This site is owned and third-party cookies.
If you continue with us, we understand that you accept our use of cookies.

Co nowego?

HYBRYDYZACJA przez Pompę Genetyczną ratunkiem przed GLOBALNYM OCIEPLENIEM KLIMATU i wymieraniem gatunków

aspagnito

Member
Drodzy,
To, że każdy Wrzesień od tego roku będzie statystycznie o co najmniej jeden stopień Celsjusza cieplejszy to nic. Mamy połowę Października 2018 roku i pogoda jest jak w lecie. Gdy byłem mały, o tej porze padał już pierwszy śnieg, a dzisiejsza latorośl będzie go chyba oglądać tylko w książkach historycznych. To poważny dylemat, gdyż na Ziemi żyje ponad 7 mld ludzi i kroi nam się klęska żywiołowa. Nie będziemy więc się mieli jak wykarmić. Wyginą rośliny, a wraz z nimi wyginą zwierzęta. Oczywiście w historii Ziemi zdarzały się okresy cyklicznych wymierań gatunków, jednak okresy te trwały setki tysięcy lat, albo i nawet miliony, choć nigdy w życiu nie jeden wiek, a wiek dwudziesty i początek dwudziestego pierwszego to okres, w którym na Ziemi wyginęło najwięcej gatunków w historii Ziemi. Wiele istotnych gatunków jest już tak skrajnie zagrożonych, że pozostało ich jakieś 300 osobników (na przykład lew azjatycki).
Ani te zwierzęta, ani te rośliny nie mają szansy przeżycia kolejnych trzydziestu lat, a w tym tempie rozwoju, ingerencja ludzka będzie się rozwijać coraz bardziej - wręcz logarytmicznie. Oczywiście naturalnym i pierwszym skojarzeniem jest ograniczyć ingerencję ludzką, jednak działanie takie nie tylko skazane jest na porażkę, ale powoduje efekt odwrotny - tak jak kąsanie dominującego tylko go umacnia, tak ograniczanie ingerencji ludzkiej powoduje, że coraz bardziej się ona nasila. Człowiek nie jest w stanie jej "ograniczyć", gdyż nawet modna koncepcja z lat 70. o "ograniczeniu liczby ludności", czyli wywołaniu "sponsorowanej" epidemii, albo wojny również sprawiłaby przy dzisiejszym tempie rozwoju efekt odwrotny i ta ingerencja tylko by się nasiliła. Na myśl ciśnie mi się skojarzenie z filmu "Fifth Element", w którym ludzie wysyłając pociski w stronę planety zła w ogóle jej nie zniszczyli, ale sprawiali tylko, że ta planeta zła rosła.
Nie jesteśmy w stanie zredukować liczby ludności do około 5000 przedstawicieli naszego gatunku, bo to dałoby skutek, który wyeliminowałby czynnik ludzki. Jesteśmy trochę w kropce.
To, co możemy zrobić, to być trochę bardziej sobą. Dziś wiele jest prób tworzenia systemu politycznego przyszłości, ale pamiętajmy, że nie każdy "łyknie: zapędy technokracji, gdzie rządzić będzie i tak elita, a reszta będzie bydłem, królami hipermarketów i zerami bazarowymi. Nie wyeliminujemy ról społecznych i tego, że wszyscy jesteśmy różni. Nawet tak, że dziewczyna 8'ka nie weźmie sobie za męża chłopaka 4'ki, a wielość interakcji społecznych spisuje nas często na role społeczne, które odzwierciedlają nie tylko nasze predyspozycje, ale i ambicje, czy umiejętność adaptacji cierpienia związanego z niedogodnościami danej roli społecznej. Jeśli więc gdybyśmy nawet stworzyli system, który umożliwiłby nam lepsze funkcjonowanie społeczne, oraz lepsze wykorzystanie zasobów, to pozostaje pytanie co z całą resztą tego globu? Tą resztą, którą nie jest ludzkość?
Ograniczanie się być może dobrze i wygląda na papierze wśród tych, którzy są zdyscyplinowani, mało zmanierowani i mają na tyle wyobraźni, aby widzieć sens w tego typu zabiegach. Dla ludzkości nie można jednak pominąć rozwoju, a co się z tym wiąże powszechnego drobnego przyrostu majętności. Ograniczanie spotka się z buntem, a ten sprawi, że zapanuje tylko większa rozpusta i gnuśność. Potrzeba jednak działań, które sprawią, że ludzkość będzie w mniejszym stopniu rozwarstwiona, a w większym stopniu (praktycznie całkowicie) zbliży się do poziomu średniej, gdzie każdy człowiek będzie w takim samym stopniu odwzorowywał kompetencje drugiej osoby. To, co go będzie wyróżniało, to własny wysiłek, który będzie odwzorowywał przewagę, ale nadanie (siła) będzie dla każdego ta sama. W takim układzie będzie możliwe zaangażować komputery do zarządzania ludzkością, a w związku z tym kierowanie ruchem, posunięciami gospodarczymi, bezpieczeństwem, etc. etc. Będzie to też oznaczało, że komputery zadbają o inżynierię środowiska, oraz reglamentację usług i produktów, których masowe stosowanie może przeczyć wytycznym i dyrektywom - podporządkowanym pod konkretne plany dla ludzkości. Czy będzie to oznaczało, że i żenić się będziemy z osobami, które wyznaczy nam komputer, albo, że wybierać będziemy sobie geny dla dzieci? No właśnie takie koncepcje są dziś, a ich błędność polega na tym, że KAŻDY POMYSŁ MA SWÓJ POTENCJAŁ i żaden pomysł nie może być stosowany jako rozwiązanie uniwersalne, a także żaden (w ramach tego, co sprawdzalne) nie ma prawa jako takie być uważany. Owszem, nawet najbardziej odlotowe pomysły mają rację bytu, jeśli ktoś wystarczająco długo podrąży temat (na zasadzie "szukajcie a znajdziecie"), ale powtarzam - każdy taki pomysł może "pchnąć" nas tylko o kilka punktów dalej - no chyba że jest to rozwiązanie przełomowe, które otworzy nas na wszechświat i "obce cywilizacje".
Stąd GMO, dziś tak masowo stosowane jest pomysłem dobrym, ale nie może być uważane za rozwiązanie totalne. Też ma swój potencjał i nadużywanie tego środka może skończyć się dla nas źle. Z reguły przekory, gdy ciesząc się złapaną kurą dającą złote jaja "patrzymy na swoją przyszłość z kalkulatorem w ręku" i wyliczamy tylko same profity - szybko okazuje się, że "gubimy tyły", zamiatamy problemy pod dywan, aż w końcu nadchodzi "wielkie pierdzielnięcie!".
W XVI wieku pewien angielski Lord zaczął krzyżować konie wyścigowe. Coś, co kiedyś latało garbate po polu, dziś nazywamy rasą czystej krwi angielskiej i mechanizm, który ten Lord wynalazł stosuje się do dziś w genetyce. Naprzemiennie krzyżuje się przez inbred-outbred-inbred, czyli przez krzyżowanie bliskospokrewnione-dalekospokrewnione-bliskospokrewnione (istotne, aby zacząć od bliskospokrewnionego). Gdy jednak zaczniemy od incestu - kazirodztwa, możliwe jest krzyżowanie zawsze płodnych hybryd, które spontanicznie się nie krzyżują, poprawę ich płodności (hybrydy wielogatunkowe są najczęściej przynajmniej częściowo bezpłodne), oraz uzyskuje się o wiele lepsze wyniki genetyczne. Takie zwierzęta, podobnie jak przez miczurinizm (oraz inne podobne techniki) byłyby w stanie przedłużyć linie genetyczne zwierząt dziś skazanych na wymarcie, przeżyć ludzką ingerencję, czy nawet opuźnić ją i częściowo powstrzymać. Oczywiście nie jest to zabawa dla nieodpowiedzialnych, gdyż tak skuteczne narzędzie zawsze wiąże się z ryzykiem (np. inwazyjności, czy agresji gatunku), ale zawsze też takie zwierzę, czy roślina,m poddana GMO będzie bardziej "responsywna" i będzie dawać szybciej o wiele lepsze wyniki. Jeszcze raz podkreślę - jest to potężne narzędzie i jako pomysł - ma swój ograniczny potencjał - wciąż jednak nie odkryty. Potencjał, na który dziś powinniśmy się zdecydować.
 

kordikos

New member
Zeszła zima dało ostro popalić, pare razy nie mogłem dostać się do auta bo drzwi zamarzły.

Idea manipulowania ludzkimi genami nawet ciekawa, może stworzymy super rasę odporną na choroby, z podkręconą inteligencją itp. z drugiej strony kojarzy się to trochę z nazizmem
 

Do góry