This site is owned and third-party cookies.
If you continue with us, we understand that you accept our use of cookies.

Co nowego?

Władza, a inercja gospodarcza

aspagnito

Member
Najczęściej ludzie utożsamiają władzę, czy też pieniądz, który jest jej odwzorowaniem, jako pracę. Nie jest to do końca prawidłowe spojrzenie na sprawę. Władza, podobnie jak „moc” w języku angielskim oznacza to samo, czyli „power”. Moc zaś w fizyce nie jest pracą, a zdolnością do wykonania takiej pracy. Tym samym jest władza.

Władza jest zdolnością do wykonania pracy. Innymi słowy płacą nam za pracę, ale nie pracą, ale zdolnością do jej wykonania.

Niemal każdy chciałby żyć amerykańskim snem, gdzie wystarczy się zewrzeć i od pucybuta stać się milionerem. Poniekąd samo takie przedstawienie sprawy pokazuje strukturę społeczną w formie hierarchii. Hierarchii, w której ci, którzy są na dole, mają skumulowane mniej środków, a ci na górze mają tych środków więcej. Ludzie więc mający więcej mają więcej władzy, a co za tym idzie, więcej zdolności do wykonania pracy. Gdyby mieli oddać tą zdolność, oznaczałoby, że konkurencja z nizin ekonomicznych, choć sama nie zdobyła się na wypracowanie sobie takich przywilejów, mogłaby o wiele więcej.

W Polsce przez wiele lat uczeni byliśmy, że „budżet nie jest z gumy” i że należy „zaciskać pasa”. W momencie poluźnienia tego systemu ekonomiczno-gospodarczego przez dodanie systematycznej, drobnej i powszechnej pomocy finansowej w postaci 500+, nagle okazało się, że gospodarka o wiele lepiej funkcjonuje i poprawia się koniunktura gospodarcza. Jednak w momencie zachłyśnięcia się takim rozwiązaniem politycy PiS głosem Premiera Morawieckiego mówią „koniec mikromanii” - co należy tłumaczyć jako „zaczyna się interwencjonizm” (czyli tzw. „pomoc realna”). Ten interwencjonizm oznacza zwykłą marksistowską komunę, gdyż nie to, że dajemy wszystkim troszeczkę – dajemy bardzo dużo, zwłaszcza biednym, gdyż od kogoś przecież trzeba wziąć, a bierzemy od bogatych, którzy nie wiedzieć czemu mają dług wobec społeczeństwa z racji swojego uprzywilejowania.

Weźmiemy od bogatych, bo środki są ograniczone. To tak, jakby karać tych, którzy zdobyli się na większą zdolność do wykonania pracy, a nagradzać tych, którzy na coś takiego się nie zdobyli. Nawet Ci, którzy nie wykonali żadnej pracy, ale mają tą zdolność jej wykonania z nadania, są o wiele bardziej władni, niż Ci, którzy tej zdolności nie mają, choć bardzo chcieli by ją mieć, a starając się o nią, „zderzają się ze ścianą” zawartą na przykład w powiedzonkach „z g...a bata nie ukręcisz”, albo „i Salomon z pustego nie naleje” (choć te pierwsze raczej dotyczy niekompetentnych ludzi, niż możliwości zrobienia czegoś z niczego).

To, czy to dobrze, czy źle, to inna sprawa. Wynika to z systemu, w którym żyjemy i choć ten ma swoje wady, nikt na razie lepszego nie wymyślił. Kapitalizm ma bowiem to do siebie, że najlepiej funkcjonuje w czasie rozwoju i rozkwitu. W momencie, gdy dane państwo jest bardzo bogate, a ludność dużo zarabia, to albo przerzuca się koszty inflacji na resztę państw świata, jak w przypadku USA, albo Ci, którzy coś mają, raczej szukają sposobu jak zarobić więcej na państwach biednych, gdzie koszty pracy są nieporównywalnie niższe. To zaś musi prowadzić do upadku imperiów kapitalistycznych. Jakby to nie brzmiało. Państwa mogą się przed tym bronić tylko przez studzenie własnego nadmiernego rozwoju i prawidłową jego dynamikę. Innym fenomenem jest to, że w biednych krajach występuje o wiele większy przyrost demograficzny (bogaci wolą robić karierę, niż dzieci, które absorbują czas i uniemożliwiają obsesyjne „parcie na szkło”). Bogate państwa na pewnym etapie rozwoju przeważnie zawsze muszą się więc otworzyć na imigrację, czyli tanią siłę roboczą. Tak to przynajmniej wygląda w cywilizowanym zachodzie.

Wciąż jednak janosikowanie i interwencjonizm (tzw. „pomoc realna”) to bardzo niebezpieczny symptom. Oznacza że ci, którzy są na nizinach ekonomicznych, otrzymają tak naprawdę (niezasłużenie) dużo zdolności wykonania pracy, a bogatym ich wypracowaną zdolność wykonania pracy się odbierze. To o tyle niebezpieczne, że przecież każdy, kto coś ma, musiał w normalnych warunkach zdobyć się na to, aby poprawić swój byt i pomimo iż było to najczęściej mało realne, musiał zdobyć się na większą umiejętność wykonania pracy. Dziś takie osoby są wrogami dobrobytu i takim się odbiera (przedsiębiorcom prześladowanym dziś przez urzędy i kolejne szkodliwe rozporządzenia ministrów). Daje się coraz więcej ludziom, biednym, którzy nie rozumieją potrzeby zdobycia się na więcej zdolności, niż do tej pory mieli. Bo zagłosują. Zagłosują, bo „państwo” dba o ich indoktrynację.

To zaś oznacza, że nie tylko kruszeją elity, ale też standardy. System taki nie jest motywujący, jest demotywujący, a więc przy tezie „koniec mikromanii” i przy takim janosikowaniu – zacznie ubywać z tego dobrobytu.

500+ to wciąż jedna z najważniejszych zdobyczy polskiej gospodarki. Jednak oprócz tego wszystkie decyzje PiS były złe. Decyzje, kadry i „reformy” (tzw. „zdychające konie PiSu”) – to wszystko w PiS ciągnie ten kraj ku dołowi. To zaś, co utrzymuje PiS przy władzy to tylko poprawa koniunktury przez wprowadzenie 500+ i konsekwencje tego posunięcia. Nadeszły jednak czasy interwencjonizmu, bo PiS się przed tym nie cofnie. Szkoda tylko, że zapłacimy za to wszyscy. Nie tylko najbogatsi. A zaczęliśmy już teraz płacić. Na „Kurski & the PiStubes” i kolejną część samych swoich. Bo odwzorowaniem tego upadku jest stagnacja w kulturze. Społeczeństwo zachłysnęło się poprawą koniunktury przez inercję ekonomiczną i wszystko teraz idzie ku wygaszeniu, a kolejne newsy o rozwoju to jedynie indoktrynacja, że będzie lepiej, niż najlepiej.
 

adi

Active member
Ale w PL jest inny model. Władza przekupuje masy jałmużną która nie wystarczy na dobre buty a masy są tak wdzięczne i zachłyśnięte 100 dolarami że jakakolwiek wolność przestaje mieć dla nich znaczenie, tym bardziej że ci wcześniejsi co nie dawali 100 dolarów byli i tak takimi samymi zamordystami.

To najbardziej skuteczny program i praktyczny program, o ile społeczeństwo ma mentalność niewolniczą, jak nasze.
Można nawet łgać na wyborach do woli, społeczeństwo niewolników jest przyzwyczajone i traktuję to za normę.
 
Ostatnia edycja:

Leon

Active member
Nigdy nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego gdy chcesz zatrzymać pieniądze, które zarobiłeś, to jest chciwość, ale gdy chcesz komuś zabrać jego pieniądze, to już nie jest chciwość.
 

adi

Active member
Jeśli biedny oddaje państwu 1000 zł a dostaje 500 zł, to suma sumarum państwo zabiera mu mniej jego pieniędzy.
 

Leon

Active member
Jeśli biedny oddaje państwu 1000 zł a dostaje 500 zł, to suma sumarum państwo zabiera mu mniej jego pieniędzy.
Ale on te 500 musi oddać na tą drożyznę którą nam Morawiecki zafundował. Ale dostali 500 to ich stać! a ci którzy nie dostają ? np taki 50-latek który dzieci ma wyrośnięte a emerytury też nie ma, taki na to wszystko musi łożyć.
Inflacja w 2020 r. może być wyższa od założonych w projekcie ustawy budżetowej 2,5 proc., ale to nie powód do zmartwień - powiedział dziennikarzom wiceminister finansów Leszek Skiba. Dodał, że wyższa inflacja to wyższe dochody dla budżetu, co oznacza, że nie będzie problemu z jego realizacją.
 

adi

Active member
Ale on te 500 musi oddać na tą drożyznę którą nam Morawiecki zafundował.
Zacznijmy od tego że z tego 500 zł musi oddać minimum 23 procent vatu.

No chyba że wyda na benzynę, alkohol czy opał, to wtedy dużo więcej bo akcyza.

Ale dostali 500 to ich stać! a ci którzy nie dostają ? np taki 50-latek który dzieci ma wyrośnięte a emerytury też nie ma, taki na to wszystko musi łożyć.
Nie rozumiem dlaczego nagle jesteś przeciw redystrybucji a jak PO było u koryta to już redystrybucję popierałeś.


Mógłbyś wytłumaczyć jak to możliwe że rząd PO zabierał przeciętnemu obywatelowi około 70 procent jego pieniędzy, socjalu nie było żadnego praktycznie a do tego dług publiczny rósł?
 

Leon

Active member
Mógłbyś wytłumaczyć jak to możliwe że rząd PO zabierał przeciętnemu obywatelowi około 70 procent jego pieniędzy, socjalu nie było żadnego praktycznie a do tego dług publiczny rósł?
Teraz przeciętnemu obywatelowi w przeróżnych wymyślonych przez Morawieckiego podatkach biorą więcej, a dług rośnie.
dług publiczny Polski

Please, Zaloguj or Rejestracja to view URLs content!
 

adi

Active member
Dług się podaje tylko w relacji do PKB, bo tylko wtedy ma to sens:

1920px-Pl-public-debt.svg.png


Ale ponawiając pytanie, mógłbyś wytłumaczyć jak to możliwe że rząd PO zabierał przeciętnemu obywatelowi około 70 procent jego pieniędzy, socjalu nie było żadnego praktycznie a do tego dług publiczny rósł?
 

Do góry