This site is owned and third-party cookies.
If you continue with us, we understand that you accept our use of cookies.

Co nowego?

OPOZYCJA pisze wiekopomną epopeję, jednak bez tytułu, bez treści i wciąż bez jakiegokolwiek zamysłu

aspagnito

Member
Ostatnio Donald Tusk uśmiał się w telewizji, kiedy stwierdził, że gdy tworzył Platformę, nikt nie myślał o nazwie. Tyle że z pierwszego podstawowego planu założycielskiego nie udało się Platformie zrealizować żadnego punktu, a ludzie na ulicy oceniali wartość Platformy Obywatelskiej jako coś z tak dużym zamysłem, że warto w to zainwestować. Nie jest tajemnicą, że PO to Unia Wolności po rebrandingu i ta wcześniejsza różniła się od PO tylko z nazwy.
Dziś opozycja do tej pory nie wie, czy startować razem, czy osobno. Programu wciąż nie ma. W tym tempie program powstanie po wyborach. To, co proponuje PO na swojej stronie, czyli np. "ratowanie służby zdrowia przez programy profilaktyczne z zastosowanie nowoczesnych technologii) (chyba holter w postaci smartphone - bo tak z tego wynika), albo przeniesienie transportu "kołowego" na wodny tak bardzo nie przystoi do potrzeb dzisiejszej Polski, że nikt nie ma na to najmniejszej ochoty. Wciąż zagłosujemy przeciw, a nie za, bo za zagłosowalibyśmy, gdyby były trzy, a nie dwie partie niepopulistyczne na scenie politycznej.
Jednym z moich zainteresowań jest pisanie. Wiem tyle, że choć książki nie ocenia się po okładce, to jednak w dzisiejszych czasach nie tylko ocenia się ją po okładce, ale i po grubości (empik na przykład ma konkretne wytyczne w tej sprawie). Wymyślenie zaś tytułu czasem może pogrzebać pracę wielu artystów, którzy na przykład jako piosenkarze pogrzebali swoją karierę tylko dlatego, że z nazwą płyty nie wstrzelili się w trend, albo też znając trend stwierdzili, że odbiją na nim piętno swej osobowości. Pisząc wiekopomną epopeję, nie zapomnijmy, że musimy te strony wypełnić, nazwać tą epopeję i sprzedać - a nawet to nie daje gwarancji sukcesu.
Nazwa Platforma Europejska jest na tyle egalitarna, że w swoim czasie wielu babciom kapcie pospadały przed Radiem Tadeusz Rydzyk WAM. Nazwa brzmi jak potężny straszak na przeciwnika i jednoczy swym pięknem wszystkich tych, którzy nadają jej znaczenia. Podobnie dobra nazwa firmy jest tak ważna, gdyż przez większość czasu sama nazwa widnieje tylko na fakturze i z nią jest kojarzona firma. a nie z kapitałem, pomysłem, czy nawet logo. Podobnie zresztą i w polskim prawie i w prawie znakomitej większości krajów firma to po prostu nazwa firmy.
Powinna być Platforma Obywatelska, jako partia liberalna. Powinno być Prawo i Sprawiedliwość jako partia konserwatywna i powinna być Centrolewica Polska jako oczywiście partia centrolewicowa. Taka równowaga zapewniłaby nam to, że głosowalibyśmy za, a nie przeciw, gdyż w polaryzacji dwubiegunowej zawsze będziemy głosować przeciw, a wtedy kiedy są trzy partie niepopulistyczne na scenie politycznej, głosujemy za (na podobnej zasadzie co zasada, że "grupa" zaczyna się od 3 członków).
Lewica przechodziła różne etapy. Przez interwencjonizm, przez równy rozdział środków wśród obywateli, czy wreszcie przez antyklerykalizm i tendencje proaborcyjne ze wsparciem dla LGBT. Żaden z tych trendów dziś nie może jej dać sukcesu. Kiedy ludzie zaspokoją swoje podstawowe potrzeby - zaczynają szukać zaspokojenia potrzeb wyszukanych, a okazuje się, że to po części, przynajmniej politycznie daje im dziś PiS - oferując wsparcie finansowe, które jest nowością w polityce, o której wielokrotnie mówiono, ale jej nie realizowano.
Centrolewica to "egalitaryzm losu", oraz wynikający z niego fakt, że państwo powinno dążyć do czegoś odrobinę więcej, niż równowaga, a więc powinno angażować się w drobną, systematyczną i powszechną pomoc, co wyklucza interwencjonizm - uważany dotychczas za pomoc realną, ale nieskuteczny. PiS zabrnął z tym za daleko i rozdaje wszystko i za dużo.
Wiele mówiono o ratunku polskiej polityki przed pis, ale nikt nie zwrócił uwagi na to, że wystarczy zwykły rebranding. Może żeby to uzmysłowić opowiem pewną "bajkę".

W pewnej krainie przyszło panowanie pewnej bestii. Bestia ta była niewyobrażalnie okrutna i za każdym razem, gdy próbowano ją zgładzić, ta stawała się jeszcze silniejsza i jeszcze okrutniejsza. Ludzie poddali się jej i zaczęli służyć, a brak porządku i niesprawiedliwość stały się jej chlebem powszednim. Pojawił się jednak wśród nich Zygmunt Piątek - zbieg ze szpitala psychiatrycznego, który stwierdził, że posiadł wiedzę jak zgładzić bestię. Nikt mu nie wierzył i zniechęcano go do ratunku tej krainy, gdyż przecież wszyscy już wszystkiego próbowali. Ten jednak poszedł do tej bestii i powiedział, że przyszedł ją zgładzić. Ta zaczęła się do rozpuku śmiać, ale Zygmunt Piątek wyciągnął małą białą myszkę, a ta okazała się mieć tą jedną piętę achillesową - zmarła ze strachu na zawał serca. Zygmuntowi Piątkowi przydzielono więc w nagrodę dożywotnią rentę w ZUSie. DEL FIN
 

aspagnito

Member
Utrzymywanie bipolaryzacji na scenie politycznej na zasadzie + i - jest szkodliwe i archaiczne. Wynika z rzymskiego przekonania, że "trzeciej drogi nie ma". Tyle że Rzymianie mylili się w wielu sprawach, jak na przykład w tym, że "prawa oczywistego się nie interpretuje". Dziś wiemy, że tak nie jest. Kiedy jedna droga jest słaba, druga jest silna, a trzecia prąca. Grupa zaś zaczyna się od trzech osób, a nie dwóch, gdyż dopiero w grupie trzech osób ujawniają się wszystkie mechanizmy grupy, a te nie istnieją w układzie dwóch osób, czy jednej. Stare powiedzenie brzmi - gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Chodzi też o to, że w układzie polarnym niemożliwe jest stworzenie porozumień ponadpartyjnych, gdzie na przykład jeśli jeden się upiera, dwóch nawiązuje ze sobą współpracę, mają przewagę liczebną, a więc wymuszają opracowanie wspólnego rozwiązania - taka właśnie jest dynamika grupy - dopiero, gdy można stworzyć większość naprzeciw mniejszości zaczyna się grupa. W takim układzie ludzie byliby też o wiele bardziej zaangażowani politycznie i polityka stałaby się czymś normalnym.
 

aspagnito

Member
Nowe rozdanie - nowa szansa. ten weekend był bardzo znaczący w polskiej polityce - dowiedzieliśmy się o "szóstce Schetyny" i dowiedzieliśmy się o zmianie kursu PSL. W sumie jest niemal dokładnie to, o co mi chodziło - PSL zaproponował postulaty idealnie liberalne, a Koalicja Obywatelska postulaty centrolewicowe. Problem w tym, że nikt tego nie chce nazwać po imieniu. PSL uważa, że tworzy "umiarkowane centrum" w polskiej polityce (a coś takiego jest absolutną fikcją i nazywanie tak tego pojęcia wynika z próżni ideologicznej) i to PSL musi mówić Koalicji Obywatelskiej, że ta tworzy tzw. "nowoczesną lewicę", gdyż KO tak nawet się nie chce nazwać, zapewne obawiając się o ucieczkę ze swoich szeregów elektoratu liberalnego.
Napawa to jednak optymizmem. Taki rozkrok ideologiczny - jedna noga w nocniku, a druga w niebie, przez brak postawienia jasno kawy na ławę może niestety sprzyjać PiS, które potrafi się przyczepić do każdego szczegółu i drążyć to w swojej północnokoreańskiej telewizji, gdzie każdy najlepiej w Polsce zarabiający redaktor wygląda z jednej strony tak samo jak wszyscy, a tak naprawdę jak nikt. Myślę, że zagwarantowanie przetrwania 500+ na poziomie wcześniejszym (bez pierwszego dziecka) byłoby o wiele lepszym postulatem - większość tak naprawdę buntuje się przeciw nadmiernemu rozdawnictwu, choć te 500+ ta większość uznaje za więlką zdobycz polskiej polityki - PiS jednak ostatnio codziennie coś rozdaje i w dobie zagrożenia kryzysem (o czym warto mówić), światowym, rozdawanie wszystkiego będzie oznaczało, że nie tylko niedługo wszystko nam zabiorą, ale też na kilka lat pogrążymy się w kryzysie.
Kwestia LGBT - wciąż jestem przeciwny promowaniu tej ideologii, ale wychodzę z założenia, że sprawę tą trzeba uregulować. Jeśli nie zostanie uregulowana na poziomie związków partnerskich, to czekają nas "małżeństwa" homoseksualne z pełnią praw. Związki partnerskie łatwo jest uregulować jako "usankcjonowany prawnie związek osób dorosłych (bez ilości), którego podstawą nie może być przemoc lub gwałt". Stąd jeśli ktoś ma ochotę na przykład na bigamię, to miałby do tego prawo, ale nie miałby z tego powodu praw równych, co małżeństwo.
 

adi

Active member
Kwestia LGBT - wciąż jestem przeciwny promowaniu tej ideologii, ale wychodzę z założenia, że sprawę tą trzeba uregulować. Jeśli nie zostanie uregulowana na poziomie związków partnerskich, to czekają nas "małżeństwa" homoseksualne z pełnią praw. Związki partnerskie łatwo jest uregulować jako "usankcjonowany prawnie związek osób dorosłych (bez ilości), którego podstawą nie może być przemoc lub gwałt". Stąd jeśli ktoś ma ochotę na przykład na bigamię, to miałby do tego prawo, ale nie miałby z tego powodu praw równych, co małżeństwo.
Ale po co tworzyć jakieś "związki partnerskie" skoro lepiej rozszerzyć dowolność umów międzyludzkich. Tak żeby obywatel decydował kto po nim dziedziczy i kto go ma odwiedzać.
 

Do góry