This site is owned and third-party cookies.
If you continue with us, we understand that you accept our use of cookies.

Co nowego?

Egzotyczne partie polityczne w Polsce

aspagnito

Member
Podstawowym problemem liderów egzotycznych partii politycznych w Polsce jest mniemanie, że wystarczy dziwna nazwa, typu samoobrona, nowoczesna, wiosna, porozumienie polskie, Korwin, Gowin, czy kukiz15 i marsz polityków po jak największy elektorat. Kompletnie myślenie to nie pasuje do warunków polskich, ale błąd ten jest ustawicznie popełniany i co wybory mamy zwycięzcę egzotycznego, który przez kolejne dwa wybory znika.
Faktem powszechnie znanym jest natomiast to, że żadna rewolucja na świecie nie odbyła się i nie obędzie bez poparcia klasy średniej (poparcia, a niekoniecznie udziału). W Polsce aby wygrać wybory nie warto więc starać się o jak największy elektorat bo to pułapka i każdy by tego chciał. W Polsce wystarczy uwiarygodnić siebie w oczach klasy średniej (klasy pracowniczej i wyższej klasy średniej) i tym samym zyskać żelazny elektorat około 40 procent. Tyle będzie niezależnie od zawirowań, aż lider zbyt poważnie straci zaufanie klasy średniej i tym samym straci żelazny elektorat, schodząc ze sceny politycznej. Dla SLD była to afera węglowa i nieszanowanie przez Prezydenta Kwaśniewskiego woli narodu do wybrania Marka Borowskiego na premiera. Dla po były to słowa o państwie na papierze i strzelanie z gumowych kul do górników wygłaszanych kopalni. PiS nie zdążył jeszcze poważnie podpaść.
Partia, która miałaby szansę odbić poparcie polityczne PiSowi musiałaby odpolitycznić media. Zredukować liczbę stóp podatkowych, np. VAT 23, 5 i 3, utrzymać 500+ w dzisiejszym stanie. Pogrymasić na Kościół, ale nie zmieniać stosunków, wywalić misiewiczy i dopuścić do głosu wykształciuchów, jednocześnie stawiając na polski przemysł i pomagając rolnikom. Partia ta też musiałaby się wyrzec interwencjonizmu, a wprowadzić zasadę drobnej, powszechnej i systematycznej pomocy. Musiałaby też nazywać się konkretnie, czyli centrolewica polska. Oczywiście powinna być utrzymana zasada "ręce precz od konstytucji"( nieformalna zasada)
 

adi

Member
Lewica bez interwencjonizmu gospodarczego? Masz już Biedronia, on obiecał wszystko każdemu.
Ale w jednym masz rację, gdyby taki PIS odpolitycznił TVP i jakieś tam podatki zmniejszył, pewnie miałby jeszcze wyższe notowania.

Tyle że nie bierzesz pod uwagę kwestii społecznych a siła która myśli o zwycięstwie musi zagwarantować utrzymanie obecnego status quo w sprawach tzw przyjmowania z góry określonych przez Berlin imigrantów islamskich.
 

aspagnito

Member
PiS zna te postulaty albo od ludzi, albo z forów, albo od przedsiębiorców. Zawsze nawet można napisać do Premiera, Ministrów, czy Prezydenta. Odpowiedzi sorry, ale są na "spływaj". Nie wolno ich udostępniać, więc Ci ich nie pokażę, ale jak napiszesz, to się sam przekonasz. Uproszczenie VAT to postulat, który jest pisowi najbliższy, ale skończyło się tylko na deklaracjach. PiS woli rozdawać pieniądze, albo przynajmniej obiecywać 23 mld na każdego.
Lewica to nie do końca centrolewica. No właśnie interwencjonizm został wynaleziony przez marksa i "udowodniony" przez niego w "Kapitalizmie". Tlko że problem polega na tym, że zawsze prowadzi do zgnuśnienia państwa. Może nie wszyscy rozumieją co oznacza słowo zgnuśnienie... to takie zepsucie, w którym nie tylko nikomu na niczym nie zależy, ale też następuje degradacja podmiotów, czyli nas i naszych wartości. Trudno powiedzieć o Baracku Obamie, że był lewicowcem. Lewicowość zaproponował w ostatnich prawyborach Bernie Sanders i praktycznie przegrał. Barack Obama był wzorowym centrolewicowcem, bo zanegował ekonomię "teorii skapywania" (jeśli w danym regionie jest dużo firm, a więc dużo bogatych, to skapuje się i biedniejszym - przeciwnicy słusznie zauważają, że efekt w praktyce jest minimalny, bo gdy bogatszy staje się jeszcze bogatszy, biedny staje się jeszcze biedniejszy). Barack Obama postawił na rozwój klasy średniej, a przez to ewidentnie podwyższył wskaźniki gospodarcze, Centrolewica wychodzi z założenia, że jest coś takiego jak "egalitaryzm losu" (unikalne dla tych poglądów politycznych) i wszystko co dotyczy Kowalskiego, zależy w jednej trzeciej od niego (a nie tylko i wyłącznie od niego samego), w jednej trzeciej od najbliższego otoczenia - typu rodzina, osiedle, bo bez tego każdy latałby z gołą d...ą po Polsce i w jednej trzeciej od ogółu - bo ogół, na przykład państwo, Unia, kontynent, czy świat dają warunki do egzystencji, jak wolność, czy stabilizacja.Niby oczywiste, a jednak nie do końca wszyscy to rozumieją. Oznacza to, że nie można polegać wyłącznie na jednostce, ani wyłącznie na najbliższym jej otoczeniu, ani wyłącznie na całości, a pomijanie w ostatecznym rachunku jednego na korzyść drugiego mija się z celem. Stąd interwencjonizm nie ma sensu, bo albo każdemu rozdałoby się majątek państwa, albo majątek państwa rozdałoby się na rodziny, albo majątek państwa rozdałoby się na wszystko to, co wspólne. Jedyne co ma sens w takim układzie to drobna, systematyczna i powszechna pomoc, czyli danie na wszystkie możliwe aspekty tyle (kolokwialnie) "co kot napłakał", ale robienie tego powszechnie, systematycznie i w drobnej skali. Stąd nikt nie dostanie tyle, żeby i szał był i d...ę urywało, ale ostatecznie każdy będzie miał odrobinkę więcej, a więc ci, którzy akumulują dobra w ostatecznym rozrachunku szybciej zauważą, że postęp jest duży.
Interwencjonizm to nie ma sensu, bo jakby na przykład zrobić wielką radziecką fabrykę pierogów w Polsce i wszyscy by tam dostali pracę, to można łatwo wykazać i my Polacy mamy już taką intuicję - o wiele mniej zależałoby od jednostki jej najbliższego otoczenia, a za dużo od ogółu - interwencjonizm powoduje, że odbiera się chleb drobnym przedsiębiorcom na przykład. Tak samo wygląda z interwencjonizmem w potencjał jednostki i jej najbliższego otoczenia.
Drobną, systematyczną i powszechną pomocą jest 500+. Działa w bardzo prosty sposób. Podobnie jak ludzie grając w lotto i przegrywając dorobek życia najbardziej cieszą się z wygranego 20 PLN, tak samo jeśli zarobki (najbardziej szczęśliwej grupy według badań amerykańskich w przełożeniu na warunki polskie) wyższej klasy średniej to około 7000 PLN, ale nie wyżej niż 12000 PLN, to nikogo nie uszczęśliwia kolejne 500 PLN podwyżki, bo wie, że albo mu się to należy w robocie, albo będzie musiał więcej zapierdzielać. Jednak dodatkowe 500+ z "loterii dzieciorobów" sprawia, że człowiek kalkuluje to jak te 20PLN bankruta z lotto. Nagle okazuje się, że można domowy budżet usprawnić (nazywa się to optymalizacją budżetu) i dokonać bardziej racjonalnych decyzji konsumenckich, a to przekłada się na wyższy wzrost gospodarczy na zasadzie ekonomicznej inercji. Liberał tego nie wykalkuluje, ale rzeczywiście pis za to płaci i mu się to zwraca z pewną nadwyżką. Stąd, choć ten mechanizm dużo kosztuje, to jest konieczność wprowadzenia innych takich mechanizmów drobnej, powszechnej i systematycznej pomocy, a te usprawnią państwo. Kreatywnym można być we wszystkim, ale jeśli pis większość tego typu programów ustawił pod elektorat Rydzyka, to państwo za bardzo na tym nie skorzysta.

Co do Biedronia - rozdaje pieniądze bardziej od pisu i podobnie jak reszta partii egzotycznych proponuje gospodarkę na sterydach. Zrobi jak każda z tych partii około 15 procent na start, pojawi się w parlamencie i zniknie. W tym jednolitym etnicznie i homogenicznym kulturowo kraju raz na jakiś czas ktoś bierze sobie pastę do butów, smaruje mordę i udaje egzotiko, bo przecież Murzynów nie mamy. Jest zawsze elektorat, który się na to nabiera, ale zawsze jest to około 15%, nie więcej. Żeby partia zafunkcjonowała, musi sobie "kupić" poparcie klasy średniej, przez to zyskać żelazny elektorat i póki go nie straci, niezależnie od wahań nastrojów, partia ta może rządzić nawet kilka kadencji z poparciem 35-45%. Jakby tak policzył, to 40% sld + 40% po + 40% pis daje 120%, a więc to niemożliwe i głosują ci sami ludzie - klasa średnia, na którą zresztą w Polsce można liczyć.

Co do uchodźców - masz rację jeśli chodzi o obecne status quo. Na muzułmanów Polacy się nie zgodzą, a w Polsce potrzeba imigracji i tak jak jest ona obecnie załatwiana - to jest załatwiana wzorowo - podejmuje się słuszne decyzje komu dać wizę, a komu nie. Oznacza to, że coraz częściej w Polsce w dużych miastach zobaczysz Murzyna, ale zawsze wygląda on jak ktoś, kto pracuje i tak w rzeczywistości jest. Poza tym rząd PiS na prośbę Kościoła Rzymsko-Katolickiego zaprosił do naszego kraju około 15-20 tyś. Filipińczyków, bo tam mają ciężko i są chrześcijanami. Status quo musi być utrzymywane w tym też sensie, że Polska bardzo szybko rozwija się gospodarczo i potrzebujemy rąk do pracy, a bezrobocie praktycznie jest już tylko 5%, czyli jest to bezrobocie strukturalne (nie pracują już tylko Ci, którzy z różnych przyczyn nie mogą) i niższe nie będzie. Jeśli mamy kogoś tu zaprosić to po pierwsze nie na hurra - nie w dużej ilości od razu, muszą to być chrześcijanie (najlepiej prześladowani) i państwo nie może robić wokół tego wielkiego halo informacyjnego, ale jeśli mamy tylu urzędników (co 5ty w Polsce to urzędnik) to warto by zweryfikować kto będzie robił, a kto nie i zaprosić raczej tych pierwszych.
 
Ostatnia edycja:

Do góry