PiSkorz pisze:W PiS-ie trafiają się ludzie o niejasnej przeszłości ale są to wyjątki . Natomiast w tzw. opozycji totalnej jest to regułą . Nie bez powodu Platforma , Nowoczesna , Kodziarze i PSL z taką zawziętością bronią ubeckich emerytur .


Poproszę o 10 przykładów. Nie powinieneś mieć z tym problemów skoro to reguła.

Wywiad z Prof. Zbigniewem Mikołejko

Znane i mniej znane tytuły gazet i periodyków. Felietoniści i znane postacie. Wszystko o pisaniu...

Moderatorzy: Lolek00, Bilu1939, Marchewa, Worek, Moderator, Administrator, Super Moderator

Awatar użytkownika
Worek
Administrator
Administrator
Posty: 17346
Rejestracja: 17 grudnia 2009, 09:37
Lokalizacja: Tannenberg

Wywiad z Prof. Zbigniewem Mikołejko

Postautor: Worek » 14 maja 2018, 10:24

Ciekawy wywiad z celnymi uwagami i wnioskami. Polecam.

Robert Walenciak/Przegląd: Mit smoleński, mit Polaków masowo ratujących Żydów, mit oporu wobec PRL, gdziekolwiek człowiek się obejrzy, trafia na takie opowieści. Jesteśmy narodem mitomanów?

Prof. Zbigniew Mikołejko: Każdy naród na swój sposób jest mitomański. Wszystko zależy od tego, w jakim kierunku ta mitologia wędruje – czy w stronę mitów mocy, pokrzepiających, czy tych, które stanowią iluzję siły, są kompensacyjne. Takich, które zastępują rzeczywistą pracę nad sobą, nad kształtem narodu… Ogólnie można stwierdzić, że narody wschodniej i środkowej Europy, od Bałtyku po Bałkany, szczególnie skłonne są do budowania mitów kompensacyjnych o charakterze mesjanicznym.

Że jesteśmy Chrystusem narodów?

Tych Chrystusów narodów jest w Europie Środkowo-Wschodniej pełno! Sumował to Marian Zdziechowski jeszcze w pierwszej książce, XIX-wiecznej przecież, "Mesjaniści i słowianofile", w której pisał o przestrzeni środkowoeuropejskiej, pokazując podobieństwa. Że żyją tu społeczności skłonne do mitomaństwa, do mitologizowania własnej przeszłości i tożsamości. Najbardziej, w moim odczuciu, skłonni są do tego Litwini. Ale i inni, Słowacy, Węgrzy, narody bałkańskie, nie są od tego dalecy. Co więcej, w tych krajach na skutek tzw. polityki historycznej przybliżamy się do bieguna litewskiego. Historia jest absolutnie i głęboko zmitologizowana. A próby jej odkłamania rodzą niesłychaną agresję. Łączy się to z obrazem tych narodów jako ofiar. Rosja też to ma! Jest i imperium, i ofiarą.

Zupełnie jak Polska.

To ta kwestia bycia wieczną ofiarą, niewinną, skazaną przez sąsiednie narody na zagładę. Społeczeństwa te najczęściej zapominają, że same też bywały napastnikami, katami. I działały brutalnie wobec rozmaitych mniejszości czy krajów sąsiednich.

Polacy i Żydzi
Jeżeli tak, to dyskusja o Polakach i Żydach jest jak rzucanie grochem o ścianę.

To jasne. Żyd na tym obszarze jest uniwersalną figurą innego, obcego, a z drugiej strony bardzo bliskiego. Ot, takie zapętlenie. Nawet genetycznie. Badania genetyczne prowadzone w skali świata dowiodły, że Polacy pod względem genetycznym najbliżsi są Żydom aszkenazyjskim. Żyli tu przez stulecia, mieszali się ze sobą, raczej nielegalnie niż legalnie, i tak to się utkało.

Myślałem, że jesteśmy najbliżsi Ukraińcom.

Jesteśmy bardzo bliscy Ukraińcom. Także kulturowo. Zwłaszcza że część Ukraińców to byli uciekinierzy, chłopi z Mazowsza, którzy spod pańszczyzny i straszliwej biedy uciekali na stepy, na Dzikie Pola, gdzie była wolność. Żyliśmy wszak wspólnie w jednym państwie kilkaset lat. Na niektórych obszarach tzw. Rusi nawet tysiąc lat, z przerwami na węgierską czy litewską okupację. Mówię to świadomie, bo gdy po "bitwie dwóch sióstr" królowa Jadwiga przegnała Węgrów z Rusi Czerwonej, tamtejsi prawosławni odetchnęli z ulgą. Węgrzy nawracali ich okrutnie, przemocą, a w Polsce zaznawali wolności religijnej i kulturowej.

A skąd to przekonanie, że w czasie II wojny nie tylko nie wydawaliśmy ani nie mordowaliśmy Żydów, ale wręcz masowo ich ratowaliśmy?

Każdy naród w sprawach żydowskich ma coś za uszami. Nawet dobrotliwi Duńczycy, którzy wywieźli tę nieliczną grupę swoich Żydów, żeby ich uchronić, ale wywieźli za pieniądze, nie za darmo. Bułgarzy wprawdzie ocalili swoich Żydów, ale już Żydów uciekinierów z Grecji i Rumunii wydali. Elias Canetti pisze we wspomnieniach, że jak przyjechał przed wojną z ojcem do Szwajcarii i tam poszedł do szkoły, to cała klasa była antysemicka, spotykały go różne nieprzyjemności. Można tak opowiadać kraj po kraju. W związku z tym nie ma co się wypierać, mówić, że jesteśmy wyjątkowi. I na pewno unikałbym generalizujących stwierdzeń – naród polski był winny albo niewinny. Nie da się tego podciągnąć pod jeden strychulec. Bo on zawsze będzie fałszywy.

Skąd więc ten strach przed powiedzeniem, jak było?

Prawda nie została w odpowiednim momencie wypowiedziana. Poza tym jest mnóstwo ludzi, których przodkowie, środowiska, byli w to zanurzeni. W związku z tym trudno się przyznać, że mój dziadek, ojciec, sąsiad… Obok samej przemocy istniało przejmowanie mienia pożydowskiego. Bardzo masowe. Ilu ludzi w Polsce mieszka w domach pożydowskich? Ilu śpi w żydowskim łóżku? A ilu w niemieckim? W tej części Europy wszyscy wszystkich grabili.

Kiedy mieli okazję?

A te wielkie wyprawy kurpiowskie na Mazury? Całymi wozami, żeby łupić mienie. A szabrownictwo, które tak się rozwinęło na ziemiach północnych i zachodnich? Tak było... Polacy łupili Niemców, Niemcy wcześniej łupili Polaków, Ukraińcy naszych, my Ukraińców. Działy się rzeczy straszne, w potwornym zamęcie historycznym. Kościoły też miały w tym udział. Kościół katolicki w Polsce przejął w milczeniu zarówno świątynie poprotestanckie, jak i te po Ukraińcach i Łemkach. Religijność i moralność ustępuje, kiedy zaczynają grać instynkty narodowe, te złe. Albo instynkty materialne.

Smoleńsk – mit, na który czekano
A mit smoleński? Tu również grają instynkty narodowe?

Mit smoleński jest konstruktem ideologicznym, doskonale od początku budowanym. Akurat z miejsca to wyczułem, już trzy-cztery godziny po katastrofie, w wywiadzie dla "Newsweeka" powiedziałem, że gotuje się nam symbolizacja religijno-mitologiczna tego wszystkiego. I tak się stało. Ci, którzy ten mit stworzyli, przyszli niemal na gotowe. Przecież z miejsca pojawiła się teoria zamachu i śmierci męczeńskiej.

Wszystko gotowe, wystarczyło to złożyć?

Tak, to cecha naszego społeczeństwa. Można powiedzieć, że określone struktury mitologiczne są w nim zaszczepione. A ponieważ nie zostały wysłowione, zracjonalizowane, zawsze są w gotowości. I wystarczy iskra, by uruchomiły się automatycznie. Uruchamiają się rozmaite złogi naszej zbiorowej świadomości i nieświadomości. Przecież w religii smoleńskiej, w tych jej wcześniejszych aktach kultowych, uruchomiła się cała historia z "Kordiana". Dosłownie! W "Kordianie" jest rok 1828, ma być koronacja Romanowa na ostatniego króla Polski i car Mikołaj I przyjeżdża do Warszawy. Nie chcą do tej koronacji dopuścić spiskowcy. Gromadzą się więc w podziemiach kościoła św. Jana, dzisiaj katedry, "przy grobach królów". I tutaj pierwsza zagwozdka – nie ma tam żadnych grobów królów, tylko trzy trumny książąt mazowieckich, te trumny królów Słowacki wymyśla. Ale są mu one potrzebne.

Gdy Kordianowi nie udaje się zabić cara…

Kiedy Kordian mdleje w carskich przedpokojach, nie dokonawszy zamachu, te trumny wyłażą z podziemia, wspinają się po murze, próbują dokończyć dzieło. I to samo dzieje się kawałek dalej, sto kilkadziesiąt lat później. Przed Pałacem Namiestnikowskim, gdzie trumny smoleńskie mają odegrać tę samą rolę wobec tego namaszczonego przez "cara Północy" Komoruskiego. Towarzyszy temu jeszcze wiersz znawcy Słowackiego i polskiego romantyzmu, nadwornego poety PiS Jarosława Marka Rymkiewicza, "Do Jarosława Kaczyńskiego". O dwóch Polskach, z których "jedna jedzie na lawecie", a drugą "bierze w objęcia car Północy". "Co się rozkleiło, to się już nie sklei, nie wolno oddać Polski w ręce jej złodziei". Ten wątek zresztą u Rymkiewicza jest stale obecny. W książce o Rejtanie też jest bardzo szczególne pomieszanie czasów. Zdrajca Adam Poniński wychodzi ze swojego pałacu i idzie Krakowskim Przedmieściem w stronę pałacu Radziwiłłów, potem Namiestnikowskiego, dziś Prezydenckiego – i zaczynają się mieszać czasy. Pojawiają się szwoleżerowie rosyjscy i żołnierze współcześni…

A w filmie "Smoleńsk" oficerowie rozstrzelani w Katyniu salutują prezydentowi Kaczyńskiemu.

To pokazuje, że polityka historyczna ucieka się nie do historii, tylko do widm. Do widm ideologicznych, które są ożywiane. Do języka żałobno-martyrologicznego, żeby opowiedzieć współczesność.

Nasze duchowe dziedzictwo
To są straszne jęki – że nas prześladują, biją, upokarzają. Gdzie chęć życia, zwyciężania?

To kwestia tego, co się stało z dziedzictwem romantycznym. Tam było pęknięcie, zmaganie się. I mit prometejski, który prowadził w stronę pokrzepienia, wyzwolenia itd., przekształcił się w żałobne ceremoniały, w martyrologię i mesjanizm.

Dlaczego szukamy takich trumiennych mitów?

Bo są łatwe i pod ręką. Już gotowe. Cała narracja szkolna, cała narracja kulturowa to one! Bierze się to stąd, że w XIX w. nie mieliśmy państwa.

Ale mamy piękny mit Warszawy jako Paryża Północy.

Z potwornymi dzielnicami nędzy, prostytucji. Powiśle, Czerniaków, Stare Miasto, dzielnica żydowska, drewniane chałupy na Woli… Krótko mówiąc, mit zamiast murowanej chałupy. Zamiast porządnej drogi. Kawaleria zamiast czołgów. I ta cała irracjonalność.

Taka jest Polska.

Ale nie zawsze taka była. Zapaść zaczyna się około roku 1600. Polskości coś się wtedy przydarzyło, jakaś katastrofa. Politycznie – reformatorska szlachta, z Małopolski, z Wielkopolski, przegrywa. Następuje, o czym pisał Miłosz, jakieś załamanie w języku. To było bardzo ważne. Bo język polski zdążał, tak jeszcze pisał Rej, w stronę pragmatyzmu – jak angielski. A tu im zaczęło szeleścić, opisywać, być językiem zmysłowym... Tadeusz Chrzanowski pisał też o pewnym kryzysie w sztuce. No i przede wszystkim u władzy był człowiek, który wciągnął nas w potworne nieszczęścia, czyli Zygmunt III Waza.

Odtrącił od Rzeczypospolitej jej własne prawosławie, wepchnął je w objęcia Moskwy. W związku z tym 40% naszych obywateli, poddanych, na nią patrzyło z nadzieją, nie na potencjalnie patriarchalne Wilno. Przeniósł stolicę do Warszawy. W zupełnie inne otoczenie kulturowe – biednej, ciemnej szlachty mazowieckiej. No i doprowadził do największej hekatomby w dziejach polskości. Czyli do wojen ze Szwecją, zwłaszcza do potopu. Większa procentowo liczba mieszkańców zginęła w potopie niż w II wojnie światowej. Skala zniszczeń i rabunku była niesłychana. A potem już tylko degrengolada. Moment podnoszenia się, projekt cywilizacyjny Stanisława Augusta, oświeceniowców – bardzo powierzchowny zresztą – to wszystko zostało przerwane z miejsca przez państwa ościenne i przez rodzimą targowicę. Konstytucja 3 maja obróciła się w mit. Ważny, ale mit.

Duch Rabacji powraca
Rymkiewicz mówi, że jak coś się podzieliło, to już się nie sklei. Czy Polska naprawdę jest tak podzielona?

Jest podzielona głębinowo. W Polsce mamy do czynienia z dwiema opowieściami. Pierwszą – chłopską, pańszczyźnianą. I drugą – szlachecko-inteligencką.

Bardzo się różnią?

Prawie wszyscy wywodzimy się ze społeczeństwa agrarnego. Tylko że jedni odgrywali w nim rolę panów, a drudzy – chłopów. Ale większość z nas pochodzi od chłopów pańszczyźnianych. Przypisanych do ziemi, żyjących tym zwierzęcym, niewysłowionym nigdy, niewypowiedzianym dokładnie losem. W związku z tym skazanych na życie w cudzej historii. Nienawiść chłopska, bunt chłopski, chłopskie nieszczęście – to wszystko zostało zepchnięte na ubocze, a chłopskie dzieje wpisano w opowieść szlachecko-inteligencką.

No bo jak niepiśmienni chłopi mogli wypowiadać…

– Wypowiadali to w okrutnych buntach. Rabacja galicyjska 1846 r. to fundamentalne wydarzenie w dziejach polskich. Cała rabacja to są te trzy dni zapustów, karnawału przemocy, kiedy chłopi pod wodzą nie tylko Szeli – on jest postacią symboliczną – głoszą hasło, że Najjaśniejszy Pan zniósł na trzy dni dziesięcioro przykazań. W związku z tym trzeba rżnąć ciarachów, czyli szlachtę powyżej 12. roku życia. Podpuszczani są przez niektórych starostów austriackich, zwłaszcza tarnowskiego. No i zabijają, palą, niszczą. Prowadzą do Tarnowa szlachtę i ścinają pod miastem. A głowy niosą do siedziby starosty, dostając bodaj dwa talary od sztuki. Dziś tam stoi McDonald, wtedy była siedziba starosty. Mordują także niektórych chłopów, służbę, leśniczych, przypadkowych cudzoziemców spotkanych gdzieś na drodze. Nie gwałcą. Dlaczego? Wiemy dlaczego, bo Szela zatrudnił córki po jakimś zamordowanym szlachcicu jako sekretarki, które wszystko spisywały, siedząc w jego chacie. Mianowicie chłopi wysnuli teorię eugeniczną – wyrżniemy teraz szlachtę, pożenimy się z wdowami i córkami i teraz my będziemy "pany". Wyhodujemy nową rasę, nie będziemy "chamami". I to wszystko wraca.

W arcydramacie polskim, w "Weselu", pojawiają się widma z 1848 r., a jest rok 1900 przecież, i tekst: "Myśmy wszystko zapomnieli, mego dziada piłą rżnęli. Mego ojca strasznie bili…". A powstanie styczniowe? Mordowanie powstańców przez chłopów i rabowanie? Doszło do tego, że powstańcy powołali specjalny oddział "żandarmów wieszających", który pacyfikował wsie współpracujące z Rosjanami.

Dwa narody.

Jeden. Ale dwie opowieści. A akomodacja do polskości chłopów następowała najpierw drogą religijną, przez pielgrzymki do Częstochowy i do innych miejsc. Ważną datą był też rok 1920, w sensie wtopienia znacznej części chłopów w ogólnonarodową wojnę. Ale przecież nie do końca to się stało, nie wszystkich objęło i nie było głębokie, zwłaszcza że przedwojenna Polska chłopów traktowała z pogardą. Albo brutalnie. I mam wrażenie, że ta trauma pogromowa czasów wojny, w wyniku której zginęło 130-200 tys. Żydów, wymordowanych gdzieś po lasach, po wsiach głównie, to kolejny wybuch tego samego. I teraz to, co się dzieje, też jest w tym stylu. Zaczyna się odklejać opowieść chłopska od pańskiej, czyli szlachecko-inteligenckiej. Oczywiście dzisiaj już nie ma tak, że z racji urodzenia dziedziczysz jedną lub drugą opowieść. Że potomek szlachcica z miejsca dziedziczy szlachecko-inteligencką świadomość, a chłopa – chłopską.

Jak więc jest?

– Dokonujemy tu wyboru. Czy chcemy się zapisać do opowieści inteligenckiej, oświeceniowej, czy do anarchicznej, dzikiej, zbuntowanej. Jest zresztą tradycja szlacheckiego buntu, warcholstwa, uwznioślona chociażby przez Rymkiewicza w opowieści o Samuelu Zborowskim jako "prawdziwym Polaku". Dobrze się stapia z wybuchami karnawału chłopskiej przemocy.

Czyli PiS jest rabacją?

– Jest, i to taką, której Jarosław Kaczyński usiłuje nadać odwrócony charakter. Cytuje "Chorał" Kornela Ujejskiego: "Ależ, o Panie! oni niewinni, (…) inni szatani byli tam czynni". Pamięta pan to jego zdanie o "innych szatanach"? Że to nie my! Ciągle wracamy do romantycznej przeszłości. Ale nie ma w tym historii rzeczywistej. Bo jeśli się opowiada historię za pośrednictwem literackich mitów i mocno odkształconych romantycznych przekazów, to nie można jej opowiedzieć.

Dali paszport, nie dali pamięci
Bo to mity. Ale gdy się opowiada "naukowo", publiczność ziewa.

Jeżeli spojrzymy na inne obszary polskiej dziejowości, o których siewcy mitów milczą, to one są martwe. Owszem, byli jacyś Jagiellonowie, jacyś Mieszkowie, ale kogo to rusza? Jeśli się zrobi dzieło historyczne o tamtych czasach, otrzyma się tekturę, dekorację. Przed romantyzmem nic nie ma. Polska po II wojnie światowej przejęła wielkie terytoria na północy i na zachodzie. Niektóre nigdy do nas nie należały. Czyli mamy je po obcych. Ale opowieść polska to pomija. Niewiedza na temat kresów zachodnich i północnych jest fundamentalna! Za to ciągle w polskich opowieściach pojawiają się kresy wschodnie. Bo jeszcze pokutuje polski mit imperialny.

Bo mieliśmy imperium.

I kolonie. Gabon i Tobago. Za pośrednictwem kawalerów mieczowych. Ale liczy się to wielkie imperium na Wschodzie. Jest jak ból fantomowy po uciętej nodze. Kres naszej obecności na Wschodzie położył rok 1945. Ostatecznie. Tymczasem to ciągle wraca. Nasze groby są na Wschodzie, nasze sprawy są na Wschodzie. Mamy kadłubową świadomość historyczną, której punkt ciężkości jest ulokowany na Wschodzie. Ale ulokowany źle. Bo pomija wszystkie nasze błędy. Po co jednak rozmawiamy o historii? Historyczność jest narzędziem krytycznym wobec teraźniejszości. Jeśli więc narzędzie jest źle skonstruowane, to znaczy, że nie potrafimy oceniać teraźniejszości. Mierzyć jej krytycznie.

Opowiadamy zatem o Międzymorzu, o idei jagiellońskiej.

I przenosimy nasze myślenie z teraźniejszości na myślenie sprzed dziesiątków lat lub stuleci. Jak to może się udać?

Marzenie, że wejdziemy do Unii i to będzie nasz "koniec historii", było krótkim przebłyskiem?

Tu widzę błąd liberałów i lewicy. Nie inwestowali w kulturę i oświatę jak należy, uważali, że budowanie rynków, paszporty w kieszeniach, budowa dróg, dobrobytu materialnego wystarczą. Ani jedni, ani drudzy nie stworzyli żadnej narracji tożsamościowej, która by pozwalała Polakom poczuć się krzepko. Na dodatek pojawiły się na scenie politycznej pokolenia, które nie zaznały komunizmu, nie wiedziały, czym jest walka o wolność, o demokrację, dostały to w prezencie. Potrzebowały więc nowego zwornika świadomościowego. I go wzięły. Łatwy gotowiec, który niczego nie wymaga. Wystarczy nałożyć koszulkę z orłem albo znakiem Polski Walczącej. Wystarczy zabawa w małego powstańca albo udział w Marszu Niepodległości. I okrzyki: "To jest Polska narodowa!". W ten sposób lewica i liberałowie zbierają owoce swojego zaniechania kulturowego. W tę pustkę wkroczyła opowieść podjęta przez religię smoleńską, która pozwoliła Kaczyńskiemu scalić rozproszone dyskursy antysystemowe w jedną ramę. Pobożne starsze panie z Podkarpacia, kiboli, trochę drobnomieszczaństwa, które zawsze jest roszczeniowe, trochę cwaniactwa… I jest!

Zapatrzeni jesteśmy na Wschód, więc Unia, Bruksela to rzeczy obce. Inna cywilizacja. Dlatego tak łatwo milionom Polaków wyrzec się Europy.

Nie widzimy siebie w uniwersum historycznym. Bo gdybyśmy sięgnęli do rzeczywistej historii, dowiedzielibyśmy się, że były czasy, w których mieliśmy rzeczywiste imperium, a polskie książki były czytane w całej Europie. Tyle że jak się pojedzie do jednego z takich ośrodków, do Rakowa, z którego te książki były wywożone, nie znajdzie się po tamtej przeszłości nawet śladu. A tam było jedno ze źródeł liberalizmu europejskiego. John Locke, ojciec założyciel liberalizmu, swoje poglądy na temat religii, wolności religijnych wyprowadzał z lektury braci polskich.

Dziś wygrywa zbitka Polak katolik.

To produkt końca XIX w. W Polsce dokonała się wówczas nacjonalizacja świadomości, w duchu romantycznym i heglowskim. Hegel pisał bowiem, że naród zorganizowany w państwo jest boską ideą istniejącą na ziemi. Nacjonalizm tym się żywił. Cały czas jesteśmy więc więźniami XIX w.


https://wiadomosci.onet.pl/kraj/widma-d ... ki/w8jf5k8
"Poskrobcie z wierzchu konserwatystę a znajdziecie kogoś, kto przedkłada przeszłość nad jakąkolwiek przyszłość." - Frank Herbert

Awatar użytkownika
Adi
Premier
Premier
Posty: 8920
Rejestracja: 03 sierpnia 2012, 16:43
Lokalizacja: Wrocław

Re: Wywiad z Prof. Zbigniewem Mikołejko

Postautor: Adi » 14 maja 2018, 10:33

Taką właśnie antypolską propagandę stosuje niemiecki Ringier Axel Springer Polska, własciciel onet.pl.
A profesor Mikołejko to znany z gazety wyborczej polakożerca.


Ale pewne rzeczy można zrozumieć psychologicznie, Mikołejko sam przyznaje że katowała go matka.


Swoją drogą , zastanawiające że nigdy nie napisał nic o chorej mentalności i megalomanii niemieckiej.

Awatar użytkownika
Worek
Administrator
Administrator
Posty: 17346
Rejestracja: 17 grudnia 2009, 09:37
Lokalizacja: Tannenberg

Re: Wywiad z Prof. Zbigniewem Mikołejko

Postautor: Worek » 14 maja 2018, 11:16

A możesz spróbować popolemizować z tezami wywiadu zamiast walić ad personam? Brakuje jeszcze tylko pedofila.
"Poskrobcie z wierzchu konserwatystę a znajdziecie kogoś, kto przedkłada przeszłość nad jakąkolwiek przyszłość." - Frank Herbert

Awatar użytkownika
Adi
Premier
Premier
Posty: 8920
Rejestracja: 03 sierpnia 2012, 16:43
Lokalizacja: Wrocław

Re: Wywiad z Prof. Zbigniewem Mikołejko

Postautor: Adi » 14 maja 2018, 12:09

Worek pisze:Ogólnie można stwierdzić, że narody wschodniej i środkowej Europy, od Bałtyku po Bałkany, szczególnie skłonne są do budowania mitów kompensacyjnych o charakterze mesjanicznym.


Za to germanie mają skłonność do mitów o charakterze urojeń wielkościowych, w których naród germański musi cyklicznie zbawić cała Europę narzucając mu niemiecką wizję świata, najlepiej mieczem albo karami.

I od tego należałoby zacząć bo to jest największa tragedia i problem.

Awatar użytkownika
Worek
Administrator
Administrator
Posty: 17346
Rejestracja: 17 grudnia 2009, 09:37
Lokalizacja: Tannenberg

Re: Wywiad z Prof. Zbigniewem Mikołejko

Postautor: Worek » 14 maja 2018, 13:20

A co to jest naród germański?
"Poskrobcie z wierzchu konserwatystę a znajdziecie kogoś, kto przedkłada przeszłość nad jakąkolwiek przyszłość." - Frank Herbert

Awatar użytkownika
Adi
Premier
Premier
Posty: 8920
Rejestracja: 03 sierpnia 2012, 16:43
Lokalizacja: Wrocław

Re: Wywiad z Prof. Zbigniewem Mikołejko

Postautor: Adi » 14 maja 2018, 13:23

Domyśl się.

Awatar użytkownika
Worek
Administrator
Administrator
Posty: 17346
Rejestracja: 17 grudnia 2009, 09:37
Lokalizacja: Tannenberg

Re: Wywiad z Prof. Zbigniewem Mikołejko

Postautor: Worek » 14 maja 2018, 13:45

Nie mam zamiaru. Odpowiedz na pytanie.
"Poskrobcie z wierzchu konserwatystę a znajdziecie kogoś, kto przedkłada przeszłość nad jakąkolwiek przyszłość." - Frank Herbert

Awatar użytkownika
Adi
Premier
Premier
Posty: 8920
Rejestracja: 03 sierpnia 2012, 16:43
Lokalizacja: Wrocław

Re: Wywiad z Prof. Zbigniewem Mikołejko

Postautor: Adi » 14 maja 2018, 15:47

To ja tym bardziej nie mam zamiaru, twoja inteligencja to tylko i wyłącznie twój problem.

Awatar użytkownika
Nazgul
Moderator
Moderator
Posty: 26615
Rejestracja: 15 stycznia 2006, 15:39
Lokalizacja: Wrocław :)

Re: Wywiad z Prof. Zbigniewem Mikołejko

Postautor: Nazgul » 14 maja 2018, 20:43

ale to w sumie racja. My mamy mity kompleksu niższości a Niemcy kompleksu wyższości. który został na jakiś czas przykryty poczuciem winy.
A po za ty uważam, że trzeba zakazać cyfr arabskich. ;)
"Rząd próbuje przekonać Wysoką Izbę, że konstytucja nie obowiązuje, posługując się sprostytuowanymi prawnikami" JKaczyński 2003 r.

Awatar użytkownika
Adi
Premier
Premier
Posty: 8920
Rejestracja: 03 sierpnia 2012, 16:43
Lokalizacja: Wrocław

Re: Wywiad z Prof. Zbigniewem Mikołejko

Postautor: Adi » 14 maja 2018, 21:16

Po sepuku jaki zrobili sami sobie to jedyne co można mieć wobec nich to politowanie.

Chociaż ja ich osobiście nie żałuje , dobrze im tak.

Atylla
Minister
Minister
Posty: 3286
Rejestracja: 24 stycznia 2013, 17:34
Lokalizacja: Kołobrzeg

Re: Wywiad z Prof. Zbigniewem Mikołejko

Postautor: Atylla » 15 maja 2018, 11:16

Robert Walenciak/Przegląd: Mit smoleński, mit Polaków masowo ratujących Żydów, mit oporu wobec PRL, gdziekolwiek człowiek się obejrzy, trafia na takie opowieści. Jesteśmy narodem mitomanów?

Jak można mieszać tak trzy różne sprawy. To już świadczy że wywiad jest całkowicie tendencyjny.

Opór wobec PRL nie jest żadnym mitem, tylko faktem historycznym popartymi licznymi dowodami. Ile osób w Polsce zginęło za PRLu ? To od Polski rozpieprzyła się żelazna kurtyna. Oczywiście Niemcy i proniemieckie media/folksdojcze twierdzą że to rozbicie muru Berlińskiego było upadkiem komuny w Europie :lol: :lol:

Tak samo Polacy ratujący Żydów to nie żaden mit, tylko potwierdzony fakt historyczny. Polacy są największym przedstawicielem narodowościowym odznaczonych przez Sprawiedliwy wśród narodów świata.

Smoleńsk to żaden mit. To religia którą wyznaje ok 25% Polaków.

Reszty bzdur nie czytam bo po prostu nie ma po co.
"Nie daj się naprawiać hałastrze cienkoszyich, łysiejących wodzów. Nie proś, nie melduj, nie awanturuj się, nie ukorz, nie płaszcz, nie pełzaj."


Wróć do „Prasa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość