despotyczno-niewolniczej, która jest w Rosji głęboko zakorzeniona, istnieje kontrtradycja, tradycja wolnościowa. Inteligencja zebrała się ostatnio w Petersburgu, by protestować przeciw despotyzmowi w Rosji.

Pięćset osób w mieście prawie pięciomilionowym...

- Tak, a w Moskwie tego samego dnia protestowało ok. 2 tys. osób. Dwa lata temu - 20-40 tys.; w większych miastach razem - kilkaset tysięcy. Jest więc potencjał protestu wolnościowego, ale on został w ostatnich latach zduszony. To efekt systematycznej pracy mediów, tak scentralizowanych, tak odbiegających od prawdy, że skutkuje to wyobcowaniem dużej części ludzi z rzeczywistości. Część Rosjan miała tego dość, gdy dwa lata temu ewidentnie sfałszowano wybory. Ale zostali skontrowani akcją Putina. Wywołanie wojny jest częścią tej akcji. Ma ona tworzyć poczucie zagrożenia zewnętrznego: walczymy z całym światem, jeżeli próbujecie występować przeciwko nam, to jesteście zdrajcami.

Jednak ta grupa - 10-15 proc. społeczeństwa - skupiona głównie w dużych miastach, może rosnąć i wystąpić aktywnie w życiu publicznym w niedalekiej przyszłości.

Kreml dusi opozycję w sieci i realu, Lider rosyjskiej opozycji: Nie oddam Krymu


Co musi nastąpić, aby urosła w siłę?

- Po pierwsze, Putinowi musi się przestać udawać. Na razie czegokolwiek dotknie, zamienia w zwycięstwo. Upokorzył w zeszłym roku prezydenta Obamę w Syrii. Tak to przedstawiano w Rosji - wreszcie ktoś pokazał Ameryce miejsce w szeregu. W ubiegłym roku poważne periodyki amerykańskie w rankingach najbardziej wpływowych ludzi na świecie na pierwszym miejscu umieściły Putina, przed Obamą.

Przypomnę sukcesy z 2010 r., z trzech dni: 8, 9 i 10 kwietnia. Uroczyste otwarcie Gazociągu Północnego przez prezydenta Dmitrija Miedwiediewa. Udział Miedwiediewa w szczycie z Obamą, kiedy potwierdzili reset w stosunkach amerykańsko-rosyjskich. I 10 kwietnia, Smoleńsk - ogromny sukces Rosji, potworne upokorzenie Polski, bo Donald Tusk przystał na wszystkie haniebne warunki "wyjaśniania" tej tragedii. To właściwie wyeliminowało Polskę jako lidera regionu, który do tej pory przeszkadzał Rosji w jej imperialnych zapędach.

Skoro wszyscy przegrywają, cofają się, to poparcie dla Putina rośnie. Zachód musiałby pokazać, że Putin już następnego kroku naprzód nie zrobi. Sankcje musiałyby uderzać w gospodarkę rosyjską, także w miliarderów, którzy kradną jak dawniej.

Już widać działanie sankcji: dramatyczny spadek wartości rubla, bojkot Putina na ostatnim szczycie G20 w Australii.

- Jeśli te sankcje ugodzą w gospodarkę rosyjską widocznie, to oczywiście pojawi się pytanie: czy ta władza dobrze nas broni przed Zachodem? I wtedy dojść może do kryzysu na szczytach władzy, którego nie wywołają profesorowie emeryci z uniwersytetu w Petersburgu, tylko koledzy Putina z KGB. Bo są wychowani tak samo jak on i tak samo nastawieni na eliminowanie przeciwnika. Putin, kiedy tylko osłabnie, stanie się ich celem. A gdy wojna między gangami wybuchnie, zastraszeni do tej pory demokraci będą mogli podnieść głowę. Wtedy poszerzy się na dole przestrzeń wolności.

Kiedy to nastąpi, zależy także od naszej postawy: trzeba stawić opór Putinowi. Sama Polska tego nie zrobi. Może to zrobić, mobilizując różne lobby, począwszy choćby nawet od Zielonych w Niemczech, już znienawidzonych w Rosji - i vice versa. Zwróćmy też uwagę, że wśród biznesmenów z firm zachodnich są nie tylko ci z Ruhrgasu czy Gaz de France, które robią krociowe interesy z Putinem. Są także ci, których on "puścił w skarpetkach". Z nimi też można rozmawiać i wpływać przez nich na zachodnią opinię publiczną.

Nie uważam, że Donald Tusk został upokorzony przez Putina w sprawie śledztwa smoleńskiego. Ale jeśli nawet, to co uzyskała o wiele silniejsza od nas Wielka Brytania, gdy wysunęła żądania wobec Putina przy śledztwie w sprawie zamordowania Litwinienki?

- Putin zawsze testuje odporność przeciwnika. Sprawa Litwinienki jest nieporównywalna, bo dotyczy jednego człowieka, Rosjanina, choć też obywatela Wielkiej Brytanii. A u nas dotyczy śledztwa w sprawie katastrofy, w której zginęła elita polityczna na czele z prezydentem RP, 96 naszych współobywateli.

Ale Rosja po prostu nie ulega i koniec. Czy to jest Wielka Brytania, czy Polska.

- Można było wywalczyć więcej. Ja rozumiem stres, szok po tak strasznej tragedii, rozumiem, że może nie każdy sprosta potrzebie błyskawicznej reakcji, ale można było skorzystać z tego, że Polska jest w NATO, i wzywać kraje NATO do pomocy, np. za pomocą satelitów, w wyjaśnianiu przyczyn tej katastrofy. Zrezygnowano z tego.

NATO nie jest od wyjaśniania katastrof lotniczych, a polski rząd prosił o pomoc USA, tylko Amerykanie nie mieli nic do powiedzenia w tej sprawie.

- To, czy chodziło o katastrofę lotniczą, mogło pomóc wyjaśnić NATO. Bo zginęło w Smoleńsku pięciu generałów Paktu i zwierzchnik sił zbrojnych jednego z krajów członkowskich. Przekaz PO był jednak od pierwszego dnia jasny: to była katastrofa, jeśli zawiniona przez kogoś, to przez prezydenta. Nie ma co wyjaśniać. Szczegóły może ustalić generał Anodina. Wszystko w stosunkach polsko-rosyjskich jest OK.

Koniec zimnej wojny był złudzeniem: Polska w niebezpiecznej Europie


Wydawało się wtedy, że Rosjanie okazują dobrą wolę i że nasze postulaty zrealizują. Nie chcemy być jak Putin, który wszędzie widzi wrogów. Poza tym przyczyny katastrofy są jasne, a raport komisji Millera w głównym przekazie klarowny.

- Taka była ówczesna filozofia polskich władz: przymkniemy oczy na oczywiste nieprawidłowości, złóżmy to na ołtarzu dobrych stosunków z Rosją z nadzieją, że ona się zmieni na lepsze. Część naszych mediów czytała tylko te gesty, które chciała czytać. Pamiętam swoje zdumienie sposobem relacjonowania przez polskie media spotkania Putina i Tuska 7 kwietnia. I drugi obraz tej wizyty - w mediach rosyjskich. Polskie media pokazywały to jako przełom, że nareszcie prawda o Katyniu przebiła się do świadomości Rosjan. Jednak film "Katyń" został wtedy pokazany w niszowej telewizji Kultura.

Po katastrofie smoleńskiej ten film pokazano w głównym kanale rosyjskim. To był ten jeden z gestów dobrej woli.

- Ale ważniejszy jest 7 kwietnia. Bo widz rosyjski nie usłyszał przemówienia Putina na spotkaniu z Tuskiem. Była transmitowana tylko konferencja prasowa w Smoleńsku, na której Putin tłumaczył, że w Katyniu może jest pochowanych 5-6 tys. Polaków, ale nam zabili 34 tys. naszych jeńców w 1920 r. Taką fikcyjną liczbę podał wtedy, by raz jeszcze nikczemnie zrelatywizować Katyń. Nikt na to w polskich mediach nie zwracał uwagi. Podobnie jak na wcześniejsze, podczas uroczystości na Westerplatte, szokujące usprawiedliwianie przez Putina udziału Związku Sowieckiego w wybuchu II wojny światowej. Media zachodnie to wychwyciły, a u nas entuzjazmowano się pojednaniem polsko-rosyjskim. A przecież Putin usprawiedliwiał hitlerowskie Niemcy, rzekomo skrzywdzone przez traktat wersalski, więc mające prawo do rewanżu - "my, Rosjanie, to rozumiemy, bo też byliśmy skrzywdzeni tym traktatem...".

Putin jednak potępił wtedy pakt Ribbentrop-Mołotow, choć dodawał też, że początek wojny to paktowanie zachodnich demokracji z Hitlerem, czego efektem był m.in. układ w Monachium z 1938 r. Zresztą i Lech Kaczyński zakładał normalizację stosunków polsko-rosyjskich, skoro planował wyjazd do Moskwy na rocznicę zakończenia II wojny światowej. I nawet zaprosił na pokład samolotu generała Jaruzelskiego. Do wizyty nie doszło, bo prezydent Kaczyński zginął w katastrofie.

- Unormowanie stosunków z Rosją jest koniecznością. I obowiązkiem każdej władzy w Polsce jest dążyć do tego. Pytanie o warunki tej normalizacji. Myślę, że 10 kwietnia te okoliczności normalizacji stały się przełomowe. Wtedy należało się zastanowić, czy dalej bawimy się w grę: zły prezydent Kaczyński, dobry premier Tusk, skoro ten "zły" prezydent nie żyje. Co więcej, polityka ostrożności wobec Rosji, którą prowadził prezydent Kaczyński, tragicznie się potwierdziła. Donald Tusk wybrał inną linię. Zmienił to w 2014 r., o kilka lat za późno.

Pan zdaje się sugerować, że władze rosyjskie przyłożyły rękę do tej tragedii, co uważam za absurdalne. Błędy po stronie rosyjskiej były, ale to skandaliczne błędy pracowników lotniska.

Ale przyjrzyjmy się założeniom polityki zagranicznej Polski w tych latach, kiedy Platforma rządziła, zostawiając na boku katastrofę smoleńską. Na czym pana zdaniem polegały błędy?

- Przede wszystkim na podporządkowaniu polityki zagranicznej, podobnie jak polityki wewnętrznej, zasadom PR. Pierwsza zasada, którą realizował rząd Tuska, brzmiała: opozycja nie ma racji w żadnej sprawie. Przeniesienie tego do polityki zagranicznej było kardynalnym błędem. Symbolem tego stało się rozdzielenie wizyt 7 i 10 kwietnia.

Prezydent Kaczyński był zadowolony, że leci sam 10 kwietnia, bo chciał zdjęcia z tej wizyty wykorzystać w kampanii wyborczej. Nie ma w tym nic złego, tylko nie przedstawiajmy tego jako wielkiego pognębienia prezydenta. Premier Putin wolał spotkać się 7 kwietnia i premier Tusk to przyjął, bo zależało nam na tym, aby rosyjski premier pochylił głowę nad katyńskimi grobami.

- Ja to inaczej interpretuję. Prezydent Kaczyński jeszcze próbował kontynuować siłą rozpędu politykę wszystkich poprzednich rządów - politykę wschodnią, w której liczy się nie tylko Moskwa, ale także Kijów, Wilno i parę innych stolic. A jednocześnie premier Tusk z pierwszą wizytą wybiera się nie do Kijowa, nie do Wilna, tylko do Moskwy. Inaczej niż wszyscy jego poprzednicy na stanowisku premiera.

Ale premier Tusk był wcześniej z wizytą w Wilnie. A poza tym była to próba unormowania stosunków z Rosją. Wszyscy w Europie robili interesy z Rosją, a my byliśmy z boku, i jeszcze mieliśmy łatkę rusofobów.

- Rozumiem, ale nie zyskaliśmy na tym prawie nic!

Jednak relacje się poprawiły i teraz, gdy Rosja wprowadziła embargo na polskie produkty, widać najlepiej, jak wiele tracimy.

- Korzystając z tych budowanych z mozołem przez rząd Donalda Tuska jak najlepszych stosunków z Rosją, płacimy za gaz od Gazpromu cenę o wiele wyższą niż nasi sąsiedzi. W tej kluczowej kwestii nie zyskaliśmy nic. Może warto zapytać, czy dobrze zrobiliśmy, angażując się na rosyjskim rynku? Czy nie lepiej byłoby szukać innych rynków, nie tak narażonych na ryzyko politycznych retorsji jak rosyjski?

Za 5 tys. dol. od tira z polskimi jabłkami embargo znika


Cała Europa robi interesy z Rosją. A my mamy nie zarabiać?

- Czy Polska może zredukować swoją politykę zagraniczną, jak chce PSL, do kwestii: sprzedamy jabłka czy nie?

Trywializując, mówi pan rolnikom: poniesiecie straty finansowe, złóżcie to na ołtarzu wielkiej polityki Polski, lidera regionu.

- Chętnie używam przykładu, że najlepiej gospodarczo nam się współpracowało po 1850 r., kiedy skasowano granicę celną między Kongresówką a cesarstwem, otworzył się w pełni ogromny rynek zbytu w Rosji. Rozkwitła Łódź, rozkwitł Białystok. Tyle że był to najgorszy politycznie dla Polski okres.

A co zyskaliśmy przez dwa lata, kiedy rządził PiS - wiem, że to krótko - dzięki antyrosyjskiej polityce? Nie mieliśmy żadnych korzyści z tego, że jesteśmy ostrzejsi.

- A cośmy stracili? Czy jakieś ważne kontrakty zostały unieważnione? Była kontrola mięsa z Polski, i to wszystko...

Handel z Rosją jest uzależniony bezpośrednio od decyzji politycznych Kremla. Za zgodę na dostęp do rosyjskiego rynku płacimy interesami politycznymi. To nie za uśmiech Rosja zgadza się otwierać rynek, ale za to, że Polska zawarła skrajnie niekorzystny kontrakt gazowy i że zrezygnowała z aktywnej polityki wschodniej w latach 2008-13.

Gdy zaczęła się agresja na Krymie, Donald Tusk mówił: My nigdy nie byliśmy postrzegani w Europie jako rusofoby. A PiS owszem. I teraz, kiedy my zmieniliśmy kurs na antyrosyjski, mamy o wiele większy posłuch u naszych partnerów europejskich, bo oni wiedzą, że nie jesteśmy uczuleni na Rosję, lecz mamy poważne powody, by Rosji nie ufać. Dlatego łatwiej nam budować sojusze w Unii czy zabiegać o sankcje.

- Można się zastanowić nad skutecznością tej taktyki Tuska, ale sądzę, że obecna reakcja Zachodu na to, co dzieje się na Ukrainie, nie jest wynikiem namów Polski, tylko przekroczenia rubikonu przez Rosję i skali jej agresji.

Czy rzeczywiście Polska straciła negatywny, rusofobiczny wizerunek w Europie? Obawiam się, że nie. I dlaczego Polska go ma? Dlatego, że ma sprzeczne interesy z Rosją imperialną. Niemcy nie mają takich sprzecznych interesów. Rosja postrzega nas jako przeciwnika i emanuje tą propagandą ustawiającą Polskę w roli oszołomskiego rusofoba w stosunku do krajów zachodnich.

To znaczy, że PiS, głosząc, że PO jest nazbyt uległa wobec Rosji, opowiada bajki.

- Przypomnę artykuł Radosława Sikorskiego w ''Gazecie Wyborczej'' z 29 sierpnia 2009 r. To najbardziej haniebny tekst, jaki wydrukował polski minister spraw zagranicznych. Nie tylko dlatego, że pan minister opluł tam całą tradycję II Rzeczypospolitej, to jest kwestia historyczna, ale dlatego, że stwierdził, że Rosja nigdy nie była tak demokratyczna, tak szanująca prawa człowieka jak wtedy, pod rządami Putina.

W tej samej "Wyborczej" gdzieś na stronie 17 była informacja, że profesor z Archangielska został właśnie zamknięty w więzieniu za to, że opublikował pracę na temat łagrów w latach 40. W tym samym momencie w jednym z więzień moskiewskich dogorywał Siergiej Magnicki - bo odważył się wskazać korupcję organów władzy. W tym samym momencie Rosja ćwiczyła taktyczny atak nuklearny na Warszawę w obecności polskich obserwatorów na manewrach "Zapad".

Cały świat zmienił wtedy stosunek do Rosji. Pielęgnowano rachityczne objawy liberalizacji życia politycznego, bo prezydentem został Miedwiediew. Obama ogłosił słynny reset. Polska stosowała się do linii swoich sojuszników, bo w nich widziała gwarancję bezpieczeństwa.

- To jest najpoważniejszy argument. Rodzi się jednak pytanie: czy nie dało się wcześniej, zanim zaczęto reset, doprowadzić do ratyfikowania umowy o tarczy antyrakietowej? Umowę tę strona polska dość długo ratyfikowała. Sikorski dawał wyraz niezadowoleniu, że nie jest ona tak skonstruowana, jak on by chciał. Ale przede wszystkim chodziło mu o to, że to poprzedni rząd zrobił i przedstawiał jako swój sukces. I to przeciągnęło się na tyle długo, że znikła administracja prezydenta Busha, która była gotowa ratyfikować tę umowę, a nowa administracja Obamy...

...już nie chciała tego projektu i pewnie by się z niego wycofała albo go ograniczyła. Wcześniej Sikorski uważał, że negocjuje wysoko, bo broni interesów Polski.

- Tak mówił, ale jednocześnie zdawał się mówić, że poprzedni rząd sprzedał nas "amerykańskim imperialistom". Sprawiał wówczas wrażenie, jakby trwał w przeświadczeniu, że Stany Zjednoczone były znacznie większym zagrożeniem niż Rosja Putina.

Krytykuje pan politykę wschodnią rządu PO-PSL, ale to Polska stworzyła Partnerstwo Wschodnie, wspólnie ze Szwecją. Zarzut, że odpuściliśmy Ukrainę, jest fałszywy.

- Jakie jest finansowanie Partnerstwa Wschodniego wymyślonego przez Carla Bildta i Radosława Sikorskiego? 600 mln euro na sześć lat. Region, którego dotyczy ten program, który określam akronimem BUMAGA - Białoruś, Ukraina, Mołdawia, Azerbejdżan, Gruzja, Armenia - to 100 mln mieszkańców. Czyli rocznie na jednego mieszkańca - 1 euro. Czy taka skala programu może mieć znaczenie polityczne? Nie, to listek figowy zastępujący realną politykę wobec Europy Wschodniej.

Nie można przeznaczyć większych pieniędzy na pomoc tym krajom, dopóki się nie zreformują, a poziom korupcji się nie obniży.

- Program polityczny dla danego regionu nie musi mieć kształtu pomocy finansowej, która płynie do rąk oligarchów. A polityka Partnerstwa Wschodniego - jeżeli rozumieć ją tak pozytywnie jak pani redaktor - stała w radykalnej sprzeczności z tym, co zrobił Sikorski w swoim pierwszym ruchu politycznym w roli szefa MSZ: pojechał przygotować wizytę premiera na Kreml.

W styczniu 2008 r. Sikorski został przyjęty w Moskwie w przeddzień zapowiedzianej wizyty premier Tymoszenko w Rosji - gdy wstrzymano dostawy gazu na Ukrainę. I to wtedy polski minister nie jedzie z pierwszą wizytą na Ukrainę, jak zrobiłby każdy jego poprzednik, ale do Rosji.

Dlatego potrzebne jest spojrzenie z lotu ptaka na politykę zagraniczną tej władzy, przedstawienie rachunku błędów i jasnej wizji, planu realistycznego, a nie opartego na mrzonkach, na naiwnych wyobrażeniach, że Putin kiedykolwiek będzie traktował Polskę jak równorzędnego partnera. I w tym sensie historia przyznała rację śp. Lechowi Kaczyńskiemu.

[ Rosja uruchomiła propagandowy kanał telewizyjny dla Niemców. Wg niego Polska szykuje się do ataku jądrowego na Rosję: Kreml agituje Niemców ] - te ostatnie zdanie nie pojawiło się w wywiadzie w wersji papierowej



[ Dodano: Nie 07 Gru, 2014 ]
.... coś słaby odzew.

Wróć do „Prasa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość