PiSkorz pisze:W PiS-ie trafiają się ludzie o niejasnej przeszłości ale są to wyjątki . Natomiast w tzw. opozycji totalnej jest to regułą . Nie bez powodu Platforma , Nowoczesna , Kodziarze i PSL z taką zawziętością bronią ubeckich emerytur .


Poproszę o 10 przykładów. Nie powinieneś mieć z tym problemów skoro to reguła.

Bessa 2018 w Polsce i na Świecie

Ostatnie wydarzenie z Kraju, sprawy na ustach całej Polski, skandale polityczne i nowe afery ; wszystko to, co szokuje i intryguje; nie milcz!

Moderatorzy: Lolek00, Bilu1939, Marchewa, Worek, Moderator, Administrator, Super Moderator

Awatar użytkownika
aspagnito
Poseł
Poseł
Posty: 1675
Rejestracja: 16 lutego 2007, 15:13
Lokalizacja: Królestwo Polski

Bessa 2018 w Polsce i na Świecie

Postautor: aspagnito » 30 lipca 2018, 09:37

https://www.pulshr.pl/restrukturyzacja/bankructwa-firm-coraz-wiecej-przedsiebiorstw-oglasza-upadlosc-dlaczego,38661.html

• Po trzech kwartałach mamy już więcej faktycznych upadłości firm, niż przed rokiem.
• We wrześniu opublikowano informacje o upadłości 86 polskich przedsiębiorstw wobec 47 we wrześniu ub.r.
• Problemy dotykają przede wszystkim handlu hurtowego, usług, ale też ostatnio budownictwa.
• Klienci usług B2B szukają oszczędności, co jest niemożliwe w efekcie wzrostu płacy minimalnej i programu 500+.

- My się spodziewaliśmy, że upadłości będą powoli rosnąć, gdyż przez dwa lata one spadały – mówi Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes i dodaje. – Spodziewaliśmy się, że upadłości będą rosnąć wolniej, myśleliśmy, że wyjdziemy mniej więcej na „zero”, ewentualnie na koniec roku minus jeden procent rok do roku i mały wzrost w przyszłym roku. Tymczasem porównując wrzesień tego roku do poprzedniego mamy niemal dwukrotny wzrost upadłości.

Po trzech kwartałach mamy już więcej faktycznych upadłości, niż przed rokiem (o 15 przypadków – jak na razie daje to +3 proc.).

– Gwałtowny wzrost upadłości nastąpił wcześniej, niż się tego spodziewaliśmy. Problemy dotykają przede wszystkim handlu hurtowego, usług, ale też ostatnio budownictwa, a wkrótce także zapewne transportu. Klienci usług B2B (np. usług ochrony, sprzątania, doradztwa, obsługi inwestycji etc.) szukają oszczędności, co jest niemożliwe w efekcie wzrostu płacy minimalnej i programu 500+. Usługi korzystały bowiem dotychczas z niskich kosztów pracy, dlatego w tej chwili teoretycznie możliwe są dwa rozwiązania: albo klienci korzystający z tych usług zgodzą się na wyższe ich ceny (mało prawdopodobne – nie są one na tyle specyficzne i łatwo przecież zmienić np. firmę sprzątającą) albo popyt na te usługi B2B urealni się - komentuje Tomasz Starus.

- Będą one świadczone tylko tam, gdzie to jest rzeczywiście niezbędne (np. dotychczas ochrona służyła wielu podmiotom głównie jako źródło oszczędności na kosztach ubezpieczenia) oraz świadczone będą na wyższym poziomie technologicznym (z jeszcze większym wykorzystaniem urządzeń – np. monitoring etc.). W dłuższym okresie inwestycje w technologie i sprzęt w sektorze usług są niezbędne wobec wzrostu kosztów pracy (ponadto urządzenia są wydajniejsze – nie chorują etc.) – coś, co już mają za sobą m.in. centra logistyczne i magazynowe - dodaje.

Najczęściej problemy w Polsce południowo-zachodniej przeżywa wciąż sektor produkcyjny (Śląsk) i budowlany (Dolny Śląsk). Widać także przypadki upadłości wielu firm związanych z obsługą sektora wydobywczego, jak i z realizacją inwestycji przemysłowych lub naprawą już działających urządzeń.

Pomimo, iż w poprzednich miesiącach podobny profil miały upadłości na wschodzie kraju, to we wrześniu znów o sobie z większym natężeniem przypomniał zamierający ruch graniczny i turystyka zakupowa naszych sąsiadów ze wschodu – w efekcie upadały tam głównie firmy handlowe.

http://www.parkiet.com/Analizy/305169990-Na-szerokim-rynku-rozkreca-sie-bessa.html
Na szerokim rynku rozkręca się bessa

Indeksy cenowe GPW wyraźnie pod kreską
Na tytułowy wniosek wskazuje analiza trochę zapomnianego indeksu cenowego, który obejmuje wszystkie spółki z GPW i NewConnect i nadaje im równe wagi. Okazuje się, że od szczytu z marca 2017 r. stracił on już 28 proc., a więc przekroczył granicę bessy. Na wykresie dominuje trend spadkowy i trudno doszukać się tam sygnałów zakończenia tej tendencji.
– Indeks cenowy dla wszystkich spółek z GPW i NC jest miarą szerokości koniunktury. W uproszczeniu pokazuje, jak łatwo czy trudno jest zarobić na rynku kapitałowym, i aktualna statystyka od początku 2017 r., jak i w ujęciu 10-letnim, obrazuje wymagające otoczenie inwestycyjne. W ujęciu 10-letnim indeks cenowy jest na blisko 40-proc. minusie – zauważa Sobiesław Kozłowski, ekspert Raiffeisen Brokers.
Analitycy zwracają uwagę, że wskaźnik ten daje najbardziej wiarygodne wskazania odnośnie do firm o małej kapitalizacji, bo ich jest w nim najwięcej. Wychodząc z założenia, że większe i bardziej płynne spółki notowane w Warszawie to domena graczy zagranicznych i funduszy, a maluchy to obszar zainteresowania inwestorów indywidualnych, można dojść do wniosku, że to właśnie tych ostatnich indeks cenowy powinien interesować najbardziej. W obecnej sytuacji nie ma więc dla nich dobrych informacji – na GPW dominują niedźwiedzie. Jedyne, na co można liczyć, przynajmniej z punktu widzenia techniki, to chwilowe odreagowanie.

– Obecnie indeks dotarł do strefy wsparcia 61,8-proc. zniesienia hossy zapoczątkowanej w 2013 r. oraz jest wyprzedany, co stwarza przestrzeń do korekty wzrostowej, jednakże tzw. big picture szerokiego rynku nie jest korzystny dla inwestorów – uważa Piotr Neidek, analityk techniczny DM mBanku.

Eksperci sugerują, by indeksu cenowego nie traktować jako wyroczni. Równe traktowanie dużych i słabych spółek oraz nieuwzględnianie dywidend to jego wady. Trzeba więc go analizować wspólnie z innymi wskaźnikami.

Analiza i opinie ekspertów .03

http://www.parkiet.com/Inwestycje/303139914-Nici-z-hossy-w-2018-r.html
Nici z hossy w 2018 r.

Wojciech Białek, główny analityk CDM Pekao, był gościem Piotra Zająca we wtorkowym Parkiet TV. Jego zdaniem polski rynek akcji czeka w tym roku trend boczny na wysokich poziomach.
Czy pana zdaniem trwająca na GPW słabość to tylko korekta hossy, czy zmiana głównego trendu?

I jedno i drugie. Wyobrażam sobie rok 2018 jako przejściowy okres dystrybucji akcji między hossą 2017 r., a bessą 2019 r. Myślę, że owa dystrybucja przyjmie formę trendu bocznego na wysokich poziomach. W jego ramach będą zdarzać się wyprzedaże, jak ta z początku roku, co będzie okazją do krótkoterminowych zakupów. Na ten moment mamy pozytywne sygnały ze strony sentymentu krajowych inwestorów indywidualnych. Jego indeks spadł o ponad 40 pkt proc. w porównaniu do poziomów ze stycznia i znalazł się na jednym z trzech najniższych poziomów w historii. To gwarantuje odbicie w perspektywie 8-9 tygodni, a potem znów trend boczny.

Obserwowana słabość rynków akcji to efekt coraz bardziej jastrzębich poczynań i sygnałów zarówno ze strony Fedu, jak i EBC?

Tak sobie to wyobrażam. W uproszczeniu można powiedzieć, że hossa na Wall Street zaczęła się w marcu 2009 r., a więc cztery miesięcy po tym, jak Fed rozpoczął druk pieniądza w ramach QE. We wrześniu ubiegłego roku Fed zaczął się z tej polityki wycofywać. Jeśli do września do damy cztery miesiące, to otrzymujemy styczeń 2018 r., w więc moment, gdy rynki dostają zadyszki. Jest jeszcze druga analogia dotycząca Japonii. Tam druk zaczął się w 2001 r., a na początku 2006 r. rozpoczęła się redukcja sumy bilansowej w dość samurajskim, gwałtownym stylu. Kilka miesięcy później na rynkach doszło do silnej korekty, podczas której WIG20 stracił około 25 proc. Później, do lipca 2007 r. na rynkach mieliśmy wtórne zwyżki, a potem przyszła właściwa bessa, będąca realnym skutkiem zakręcenia kurka z pieniędzmi.
Z tych analogii wynika, że w nieodległej perspektywie można się spodziewać bessy.

Pytanie właśnie o długość tego okresu przejściowego. Wstrząs ostrzegawczy mamy już za sobą, czekamy na właściwe trzęsienie ziemi. Amerykanie uruchomili dwie wielkie pompy. Pierwsza to program Quantitative Tightening, które wysysa pieniądze z rynku w narastającym tempie. Druga pompa to obniżenie podatków i zwiększenie wydatków, czyli poluzowanie polityki fiskalnej. Myślę, że duża część odessanych dolarów zostanie pożyczona przez rząd USA i kiedyś po prostu tych dolarów zacznie brakować. Ten deficyt może się ujawnić w drugiej połowie 2018 r. lub na początku 2019 r. Te dwie kombinacje polityk, mają uchronić USA przed skutkami jastrzębiej polityki Fedu, przenosząc ciężar kosztów na resztę świata. W tym kontekście podtrzymuje swoją wizję chinageddonu pod koniec tej dekady.

Na razie nigdzie jeszcze paniki nie widać. Styczniowe tąpnięcie na Wall Street zostało już prawie odrobione.

Moim zdaniem takim symptomem paniki może być przecena bitcoina. Ja ukłułem taką teorię, że bitcoin jest odpowiednikiem kanarka w kopalni. Jego śmierć nie powoduje katastrofy całego szybu, ale sygnalizuje, że zaczyna tam brakować tlenu. Zawsze w pierwszej kolejności katastrofa dotyka te najsłabsze elementy systemu, pozbawione fundamentów.

Wracają do GPW. Czy nasza aktualna słabość w otoczeniu dobrych danych makroekonomicznych, to może być sygnał wyprzedzający załamanie w gospodarce?
Patrząc historycznie – nasza giełda często radziła sobie słabo w okresach szczytowych. Myślę, że jeśli zagraniczni gracze widzą następne kwartały w pesymistycznych barwach, to w pierwszej kolejności wycofują się z tych mniej płynnych rynków. A do takich GPW niestety należy. I pamiętajmy, że bardzo dobra koniunktura to jest zazwyczaj sygnał ostrzegawczy sam w sobie. Akcje kupuje się w sytuacjach, jak na przykład dwa lata temu, gdy panował powszechny lament, że zmagamy się ze spowolnieniem gospodarczym i załamaniem inwestycji. Ponadto dynamika WIGu średnio wyprzedza dynamikę PKB o pół roku. Trzeba jednak zauważyć, że wciąż w Polsce nie mamy skoku inflacji. A w typowym schemacie dobra koniunktura przekłada się na wzrost płac, wzrost cen i RPP odkrywa, że CPI przekracza cel inflacyjny i zaczyna się podnoszenie stóp. Na razie RPP stwierdza, że pierwsza podwyżka przyjdzie dopiero w 2020 r., co oznacza, że od strony krajowej polityki pieniężnej nie wisi nad naszym rynkiem jakiś miecz Demoklesa.

Teraz czas na pytania od naszych obserwujących na Twitterze. Pierwsze brzmi: czy WIG20 może być w 2018 r. równie mocny jak w 2017 r.?

Moim zdaniem nie. Możliwe jest odrobienie ostatnich start, ale byłbym zdziwiony, gdyby w warunkach uruchomionej przez Fed pompy odsysającej dolary, taki rynek jak nasz zdołał jeszcze pokazać siłę na miarę tej z ubiegłego roku. Chociaż ta analogia z wiosną 2006 r. sugeruje, że mój sceptycyzm nie jest jedynym scenariuszem. Uważam jednak, że lepiej zachować ostrożność i ograniczyć się do krótkoterminowych spekulacji.


A czy kosztem WIG20, który jest zależny w dużym stopniu od zagranicy, kapitał krajowy może przenieść się na misie i dać tutaj argumenty do zwyżek?

Od października widać pewne, relatywne umocnienie misiów, więc ten scenariusz już się sprawdza. Niestety analogie historyczne sugerują, że ten etap umocnienia misiów względem blue chips nie powinien trwać dłużej niż pół roku. Stąd wniosek, że wiosna 2018 r. kończy siłę małych i średnich spółek.

Jeden z obserwujących pyta też, czy w sytuacji załamania w USA i Niemczech, Polska może znów być zieloną wyspą?

Nie wpadliśmy w recesję w 2008 i 2009 r., gdy w USA i Niemczech takowa zapanowała. Dewaluacja złotego uchroniła nas przed skutkami kryzysu. Spokojnie można sobie wyobrazić powtórkę tego scenariusza. Pamiętajmy jednak, że polska gospodarka jest zieloną wyspą od 1992 r. co daje 26 lat bez recesji. Dotychczasowy rekord, powojenny, należy do Holandii i to jest 26 lat między 1982 i 2008 r. Idziemy więc na rekord, a zwykle wyśrubowany rekord ciężko poprawić. Rośnie więc ryzyko, że statusu zielonej wyspy utrzymać na m się nie uda.

KOMENTARZ AUTORA TOPIKU

No cóż, jaki kraj, taki kryzys.Poniekąd dramatyzowanie, że 500+ jest sprawką całego tego zamieszania to nieporozumienie. Od pięćset plus wzrasta grupa średnia, maleje biedota, a uprzywilejowanym kurczą się portfele. Chyba to ostatnie najbardziej boli "ekspertów". To tak, jakby mówić, że banki przez 500+ będą miały niedługo kryzys, bo ludzi będzie stać na kredyt.
Hossa i bessa to naturalne procesy rynku, Po kryzysie 2008-2012, rynek choć bardziej zdominowany przez korporacje stał się trochę stabilniejszy, a każdy przedsiębiorca powinien liczyć się z faktem, że biznesu nie można traktować jak narkomanii i rzucać się na boom budowlany jak na franki, bo wychodzą z tego takie rzeczy. Żaden z tych ekspertów nie podał jednak jak należy się prawidłowo zachowywać w hossie, czy bessie, a więc ja spróbuję wykazać, że:
- w hossie należy inwestować jak najwięcej, bo ten, kto inwestuje mnie, przegrywa
- w bessie należy skupić się na pojedynczych inwestycjach i oczekiwać z nich większego zwrotu, niż pierwotnie zakładano
- spróbuję też wykazać, że zdrowym dla rynku jest przechodzenie od modelu statycznego, przez półdynamiczny, dynamiczny, aż po żywiołowy, kiedy to w ostatnim rynek ulega zachłyśnięciu i się poddapia przechodząc z powrotem do modelu statycznego.
- dzięki zjawisku takiemu jak bessa rynek się oczyszcza i ponownie staje się miejscem dla nowych szans

Omówmy więc modele:

1. Statyczny - załóżmy, że uczymy się prostego modelu 2 dodać 2 i uzyskać cztery. Ogólnie rzecz biorąc uczymy się dodawać proste dodatnie liczby naturalne. Jest to typowy model statyczny, bo znamy tu ograniczenia, nie ma żadnej płynności, bo nie można płynnie przesuwać ograniczeń, a model ten wykazuje się dużym oporem wobec zmian

2. Jeśli jednak znamy wiele takich modeli statycznych, to aby np. wyrobić sobie zdanie o faktach, co do których mamy skąpe pojęcie, nasza wiedza o nich jest szczątkowa, albo żadna, to nakładając na siebie optymalną liczbę modeli statycznych, zauważamy, że ryzyko w nich, opór, ograniczenia i płynność - występują w innych miejscach i czasem się nakładają, a czasem się wykluczają. Nakładając jednak optymalną liczbę takich modeli statycznych - tworzymy model statyczny, który pomaga nam wyrobić sobie zdanie o faktach, co do których mamy słabą wiedzę i jakoś te fakty ocenić. Tak tworzymy model półdynamiczny.

3. Naukowiec jednak dokonuje złożenia bardzo dużej ilości trudnych modeli statycznych i półdynamicznych, tworząc model dynamiczny - bo musi rozwiązać problem, którego na przykład nikt wcześniej nie rozwiązał - czasem się to udaje

4. Czwarty model to model żywiołowy wynikły z tak dużego nałożenia ze sobą różnych model statycznych, półdynamicznych i dynamicznych, że można uznać, iż większego złożenia zrobić się nie da. Jest to model, do którego nie za bardzo trzeba wprowadzać konkretne dane, a on sam z siebie tworzy wynik. Jest najbardziej ryzykowny ze wszystkich i bardzo szybko może prowadzić do porażki (zakładając że w 1 ryzyko było praktycznie zerowe, w 2 większe, w 3 jeszcze większe, a w 4 graniczyło z nieskończonością)

Ostatecznie jeśli otoczenie dużo ryzykuje i składa się z modeli dynamicznych - jednostka statyczna przegrywa, a gdy jednostka jest dynamiczna w otoczeniu statycznym - ta jednostka też przegrywa. Jeśli dużo ryzykujemy, a spotykamy się z oporem z zewnątrz - przegrywamy, a gdy stawiamy pojedynczy opór wobec fali zmian - przegrywamy również.

Pojedynczy biznesmen więc w otoczeniu ryzykantów (w bessie), musi dużo ryzykować i prowadzić wiele inwestycji, co rozwija rynek, ale go trochę przeładowuje. Inwestycje przestają być opłacalne i są drogie, a więc trzeba ich prowadzić coraz więcej. Kiedy jednak rynek jest aż tak przesycony, że ponad własną miarę - przechodzi w model żywiołowy i ulega zachłyśnięciu - bardzo szybko doprowadza to do powrotu do modelu statycznego. W modelu statycznym warto prowadzić pojedyncze inwestycje i oczekiwać z nich większego zwrotu, niż pierwotnie zakładano. Kosztu inwestycji są tańsze, a że nie ma ich za dużo na rynku, to i sama inwestycja w momencie sprzedaży jest o wiele droższa.

Zalecam więc tym wszystkim ąę przez ęą mniej hipokryzji i zwalania wszystkiego na 500+.

Po drugie bessa nie będzie tylko w Polsce, a po prostu rynek polski zareagował jako pierwszy,
Dobrze, że Orzeł jest na straży.

Wróć do „Nowości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości